12 października 2021 roku, godz. 22:51 14,7°C

Z duchowości benedyktyńskiej: Reguła "timor Dei"

"...O pierwszym stopniu pokory mówimy wówczas, jeśli człowiek ma stale przed oczyma bojaźń Bożą i gorliwie się stara o niej nie zapominać. Zawsze pamięta o wszystkim, co Bóg nakazuje, i ustawicznie w sercu swoim rozważa (...) Każdej zatem chwili wystrzega się błędów popełnianych myślą, językiem, rękami, nogami, czy to wolą własną; a broni się przed pożądaniami ciała. Człowiek powinien być przekonany, że Bóg z nieba patrzy nań zawsze i o każdej porze, a także, iż czyny jego w każdym miejscu rozgrywają się przed oczami Bożymi, aniołowie zaś w każdej chwili donoszą o nich Bogu. (Reguła Benedyktyńska rozdz. 7,10–13).

(...) pierwszy stopień pokory polega na nieustannej pamięci o Bogu. W języku starożytnych tekstów monastycznych jest to tożsame z modlitwą nieustanną. Człowiek tak bardzo w Panu Bogu się zakochał, że Pan Bóg mu nigdy sprzed oczu nie schodzi, tylko o Nim myśli.

Ta bojaźń Boża, o której mówi Benedykt – timor Dei – nie jest związana z lękiem, pamiętajmy o tym zawsze. Czytamy w Piśmie Świętym, że początkiem mądrości jest bojaźń Pana (Syr 1,14a). Ojcowie rozumieją ją nie jako strach bądź obawę, że Pan Bóg przyjdzie i coś mi zrobi, ale mają ją za subtelny wyraz miłości. Kiedy kogoś bardzo cenimy i kochamy, kiedy na kimś nam bardzo zależy, to staramy się w niczym go nie urazić, jesteśmy bardzo delikatni, a wręcz przeciwnie, staramy się mu sprawić przyjemność i wiemy, że to pogłębi naszą przyjaźń. Bojaźń Bożą to właśnie jest taki stosunek do Pana Boga.

Czasami ludzie zastanawiają się: „czy to już jest grzech, czy jeszcze nie?”. Robią tak ludzie bez bojaźni Bożej, takie trochę „roboty”. Nie zastanawiają się, czy dany czyn jest dla Pana Boga miły, tylko wykazują się niewolniczym sposobem myślenia.

Pierwszym stopniem pokory jest przekonanie o Bożej obecności i wynikająca z tego wrażliwa miłość, pełna słodyczy i dobroci wobec Pana Boga. Innymi słowy: to tylko będę robił, co przyniesie korzyść na wieczność, czyli co jest Bogu miłe, bo wszystko inne jest bez znaczenia.

Proszę zauważyć, że ten pierwszy stopień pokory od razu stawia nas na najwyższym poziomie. To jest najwyższy poziom duchowy: miłość Boga posunięta aż do nieustannej pamięci o obecności Ojca w moim życiu. Sugeruje nam to, że pierwszy stopień ma wiele wewnętrznych szczebelków, różnych odcieni, bo w tej miłości można zawsze postąpić do przodu, zawsze można lepiej Pana Boga „wyczuć”, lepiej Go pojąć, zrozumieć i uchwycić Jego wolę. Zawsze jest możliwość postępu.

Możemy jeszcze powiedzieć inaczej: pierwszy stopień pokory to wiara. To bardzo świadomie przeżywana wiara w to, że Bóg jest. Bóg nie jest abstrakcyjnym bytem, „czymś”. Życie z Bogiem to coś o wiele ważniejszego niż zakazy czy nakazy, prawnicze rozwiązania. Chodzi o żywą relację z Bogiem. Niektórym ciężko to sobie wyobrazić..."

"...W kontekście pokory należy powtórzyć sobie to, co mówiliśmy o posłuszeństwie. Zastanawialiśmy się, jakie są motywy posłuszeństwa. Zaznaczyliśmy, że podejmuje się je przede wszystkim z miłości, nie ze strachu, nie z wygody, tylko z miłości. Miłość jest motywacją bardzo trwałą. Jesteśmy posłuszni także dlatego, że posłuszny był Jezus Chrystus. Rozdział 7. nie pozostawia nam wątpliwości: podstawową motywacją pokory, podobnie jak posłuszeństwa, jest również chęć naśladowania Chrystusa Pana, który był pokorny. Pokora nie jest więc wartością samą w sobie, ale posiada wymiar naśladowczy. Chcemy tacy być, ponieważ taki był Chrystus Pan. Wchodząc na tę drabinę, nie wykonujemy pracy dla niej samej, nie jest to sztuka dla sztuki, ale chcemy przez to naśladować Jezusa Chrystusa posłusznego i pokornego aż do śmierci. O tej motywacji zawsze warto pamiętać. (...)
Przypomnijmy także, że przez słowo pokora, humilitas rozumiemy prawdziwą naturę człowieka, najgłębszą prawdę o człowieku, to, kim naprawdę jest. Pokora to jakby pozdzieranie wszystkich masek, rezygnacja z różnych postaw obronnych, wyjście z warownych wież, w których się zamykamy i stanięcie w duchu i prawdzie wobec Boga, który jest żywą Osobą.

