10 lutego 2021 roku, godz. 9:28

10.02.2021r.(środa)

Napisałeś mi Tomku, że zatracam się w pisaniu prozy, że powinienem spróbować pisać wiersze. Dzisiaj dodałem wiersz napisany wczoraj. Jest taki, a nie inny. Tak czuję i tak po prostu wiem że jest. Znowu będzie rozróba na Twojej stronie, ale skoro Krystyna napisała co napisała w swoim wierszu, to ja piszę co uważam w swoim wierszu i moje mojsze, bo polskie. Ten znak nigdy nie będzie się kojarzył zdrowej części Polaków z Szarymi Szeregami lub ACDC, a z czarnymi mundurami pewnej niemieckiej formacji zbrojnej podczas II wojny światowej. A od pisania prozy jestem uzależniony jak Honoriusz Balzak. Zatem pozwolisz i pozwolicie mili czytelnicy, że znowu Was poprowadzę przez życie przez kilka akapitów, a Pani Sabina zbeszta mnie za styl, składnie i co tam jeszcze składa się na polski język pisany. A Anno, to nie jest tak do końca, że bezmyślnie czepiam się polonistek. Człowiekowi z lasu, czy młodzieńcowi z gospodarstwa rolnego w latach osiemdziesiątych trudno było zrozumieć dlaczego ma się uczyć naprawdę skomplikowanych zasad i pojęć jak on chciał hodować gęsi, czy być drwalem, bo do szkoły szedł tylko po to, aby mieć papier na gospodarstwo lub na prośbę brata. A same nauczycielki polonistki moje? Nie były złe. Jakoś wytrzymaliśmy ze sobą te 15 lat. Najciekawiej mi się wspomina, może z takim wzruszeniem panią, która przyszła do nas na zastępstwo w zawodówce z podstawówki ze wsi pod Namysłowem. Zawsze na dyktandach podpowiadała nam te wszystkie trudności ortograficzne i interpunkcyjne, bo twierdziła, że nie chce nikogo krzywdzić niedostateczną oceną. Kiedy pytaliśmy ją dlaczego, to odpowiadała, że przeżyła okupację niemiecką i chce żeby już wszyscy byli szczęśliwymi i nie przeszli tego co ona przeszła w swojej wczesnej młodości i dzieciństwie, gdzie najłagodniejszą formą stresu było to, że musiała wozić w wózku dziecięcym, gdzie spała jej siostrzyczka granaty do sąsiedniej wioski do której z lasu przychodził łącznik partyzantki AK i odbierał od niej arsenał. Zadawałem jej dużo pytań. Na jedne odpowiadała na inne nie. Potem na przerwach podchodziła do mnie i prosiła abym jej takich pytań nie zadawał, bo oboje możemy pożegnać się ze szkołą i nie tylko my, a ja wciąż byłem głodny takiej wiedzy o Polsce i wciąż zadawałem niebezpieczne pytania. Ona wróciła na wieś uczyć, a ja skończyłem nawet technikum i zdałem maturę i to w tej szkole. Przyznam, że wtedy miałem trochę inaczej poukładane i nauczyłem się wtedy zasad polskiego, których dzisiaj nie pamiętam i nie chce mi się już do nich wrócić, bo wolę pisać i czytać, a że pisać nie po gramatycznemu piszę, to trudno się mówi, ale zawsiegda jak kto chce może mnie przetłumaczyć na polski uczonych i oczywiście, że niech nie spodziewa się gratyfikacji ode mnie, bo powinien swoje tłumaczenia odbierać w kategorii zaszczytu.

