9 czerwca 2014 roku, godz. 00:47  4,0°C

Erozja

Od kiedy wszystko można wymazać jednym kliknięciem, pisanie nie sprawia mi żadnej przyjemności. Litery nie rodzą się już pod powiekami, nie plątają palców i nie palą wnętrzności. Co za różnica co napiszę, jeśli mogę się tego pozbyć na zawsze w dziesięć sekund? To żadne przeżycie, bo program zaznacza na czerwono każde słowo, które wydaje mu się błędne. Dodaje mi to pewności, że słowa do mnie nie należą i nigdy nie będą. Ktoś je wymyślił, ktoś ich użył, ktoś je nawet zużył, nadał nowe znaczenie albo zapomniał. Chciałabym słowa ponosić trochę w sobie, pozwolić im płynąć razem z krwią, zespolić je z nerwami, wykluć się z nich i ze zdumieniem rozejrzeć po świecie, nazywając wszystko od podstaw. Tymczasem jedyna dostępna opcja to wybór czcionki z listy i autokorekta, która wie lepiej, co mam na myśli, gdy ewidentnie coś na niej mam. Myślę, że to erozja słów, języka, leksyki. Zamiast pozwolić się ponieść językowi, zawężamy go do najprostszych spraw. Antyewolucja, skarlenie. Nie udało nam się wyjść z jaskini, nigdy nam się nie uda, bo ledwie wystawimy głowę, w pośpiechu kryjemy się ponownie w dobrze nam znanej piwnicy.

worldinbrown Kasia
 24 sierpnia 2015 roku, godz. 5:29

Medal ma dwie strony. Z jednej nie da się myśleć bez słów, ale z drugiej skoro myślimy słowami dlaczego tak trudno jest je wyrazić? Próbuję najlepiej jak umiem, ale zawsze coś zostaje na końcu języka, nieuchwytne słowom i to co mówię albo piszę jest niepełne, trochę kalekie wobec tego, co chciałam wyrazić, a co w pełni znajduje się w mojej głowie.