29 września 2020 roku, godz. 18:55 11,5°C

Lew Tołstoj. Lubię światło.

Sięgnęłam po dzieło Lwa Tołstoja "Wojna i pokój". Lepiej późno niż wcale. Może dowiem się, co to takiego wielkiego, nastawiona, że jednak rzeczywiście będzie wielkie. Czytało się całkiem płynnie. Trochę opisów, trochę dialogów. Ale jak się przyjrzeć treści to co rozdział czytelnik dowiaduje się jakie jeszcze, najróżniejsze podchody będą wykonywane, aby jakaś panna z dobrego, albo mniej dobrego domu znalazła męża, najlepszego, albo chociaż gorszego, byle starą panną nie zostać. Ta płynność jest całkiem miła, ale czytać dla samego potoku słów, dla wirtuozerstwa w przeglądzie postaci? Gubiłam się kto z kim i co komu obiecał. W wątku wojennym też nic ciekawego nie znalazłam. Odbieram go trochę jak odskocznię od babskich spraw, aby za bardzo nie przytłoczyć, a może tylko jako tło do osadzenia tych rzewnych historii panieńskich. Zaznaczam, że przeczytałam tylko do połowy. Może później coś się zmieniło, ale próg wytrzymałości został osiągnięty. Więcej nie! Gdyby dzieło było wydane w jednej sztuce a nie podzielone na dwie książki (bo to ileś tam tomów tych słów), to być może przeczytałabym do końca. Zadziwiająca jednak była jakaś fala na której te nudy łykałam.

W międzyczasie natrafiłam na inne książki autora "Spowiedź", "Dzienniki" oraz satyrę "Odbudowanie piekła". Czytałam równolegle.

Kiedy w "Spowiedzi" przeczytałam:
"Choć uważałem pisarstwo za pustotę, przez te piętnaście lat ciągle pisałem. Zakosztowałem już powabów literatury - powabów ogromnych honorariów i poklasku za niewielką pracę - i oddawałem się jej dla polepszenia materialnego bytu i zagłuszenia w duszy wszelkich pytań o celowość życia ludzkiego."
oraz
"I oto wymyśliliśmy co następuje: wszystko, co istnieje jest rozumne. Wszystko co istnieje - podlega rozwojowi. Rozwój zawdzięczamy oświacie. Oświatę mierzy się rozpowszechnianiem książek i gazet. A nam płacą i szanują nas za to, że piszemy książki i gazety; dlatego jesteśmy najpotrzebniejszymi i najlepszymi z ludzi."

Całkowicie zarzuciłam czytanie wszelkich wcześniejszych niż "Spowiedź" "dzieł" autora.

"Spowiedź" to taki przełom, to jakby machnięcie ręką na wszystko co do tej pory. Taki czyn wydaje się desperacki czy dekadencki, jednak jeśli płynie z głębi istoty człowieka nie ma w tym nic tragicznego. Jest to nieunikniona konieczność, aby nie być samemu w swoich oczach hipokrytą.

Osobiście odpowiada mi forma dziennika, ograniczająca opis przeszłych ale również teraźniejszych wydarzeń do minimum, a tylko oświetlanie ich obecnym zrozumieniem. Zrozumieniem, które jest ponad wydarzeniami.

one drop for all Eliza
 6 października 2020 roku, godz. 1:17

zazwyczaj tak jest ze wszystkim, wojtekp.

Dzieki.

wojtekp Wojtek
 30 września 2020 roku, godz. 20:02

Ja czytam dla fragmentów. Czasem warto przeczytać 400 stron dla jednego zdania, które zmienia spojrzenie na rzeczywistość.

Recerz Max
 30 września 2020 roku, godz. 11:24

Zgadza się.

Nie wierzę.

Kłamiesz.

😉

Twórca nieznany Duszka
 29 września 2020 roku, godz. 22:25
Edytowano 30 września 2020 roku, godz. 9:56

Hm... też nie lubię tylko 'twardych' książek. Ale rozwinę to trochę. Myślę, że książki tzw. rozrywkowe mają za dużo ego. Zazwyczaj są to jakieś perypetie bohaterów, zrobił to, zrobił tamto, był tu, był tam. W skrócie i obrazowo taki szczur biegający po labiryncie jak mu autor wymyślił, oczekujący braw, że mu się udało wyjść, albo załamany z powodu porażki. Czytelnik natomiast biega za tym szczurkiem jak głupi. I jest we mnie jakiś próg tej głupoty, tego biegania, tej tzw. "rozrywki". I kiedy następuje, nie [...]

Recerz Max
 29 września 2020 roku, godz. 20:08
Edytowano 29 września 2020 roku, godz. 20:09

'Ta płynność jest całkiem miła, ale czytać dla samego potoku słów, dla wirtuozerstwa w przeglądzie postaci?' Nie mógłbym czytać tylko 'twardych' książek, jedna po drugiej - męczą umysł. Ważne nastawienie na rozrywkę, albo rozwój.

'Choć uważałem pisarstwo za pustotę, przez te piętnaście lat ciągle pisałem.' To potwierdza, że każdy pisarz jest po trochu grafomanem.

Co do dziennika, zależy jakie jest jego przeznaczenie. Dostrzegam że może być niejedno, a to zadecyduje o formie. W tym miejscu zastanawiam się po co oświetlać obecnym zrozumieniem, skoro zmieni się ono za pięć lat. To świadczy o dzienniku w charakterze ostatecznym, coś jak rozliczenie się przed śmiercią lub coś w tym stylu.