21 września 2022 roku, godz. 16:04

12 sierpnia 2022 roku. Piątek.

Nie znałem Cioci. Nigdy jej nie widziałem. Przynajmniej nie przypominają sobie. Chyba nie była nawet na pogrzebie S przed czterema laty, ale dużo o niej i o jej mężu, czyli Wuju słyszałem. Pewnie gdybyśmy się poznali, to polubilibyśmy się. Z tego co się właśnie dowiedziałem łączyła nas pasja do przestrzeni, do natury, do przyrody, do lasów, do wody, do grzybów, do ryb, do sadów, do warzywników, do kwiatów, ogólnie do tworzenia i korzystania z piękna naszego kraju, regionów, w których w danym momencie życia przyszło nam żyć. No niestety więzy rodzinne są bardzo rozluźnione. Ponownie zastanawialiśmy się dlaczego tak jest. Doszliśmy do wniosku, że po prostu niepotrzebujemy siebie. Każdy dzisiaj wszystko ma. I nie potrzebujemy ludzi. Dzieli nas też polityka, sprawy społeczne i religia, bądź jej brak. W każdym razie absolutnie nie ma już pokolenia naszych rodziców i teraz przyszła nasza kolej na umieranie, co od czasu do czasu już się dzieje. Jak zwykle na stypie obiecywaliśmy sobie, że musimy przerwać ten chłód i sporkać się w gronie kuzynostwa. Czy ktoś podejmie się realizacji tych obietnic? Wątpię. Nie dogadujemy się w gronie rodzeństwa, więc szczerze wątpię. I nie ma nawet we mnie potrzeby na siłę zmieniania kogokolwiek i czegokolwiek. Chciałbym się spotkać, ale jak się znów spotkamy tylko na pogrzebie, to też będzie dobrze.

Po raz drugi w życiu uczestniczyłem w świeckim pogrzebie, czyli cywilnym. Pierwszy raz, kiedy pojechałem na pogrzeb Wisławy Szymborskiej. Uwielbiam jej wiele wierszy, stąd decyzja spontaniczne o wyjeździe z Dolnego Śląska do Krakowa nastąpiła w potężnym mrozie. Na pogrzebie Cioci 95 procent było katolików, więc na pewno dla wielu była to dziwna, a nawet szokująca uroczystość. Zresztą potem wsłuchałem się w rozmowy żałobników i rzeczywiście było ona wielkim zaskoczeniem dla nich, dlatego z ulgą przyjęli sekwencję uroczystości, w której mistrz ceremoni zaproponował odmówienie pacierza. W ceremoni świeckiej na pierwszym miejscu jest zmarły, czyli uroczystość jest przede wszystkim dla niego i o nim. Nie ukrywam, że to moje marzenie i żądanie, aby takim było kazanie katolickiego księdza podczas mszy pogrzebowej. Zresztą, chyba dwukrotnie w życiu, a nawet trzykrotnie spotkałem się z takimi kazaniami i dlatego je tylko pamiętam. Nawiązywanie w czasie takich kazań do aktualnego czytania uważam za nieporozumienie. Jedna z kuzynek poszła do trzech księży i prosiła ich, aby dla katolickich żałobników pomodlili się po katolicku nad prochami zmarłej, ale odmówili, więc dalej nie próbowała. Cóż. Dałem zdjęcia tamtejszych pięknych kościołów. Kiedyś będą spichlerzami, kasynami, domami towarowymi. S mówiła, co chcesz, to masz.

Cieszę się, że katoliccy administratorzy katolickiego cnentarza nie mieli nic przeciwko pochówkowi cywilnemu, czyli, że im świecki złoty na szczęście nie śmierdział. A cmentarz piękny. Taki polski. Taki klasyczny. Jeszcze nikt nie ugiął się przed jełopami i nie wyciął z dwustuletnich lip i jest tam rzeczywisty klimat, taki jak powinien być na cmentarzu. O to chodzi w cnentarnych alejach, aby były alejami lipowymi. Wyobraziłem sobie jesień na tym cmentarzu. To jeden z cudów polskiej złotej jesieni. Stare cmentrze w liściach. Liście na polskich cmentarzach, te żółte, te kolorowe, czasem są jedynymi kwiatami, jedynymi płomieniami świec na starych grobach, dlatego błogosławione niech będą ich rodzicielki lipy, ich rodziciele dęby i klony.

Przy okazji muszę zaznaczyć, że jestem człowiekiem tradycji i pewnej kultury, jeżeli rozchodzi się o cmentarze i pochówki. Cmentarz powinien być tradycyjny, pochówek tradycyjny. Cmentarz z drzewami liściastymi. Kogo stać niech artystom zleca stworzenie pomników, które będą dziełami sztuki, a poetów niech zleca napisanie pięknego epitafium o zmarłym, które winno być wyryte na takim artystycznym pomniku, a kolejne pokolenia niech pamięć o zmarłym uczynią wiecznym i pielęgnują dzieła sztuki-nagrobki.
Oczywiście wykorzystałem tą stukilkudziesięcokilometrową podróż do obserwacji Górnego Śląska i Wyżyny Śląskiej. Jest we mnie zawsze jakieś wzruszenie i wielki szacunek, kiedy mijam szyby kopalniane, hałdy i miasta, które wybudowało górnictwo. Niesamowitymi są wzniesienia na których królują teraz łany dojrzałych zbóż i złociste szczeciny ściernisk oraz inne barwy innych obecnie uprawianych roślin. Sierpień na polach i nieużytkach jest taki budujący. Wrotycze i dziurawce przyciągają spojrzenia.

Ciocia miała przyjaciół, takich prawdziwych. Przyjechali na pogrzeb z bardzo daleka. Czasem, niektórym, którzy wywodzimy się z poprzedniego ustroju udało się zachować więzy rodzinne i przyjaciół. Ja cieszę się, że wreszcie mogłem być na pogrzebie, że nikt i nic mi nie przeszkodziło. Pogoda, sprawy ludzi żywych, które dla mnie są zawsze ważniejsze, a są niezrozumiałe dla innych. Stąd też biorą się moje chłodne relacje z rodziną, to jeden z elementów, solidnych fundamentów oziębłości, odległości duchowej.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.