Pokora rozumiana w duchu Reguły nie ma w sobie nic z wmawiania sobie, że jest się niczym. Tu nie chodzi o budowanie sobie kompleksu niższości albo poczucia winy. Wszystkie te uczucia występują w przyrodzie – i kompleksy i poczucie winy – ale one prowadzą ostatecznie do izolacji, do poczucia przegranej, klęski, do totalnej samotności człowieka.

Natomiast pokora, posłuszeństwo, milczenie, to wszystko, o czym teraz mówimy, wręcz przeciwnie – wprowadza człowieka w samo centrum jego serca i umożliwia wspólnotę z Bogiem i z ludźmi.
(...)
Czasami jeśli człowiek bardzo stawia na swoim, to musi dostać w skórę, żeby się do Pana Boga nawrócił. Nie chodzi jednak o to, żeby cierpieć, żeby było źle czy smutno. Jedyny cel takiego wstrząsu to zwrócenie się człowieka twarzą do Pana Boga.

W Regule bardzo mocno podkreślono, że pokora to nie tyle nasza praca – teraz tak postanowiłem, będę chodził ze spuszczoną głową i będę pokorny – co działanie Ducha Świętego w człowieku. Bóg podnosi nas przez różnego rodzaju doświadczenia, dźwiga nas do góry. Pokora to pewien dar, który Pan Bóg nam daje ze względu na to, że bardzo tego pragniemy i potrzebujemy, charyzmat, którym On nas obdarowuje, ubogaca, upodabniając nas do Chrystusa Pana..." (Szymon Hiżycki OSB "Fundamenty duchowości benedyktyńskiej")

"...Na początku swego nawrócenia gotowi jesteśmy traktować przykazania Boże, rady ewangeliczne, nauki ascetów tak mniej więcej, jak sportowiec zawody: jeszcze wyżej dajcie mi tę poprzeczkę, pokażę wszystkim, na co mnie stać. Po latach, gdyśmy już tyle razy zaryli nosem w ziemię, tak że nawet w naszej głowie coś wreszcie zaświtało, nabieramy pokory.

Nie podwyższaj nam poprzeczki, Panie; ale jeśli w Twoich planach leży jej podwyższenie, ufamy Tobie. Nie chcemy już pokazywać nikomu, na co nas stać, nie prosimy o żadną okazję do tego, prosimy tylko o zwykłą, codzienną łaskę do zwykłych codziennych zadań; ale jeżeli masz dla nas jakieś zadanie trudne, niebezpieczne, grożące klęską, przyjmiemy je z Twojej ręki, z ręki Ojca. Bo chcesz może, żebyśmy je pomimo wszystko wykonali Twoją mocą i zrozumieli lepiej Twoją miłość. A może chcesz, żebyśmy jeszcze raz zaryli nosem w ziemię i zrozumieli lepiej własną małość. Więc nie wódź nas na pokuszenie; ale gdziekolwiek nas prowadzisz, choćby tam było pokuszenie, ufamy Tobie, że zbawisz nas od złego i poprowadzisz ku większemu dobru." ( Małgorzata Borkowska OSB "Jednego potrzeba. Refleksje biblijne")

oprawa gadana: Piotr Rostworowski OSB ("Pokora") https://youtu.be/QIEvUnxHw5A

m.M marta
 14 października 2021 roku, godz. 15:58

Myślę, że to powinno "przyjść" naturalnie, nie umiem wyrazić tego słowami, Pokora - "coś" - co nie jest tylko kolejnym levelem,
(by udowodnić sobie coś...)

Może się mylę...
Masło maślane... ;)

Nie trzeba być mnichem, można być kobietą, chłopakiem, mamą, tatą i mieć różne zawody...

Pokora nie jest tylko dla "uprzywilejowanych"? ;) hmm...

Pokora "niesie" w sobie życie...
Każdy z nas może "nieść" życie...

Pozdrowienia

Odys syn Laertesa dandeLion  14 października 2021 roku, godz. 19:29

Pokora, jak twierdzi sw Paweł, to jeden z owoców Ducha, a zatem pewien rodzaj łaski z którą, naturalnie 😏, aby mogła zaowocować "trzeba" współpracować, czyli dać coś od siebie. Poniekąd więc "coś" do czego trzeba się zmusić, bo stoi ona wbrew części naszej wypaczonej przez grzech pierworodny (nieposłuszeństwem, buntem) natury która bierze niejednokrotnie górę nad stanięciem w prawdzie o sobie (bo tym pokora jest). "Natury" która upiera się i przedstawia pokorę jako coś poniżającego, bo stojącego w konflikcie [...]

m.M marta  14 października 2021 roku, godz. 21:22

Pan Bóg się o nas troszczy, więc na różne sposoby zachęca...W tym też - do pokory...
Dzięki za dobre słowo :)

Odys syn Laertesa dandeLion  15 października 2021 roku, godz. 21:42

Oczywiście że tak 🙂
Przecież kto kocha ten do niczego zmuszać się nie potrzebuje 😊✋