Tymczasem drodzy moi życie toczy się dalej, a ja czuję się bardziej polski niż dziennikarz, który pracuję w polskojęzycznym medium i dzisiaj protestuje, bo państwo słusznie obłożyło reklamy pięcioprocentowym podatkiem, czyli zmierzam do tego, że z pewnej parafii na Podbeskidziu zniknął z dnia na dzień wikary. W komentarzach pod artykułem pisali, że biegał z parafiankami i jeden mąż był ostatecznie naprawdę załamany. Zawsze mówiłem, że taak zwany po światowemu dżogink, to wcale nie jest zdrowie, a i jak widać moralność też, choć ksiądz przysięga bezżenność, a nie że nie będzie kochał kobiet. Przypuszczam, że żona też jest załamana zniknięciem wikarego i całe grono apostolstwa dżogingujących kobiet, choćby pytających - a ja, a ja, no czemu to nie ja?! Tutaj jest mnóstwo religii, to się obawiam, że bieganie mogło być ekumeniczne, a to już prozelityzm w czystej postaci, więc zniknął, bo groziło, to wojnami religijnymi, a te są jak miłośnicy historii wiedzą krwawe oczień. W każdym razie od kilku dni staram się Wam przybliżać życie Podbeskidzia i bliżej Żywiecczyzny i jestem pewny, że ten nasz mikro świat, to Polska.

Szczo jeścio? Ano pojechała pewna szacowna, bo jak matrona, to nie może nie być szacowną do wnuczki i jej męża do wielkiego miasta w aglomeracji. Takie wizyty, to czyste kontrole czy żyją jak kościół przykazał, ale ujawniają rzeczywistość kościoła, bardzo inną od tego co kościół przykazuje i wymaga. To nieważnym, ze wnuczek umiał jak bum cyk cyk "Our Padre" und "Angel Of God Keepper My", bikoz, czyli patamu szto nagle, w pewnym momencie nasza bohaterka zobaczyła na półce księgozbioru młodych(moi znajomi już tak mają, że mają księgozbiory) dzieło WIELKIE PTAKI i oczywiście dawaj!!! Rozejrzała się, poczerwieniała, a nadzieja ją wiodła i sięgnęła. Wzięła, jeszcze raz rozejrzała się i pojawił się na jej twarzy wykrzyw ust, znaczy uśmiech nadziei właśnie, która już prawie przeistacza się w tryumf.Otwarła i zgasła. Zgasła albo zwyczajny szlag ją trafił. Księga była o ptakach, nie "ptakach". Młodzi monitorują dzieci i to kolorową kamerką, stąd ten barwny opis prawdziwych potrzeb kobiet po siedemdziesiątce i tego w jakim kierunku winien iść kościół.

Pani Lempart Maria ponoć powiedziała, że kobietą być może nie jest, ale macicę ma. Kiedyś oglądałem w telewizji publicznej taki serial na podstawie prozy Teresy Lubkiewicz-Urbanowicz i tam taka pani, co się potocznie nazywa szeptucha, to ona powiedziała w jednym odcinku, że każden jedn chłop macicę ma! Kurczę! Zatem tyle ludzi ma macicę i tylko mężczyźni nie słyszałem, aby z powodu macicy robili problemy sobie i innym. Dziwne? A może nie? Może właśnie do macicy naprawdę trzeba mieć jaja! I w sumie pewnie o to(o nie) chodzi w prawdziwej kobiecości, w jej powołaniu.

Co robić? Nic nie zrobić. A właściwie można wszystko zrobić. Szczęście można zrobić. Euforii można zaznać. Ekstazę przeżyć i to krzycząc powstrzymywać w ten sposób sam atak serca. Rozkosz dostać, o którą chodzi też jak najbardziej w tym o czym piszę. Tworzyć sobie wzajem wspólnie można i trzeba raj na ziemi. Tyle. Tacy jesteśmy prawdziwi. I to dobrze, bardzo dobrze, że tacy jesteśmy w rzeczywistości, jeśli rzeczywistość tą swoją odkryjemy. Nie! To nie jest niestosowność, czy prymitywizm. Nie! Tym bardziej żadna perwersja, zepsucie. Cud to bycia mężczyzną od Być. Niektóre bowiem biustonosze sprawiają, że piersi naszych dziewczyn, narzeczonych, żon powodują w nas zagotowanie w dolnych podpępkowych częściach naszej cielesnej abłasti i gdy one się ubierają raniutko do pracy przy otwartych drzwiach łazienki, to ostatecznie on i ona wiedzą, że muszą do tej pracy się spóźnić. Co zrobić? Naprawdę nic nie powinno się temu zaradzać.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.