Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.
 11 stycznia 2019 roku, godz. 10:02

11.01.2019r.

Sąsiad wiosną ściął czubek świerka, ale drzewo nie dało za wygraną i gałęzie z najwyższego piętra drzewa zaczęły się podnosić do góry, że teraz z nawianym w nie śniegiem wyglądają jak skrzydła jakiegoś herosa husarza, który zamiast dwóch ma tych skrzydeł cztery. Jedna z tych gałęzi najbardziej zbliżyła się do starego pnia drzewa i bardzo mocno wyprostowała się, że podejrzewam, iż przejmie ona z biegiem kolejnych miesięcy i lat rolę głównego pnia drzewa i będzie się pięła na wysokości ku słońcu. Piękny to widok, cudna scena z życia, świadcząca o tym, że nic w przyrodzie się nie poddaje i zawsze szuka możliwości do życia, a sposobów na powstanie z klęski jest bardzo wiele.

Przestał padać śnieg. Znowu przybyło kilka centymetrów białej pokrywy, co sprawia, że zima jest bardzo imponującą, choć ja czekam na słońce, aby wyjść w dzikie pola i porobić trochę zdjęć zimowemu krajobrazowi, a zwłaszcza potokowi i górom. Na razie jest bardzo szaro, bardzo mglisto, jeszcze jest straszliwie cicho - nie wieje wiatr, nie szczekają psy, koty się nie ganiają, ptaki siedzą gdzieś w bezpiecznych labiryntach tui i na wysokich gałęziach świerków, ludzie też cieszą się przytulnością swoich ciepłych domów. Bezruch zbożnego bytowania.

Tam gdzie przez trzy pory roku kwitną wszelkiego rodzaju i wszelkich barw kwiaty, to teraz jest ponad metrowej wysokości hałda śniegu, którą spiętrzyliśmy specjalnymi łopatami, aby można było wyjechać samochodem z garażu i spokojnie wyjść od drzwi wejściowych do furtki i dalej na ulicę. Te zwały śniegu, ta jego biel na spiczastych jodłach, tujach i świerkach są po prostu bardzo cieszące i powodujące radość z zimy, która jest pełnią tego co od niej oczekujemy. Po prostu jest cudnie i nie przeszkadza nam niewielki zresztą mróz, śliskie ulice, krzywe chodniki o d zlodowaciałego śniegu. Chce się tylko słońca i nieba z fazami księżyca i miliardami pulsujących światłem gwiazd i tych spojrzeń o dziwo nie w górę, a w dół, poniżej poziomu gruntu - tam, gdzie płynie szybki, ale czasem płaski nurt potoku, gdzie firmament niebios odbija się w wodzie i jest jakby niesamowicie magicznym arrasem albo perskim dywanem, na który chce się wstąpić i polecieć w baśniową podróż przez noce całego globu.

Ciszę przerwał przejeżdżający sprzęt odśnieżający i zaniepokojony hałasem Budrys, który zaczął szczekać w kierunku ogromnego ciągnika i wielkiej łyżki spychającej śnieg na pobocze jezdni, a ja bardzo lubię przypatrywać się kłębowisku jakim jest pnąca hortensja, która opanowała prawie całą wschodnią ścianę domu. Wygląda ona w tych śnieżnych pieleszach jak jakieś dzieło sztuki wymyślane i skomplikowanie wykonane przez jakiegoś artystę w starej bawełnianej pomponiastej koszuli, z brodą do mostka i w kapeluszu z rondem mocno opadającym do ramion, spod którego za ramiona ciągną się włosy, takie włóczykijowskie brunetowate, w części dopadnięte przez siwiznę. Więc się przyglądam tej mieszaninie bieli, odcieni brązów, zieleni i bieli, którą często dopada kawy z mlekiem nutka. Ciemny jest ten brąz kręcących się łodyg i wędrujących po przestrzeni białego przymurza, mniej intensywnym brązem te boczne gałązki i sam uwiędły już kwiatostan, ale centralna jego część, bo te boczne kwiaty, te w cztery płatki, stanowiące jakby aureolę dla zasadniczej części kwiatostanu, to one są jakby rudością, którą opanował sporysz, albo rdza porzuconego pieca trzeciej generacji, którego temperatura i żar gdzieś tam milkną obok siatkowego płotu, a pod parasolem z gęstych gałęzi świerku. Tam gdzie panuje cisza i tylko czasem słychać szelest kurczącej i zwijającej się farby na żeliwnych ścianach pieca.

Ta bardzo liczna i stale rozprzestrzeniająca się kolonia leśnych poziomek jest teraz przykryta warstwą kilkudziesięciocentymetrową śniegu, pod którą letarguje sobie w ciszy i w absolutnym spokoju do czasu aż ponownie wiosną wystrzelą z serc tych krzewinek liście i pędy na których zakwitnie kilka kwiatów, z których wytworzą się różowo-czerwone owoce o dość słusznych wymiarach. Teraz tam jest oaza , biała oaza spokoju, nie zakłócana nawet przez wrzaskliwe gonitwy kotów walczących o terytoria. Sierściuszki nie cierpią śniegu i idącego za nim mokrego futerka, więc ograniczają swoje wędrowanie do minimum, pewnie ruszają, gdy instynkt zwycięża ich wrodzone umiłowanie wypoczynku.

