1 października 2021 roku, godz. 13:56

SEZON OGÓRKOWY XXXI

Ostatni dzień lipca, najważniejszego miesiąca lata i wakacji. To był bardzo dobry miesiąc. Popiątkowe wyjazdy do Krakowa, Namysłowa i Mosznej sprawiły nam wiele radości, emocji i wzruszeń. Dzisiaj już odpoczywamy klasycznie, czyli wnuki, gotowanie, zakupy i ogród, plus na pewno jakieś niespodzianki. Zawsze są. Nigdy w stu procentach nie można być pewnym swoje doby. Są wakacje. W każdej chwili ktoś może zadzwonić, że wypoczywa w okolicy i spytać, czy może wpaść na kawę. My na to jak na lato.

To co najważniejsze, czyli ogórki mają się dobrze i powoli nabierają tempa w owocowaniu. Owocują fasola szparagowa i borówki oraz groch. Nabierają koloru papierówki i pozwalamy im, aby spadły same z drzewa, wtedy są esencją swojej legendy. Wtedy dajemy wnukom i cieszymy się, że tak im smakują.
O samych wnukach można godzinami, ale kiedyś wakacje, się kończą.😂

Najbardziej cieszą nas w ogrodzie kwiaty i na tarasie i balkonach. Kupę trudu włożyliśmy, aby powiedzieć sobie uczciwie, że stworzyliśmy raj na ziemi. Jedne kwiaty udają się, a inne nie. W tym roku trzeba będzie spalić około stu cebul i roślin mieczyków. Ogromna wilgoć spowodowała chorobę wirusową. Myślę, że posadziliśmy je za gęsto. Nie było cyrkulacji powietrza i mszyce przyniosły zarazę. Tutaj na brak deszczu nie narzekamy, choć elity takie, że nie ma wody w kranach.
Woda, to kolejny temat corocznego sezonu ogórkowego. Czyli wiadomo, przychodzą upały, to ludzie napełniają baseny i podlewają ogrody, a władza ma obowiązek wodę dostarczyć i tyle w temacie. Z wodą nie jest źle, tylko trzeba mieć, co trzeba mieć między udami i inwestować, przewidywać, wybiegać naprzód, inaczej wara wam od władzy. Władza to myślenie, harówa i poświęcenie, nie nepotyzm, kolesiostwo i cwaniactwo. Podlewamy ogrody, napełniamy baseny, bo nas stać i chcemy pięknie i wygodnie odpoczywać, a wy władzo macie nam wody zapewnić skolko godno i koniec dyskusji.

My do podlewania mamy deszczówkę w zbiorniku tysiąc litrowym Mausera. Myślę, że zamontowanie jeszcze jednego pozwoli na całkowite rozwiązanie tematu podlewania. W tym roku ten wystarcza, bo przerwy w ulewnych deszczach są niewielkie. I zużywam deszczówkę do rozcieńczania nawozu, na tarasy, balkony i rabaty z dyniami i cukiniami na "górce" i w basenie, gdzie rosną słoneczniki i cynie, a tam przy upałach ziemia wysusza się bardzo.

Wczoraj przywieźli nam węgiel. Te dwie tony powinny wystarczyć do pierwszego grudnia. Też element stały sezonu ogórkowego. Opał, to fundament tradycyjnego wiejskiego domu, ludzi XX wieku, którzy nie żyją tylko dla wygody i nieznośnej lekkości bytu. Wrzucenie węgla do kotłowni, to styl życia, umocnienie wspólnoty. Dotknąć, poczuć, posmakować, odetchnąć pyłem węglowym, na to się czeka.

Do węgla potrzebna jest rozpałka, dlatego oczywistym elementem misterium palenia w piecu centralnego ogrzewania w wiejskim domu jest drewno. My zawsze w maju lub czerwcu zamawiamy trzy kubiki drewna do rozpałki ze świerka i składamy pod jednym z balkonów gdzie schnie. Do rozpalanie drewna używamy gazet reklamowych SKOK i gazetek reklamowych z supermarketów oraz kartonów ze supermarketów też.

W tym roku będąc na Czochraj Bobra festiwalu, to przywieźliśmy od brata kilka pniaków drzewa smolnego, czyli szczypy po naszemu, aby zapalać bezproblemowo. Wystarczy kawałeczek, a ogień z energią, która rozpali szybko drewno, a drewno węgiel.

Sąsiedzi przywożą drzewo i tną piłami motorowym i cyrkulorkami, a potem rąbią. Są jeszcze bardziej tradycyjni. Sąsiedzi przesiadują w kuchni i cały czas palą w piecu kuchennym, gdzie gotują obiady i inne posiłki i grzeją wodę na herbatę i kawę. Na szczęście tradycjonaliści nie odpuszczają modom narzucanym przez wiadomego wielkiego brata.
Przyjechał dostawca odwieczny z węglem. Jest jak ksiądz po kolędzie, tylko przyjeżdża trzy razy w roku i nie pisze na drzwiach K+M+B i zapłaty nie bierze w kopercie, tyłki odliczam mu tysiąc sześćset i za paliwo. Wymieniamy uwagi o życiu, o tym, czy można się załapać na dotację na wymianę stolarki okiennej, drzwi? Konstatujemy, że zbyt wiele haków na prostego codziennego Polaka, że pewnie trzeba mieć dojścia i że prawdopodobnie wiąże się to z dodatkowymi corocznymi haraczami za świadectwa energetyczne od cwaniaka, dlatego w sumie dożyjemy swojej starości o węglu i drewnie, a potem pewnie przeniesiemy się do bloków na parter, aby umierać spacerując. Mówimy jeszcze o wczasach. Oni nie jadą. Remontują dom.

Sobota. Sklep. Łuskanie grochu. Grysik na śniadanie. Kawa po polsku. Czekolada gorzka. Przygotowywanie obiadu. Czerwony barszcz z młodych buraków, ziemniaki od baby ze wsi, koperek, młoda kapusta zasmażana i udka kurczaka w panierce z bułki tartej i mleka smażone na oleju. Udka z Biedronki, czyli kurczaki pewnie hodowane na zapleczu sklepu, przez panie, których nie ma w boksach kasowych.
Tacy ludzie jak my żyją dla takich momentów, jak te uwiecznione na zdjęciach. To esencja naszego szczęścia, serca naszych radości, oceany błogości, fundamenty i wierze przyjemności, źródła i rzeki miłości, wiatry w żagle wrażliwości, turbiny wytwarzające w nas energię do uczynności. Kopalnie chęci do ludzi wbrew temu kim niestety są.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.