4 czerwca 2015 roku, godz. 00:25 11,7°C

pustkowie

Nie przynależała do żadnego stada. Dotychczas wystarczał jej Księżyc i wiatr we włosach. Pośród cienistości lasów czy niewydeptanych jeszcze ścieżek nie było miejsca dla innych ludzi. Czasem znikała na długie godziny pomiędzy gęste mgły, leniwie unoszące się tuż przy ziemi, a wtedy już nikt nie mógł za nią podążyć. Chodna i mokra zawiesina skłębiała się, otulając ją wilgotnym całunem nierzeczywistości(…). Była bladością tętniącą bez żadnych uniesień; tak obojętna na wszystkie drzewa, które zalotnie wyciągały w jej stronę kruche gałęzie, gdy tylko wyruszała samotnie w kolejną podróż donikąd. Na imię miała Tajemnica, choć nigdy nie wystarczyło mi odwagi, żeby zapytać o to wprost. Niewielka blizna nad jej okiem ostrzegała, aby nie zbliżać się zanadto(…).

***

Nocą, gdy tylko pory mojej skóry wypełnią się po brzegi smutkiem, ocieram niewypowiedziane tęsknoty o krawędź jej sukienki. I wtedy, wtedy gdy zdążę już przebić sobie płuca kolejnym haustem powietrza wysupłanego z jej obecności, przychodzi...
Zawsze przychodzi, prześlizgując się między żebrami z niepodobną nikomu ulotnością, jakiej wyczekuję rozedrganiem serca, i wybudza mnie z tej nieprzytomności - tego otępienia, w które zapada się całe moje życie - granicami własnych paznokci. A ja otwieram usta trochę inaczej, odbierając sens wszelkim słowom, jeszcze zanim zdążą rozprysnąć się dźwiękiem.

I dziwię się nieustannie, jak bardzo można pragnąć człowieka.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa Lacrimas, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.