Krzew jaśminu, to dziś kilkanaście masztów strzelistych,kończących się na wysokości drugiego piętra budynku,a zakończonych jakby wiechami, czyli gęstymi drobnymi gałązkami rozchodzącymi się we wszystkich głównych kierunkach świata, pośrednich i jeszcze pomiędzy nimi, jakby potem kwitnąc, chciały dotrzeć słodyczą zapachu białych kwiatów chociaż pod wszystkie strzechy Placu Lacha i Foksowego oraz dalej roznieść się na skrzydłach motylich i ptasich. Wiem, że marzeniem tego krzewu jest zniewolić aromatem swoich kwiatów tak wiatr, aby ten zatracił się i poukładał nuty swoich porywów w melodię Bedrzicha Smetany - Moja Vlast i by tak krążył z nią od plebani do plebani, od domu do domu, od człowieka do człowieka i roztańczył ich życie we wzajemne służenie sobie dobrocią, mądrością i nieustającym wysiłkiem dla radości życia przez sprawiedliwość.

Połud­nie. Wyszło słońce i za­raz z dachów i ze sop­li lo­du ka­pią grochy roz­to­pione­go śniegu i lo­du, a ja łus­kam orzechy włos­kie, których rek­lamówkę ot­rzy­maliśmy od pięknych ludzi z Górne­go Śląska i tak so­bie oczy­wiście kom­bi­nuję przy i ich rozłupy­waniu, że czyn­ność ta jest me­taforą od­kry­wania przez człowieka swo­jego sen­su is­tnienia, a więc kiedy już się roz­pozna­my to w tym co sie­dzi w nas jest wiele dob­ra, które możemy uczy­nić światu ludzkiemu i całej na­turze, jak z tych orzechów prze­cież pow­staną apiać wi­gilij­ne cias­teczka orzecho­we, może tort, może in­ne cias­to lub po pros­tu jedzo­ne po kil­ka dzien­nie , to może fak­tycznie wzmoc­nią or­ga­nizm, zwal­czą og­niska no­wot­wo­rowe, jak głoszą ar­ty­kuły o zdro­wiu w ga­zetach, por­ta­lach in­terne­towych i le­karze oraz diete­tycy w swoich ga­bine­tach. Prze­de wszys­tkim głoszą o tym blo­ger­ki ku­linar­ne i ce­leb­rytki bo­tok­salne, w tym eko ma­my oczy­wiście.

Górny Śląsk, a więc - czy pa­mięta­cie re­wela­cyj­ny film świętej pa­mięci Jerze­go Kutza "Pa­cior­ki jed­ne­go różańca" i te do­my, a w jed­nym z nich mie­szkał bo­hater Ka­rol Hab­ry­ka? One jeszcze by­wają i by­wają w nich og­ro­dy z kwiata­mi, z krze­wami i z drze­wami owo­cowy­mi, które jak w tym ro­ku urodziły całe mnos­two owoców na sta­rych od­mianach śliw, gruszy i jabłoni, a tam­tej­sze bab­cie, mat­ki i ich córki nie zrażają się współczes­nością i wszel­kie we­ki muszą być na je­sień zimę i wiosnę poczy­nione. A nad­miar darów bożych wożą do rodzi­ny i zna­jomych. Nie śpieszą się, żyją us­ta­lonym ryt­mem od stu­leci i to nie jest tak, że re­zyg­nują z możli­wości ja­kie dają dzi­siej­sze cza­sy - po pros­tu wy­bierają to co naj­ważniej­sze i naj­sensow­niej­sze dla dob­ra swo­jego i blis­kich. I dzięki te­mu są en­kla­wy spo­koju, piękna i dob­ra.

Piątek. Jako żem stary pies, to przypomniała mi się cudna audycja telewizyjna Zygmunta Kęstowicza dla dzieci "Piątek z Pankracym". Że jest mi tak przy tym dłubaniu orzechów "psiejsko czarodziejsko", to jak Pankracego nachodzą mnie różne takie psie myśli, więc tak sobie myślę, że warto się modlić, trzeba medytować przy różnych domowych pracach na temat przemeblowania się hierarchii wartości w gatunku człowieczym, żeby pogoń za pieniędzmi, za celami, za sukcesami nie była dominującą, a wartością było przede wszystkim ciche spokojne i rodzinne życie w jego pięknie, na które składają się drobne codzienne czynności, pasje i radość przebywania ze sobą przez wsłuchanie i przemyślane rozmowy. Jak to jest smutne, gdy słyszę o człowieku, któremu kończy się siódmy krzyżyk, a on wciąż kłóci się z sąsiadami, urzędami, rzeczoznawcami, inżynierami, bo jemu mało wciąż ziemi, bo on chce zbudować kolejny biznes, wreszcie nawet żąda, aby rzekę mu państwo sprzedało, bo on ją zasypie albo zmieni jej bieg, gdyż w ten sposób jego biznes będzie ogromniejszy i przyniesie jeszcze bardziej okazały zysk. Co za niewolnicza starość, która nie umie oddać choć pół płaszcza potrzebującym.

Tekst nie został dodany jeszcze do żadnego zeszytu.