18 grudnia 2014 roku, godz. 00:34

Powitalne ukłony

Przyszliśmy. Wszyscy spokorniali pod przymusem. Jednakowi w ciekawości. Boso, lecz nie zostawiając śladów-wszak stopy czyste mamy, niczym sumienia niewinnych. Przyszliśmy bić pokłony, oddawać cześć i bałwochwalczo wzywać darów nie z tamtej, ale z tejże ziemi.
Stoimy w rozkroku zaskoczenia. Nie, nie spodziewaliśmy się upadku naszej wiary. Cóż teraz począć? Jak kolana zginać, kiedy usztywnione niepewności kołkami trzymają nas, niczym cerkiewne świece przy carskich wrotach.
Milczeć nam przyszło ku czci największego, bo choć najmniejszy-włada nami. Zamykamy więc złorzeczenia, skargi i zawodzenia klątwami odczlowieczonymi.
Boże, narodzisz się w naszych niegodnych sercach. Narodzisz w zaskoczeniu nas-pyszałkow. W ciemności naszego utyskiwania na niewygodę życia.
Przepłyń rzeką ognia i naucz nas czuć.
Wszak ludźmi jesteśmy.
Wszak na Twoje podobieństwo... Boże...

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa L.T., gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.