20 września 2022 roku, godz. 14:04

15 sierpnia 2022 roku. Poniedziałek.

Może zacznę o takim zjawisku socjologicznym, które nas dzisiaj spotkało i bardzo nas zbulwersowało, może nawet troszeczkę oburzyło. Jest to też element pewnej kultury, czyli oczywiście mam na myśli brak kultury. Jest to też pewna sekwencja stanu społeczeństwa pokolenia roczników lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Na pewno też mieliśmy do czynienia ze stanem kultury i świadomości prawnej. Nie podlega to chyba pojęciom przyzwoitości, czy honoru, szlachectwa. Nie, tak daleko nie pójdziemy w dobie pojęcia dominującego tolerancja, co prowadzi na manowce równości, którą kończy szariat.

No więc jechaliśmy z kościoła, bo nie poszliśmy do kościoła. A jak nie poszliśmy, to pojechaliśmy, więc wracaliśmy z kościoła jadąc samochodem do domu, spokojnie, przepisowo, marząc, aby na tej drodze powiatowej zarząd dróg powiatowych założył progi zwalniające i wymalował przejścia dla pieszych, co oczywiście jest przenośnią, bo nie zarząd bezpośrednio ma to wykonać. W pewnej chwili z głośnym rykiem jakiegoś starego diesla z ogromną prędkością wyprzedził nas kierujący jakimś Nissanem. Noż k...a mać! Poczuliśmy się obrażeni i w ogóle było to uderzenie w tradycję, bo jak chcesz przyszpanować, może kogoś uczynić kaleką, czy tam rośliną uczynić siebie, a nwet, jak chcesz kogoś zabić, czy jesteś zwyczajnym samobójcą, toż do k....y nędzy, bądź godny tego co robisz i kup sobie, jak Bóg jołopom przykazał - BMW, czy Alfę i okaleczaj wtedy, zabijaj, szpanuj. Bo zabitym przez Nissana, to co ja k...a na sądzie ostatecznym powiem. Przecież mnie wyśmieją i bramowy paralizatorem moją duszę poczęstuje i krzyknie - a błąkaj ty się w zaświatach miernoto, co pozwoliłaś sobie, aby twojemu opakowaniu kosą był stary Nissan!

Dobrze. Teraz przechodzę do tematu zasadniczego, oczywiście nieprzepraszając za poprzednią sekwencję mojej dzisiaj bardzo radosnej pisaniny orodoksyjne polonistki, czy tych, którzy mają się za literatów, znawców literatury w ogólnej jej ogólności i twierdzą, a nawet są pewni, że wiedzą, bo są do tego wyedukowani i namaszczeni. Zatem przeklinałem, przeklinam i będę klął jak szewc, a nawet drwal. Styl i inne didaskalia języka pisanego też sobie wybaczyłem już dawno, a wam znawcy nie wybaczam, bo mogę i chcę, zatem przejdźmy siostry I bracia w Panu i inni do części ogrodowo-przyrodniczo-naturalnej. No dobra. Tę część macie Państwo na zdjęciach, a ja sobie pozwolę na spontaniczność, eksplozję zinnejnaglebeczkowości. No właśnie, każdy powtarza jak mantrę, że chciałby, aby dzieciństwo wróciło, nastoletniość. Uważam, że to wielkie G jest, pisane przez małe g i o kreskowane. Usłyszałem takie stwierdzenie, że w młodości nie czuje się, że się żyje i nie smakuje się życia, bo się nie umie go smakować i wybierać z niego najsmaczniejsze kąski. Zgadzam się z tym, ale żeby to wiedzieć zgadzać się i czynić sobie życie najsmaczniejszymi kąskami, potrzeba właśnie upływu czasu i przejść, tego o czym śpiewa Maryla Rodowicz, czyli, że Bóg na szczęście nie poskąpił nam, wbrew tekstowi piosenki, życiowej mądrości. Na pewno wielu wie o czym ja piszę, wielu nie zdobędzie się nigdy na odwagę, a pozostali po przeczytaniu przeproszą za przeczytanie Kogo trzeba, uderzą się w piersi i pójdą do konfesjonału lub pozazdroszczą. Kto wie. Oby. Lekka dawka zazdrości bywa zbawienna, albo jest tylko zaczynem do uczynienia milowego kroku ku pełni życia, gdzieś około drugiej części życia.

Po mojemu po święcie Matki Bożej Zielnej rozpoczyna się tak zwane późne lato. Jest to czas najbardziej głośnego biesiadowania słoneczników w naszym ogrodzie, który to okres zakończą spektakularnym spektaklem przymrozki i wtedy rankiem ujrzymy liście i głowy bogate w czupryny lub już łyse i bezzębne, czyli bez nasion, osrebrzone szronem i będzie to naszym oczom jeden z tych momentów życia, który nie zapomnimy do końca życia, mimo demencji, czy przypadłości Alzheimera i przeniesiemy ten wspaniały moment do Celu i tam Wiczność zasilamy kolejnym pięknem, a to będzie nasz wkład w to co nazywamy Niebem, czyli bezpośrednim obcowaniem z Panem Bogiem.

Późne lato, czyli druga połowa sierpnia, może kilka dni jeszcze września. Na naszych oczach, naszym oczom, naszemu poczuciu piękna, jako źródło naszego wzruszenia, uniesień duchowych, będą zakwitać kolejne kwiaty słoneczników w przeróżnych odcieniach złota, w różnych kształtach grzyw i oblicza ich będą inne, czyli wnętrza - jedne jasne, inne ciemne. Jeśli miałbym napisać o tym czymś, co jest latem, wakacjami we mnie, to są właśnie te chwilę, które od czasu do czasu przebijają się z mojej głebi i uświadamiam sobie, że przez pozostałe miesiące roku czekam na te kilkadziesiąt dni, w których jest zodiak Lwa, w których naszym ogrodem zawładają lwie złote grzywy słoneczników i kiedy we wrześniu słońce traci moc, to one stają się mojemu wnętrzu gorącem, jasnością, antydepresantem, kroplówką witaminy D, źródłem tej słynnej duchowej witaminy M, powodującej we mnie ciągłą potrzebę bezwiedną czynienia tego co najważniejsze, temu, zatem Tej, która mi najważniejszą.

Pysznogłówki. Ogólnie, to nowość dla mnie w ogrodzie. Są jeszcze na przykład kroksomie, zatrwiany, ratibidy, czy kobee. Do ogrodu wprowadzamy nowości żeby zintensyfikować ofiarowywane nam przez niego piękno i radość. Obserwujemy takie rośliny. Jak zachowują się. Czasem trzeba zmienić stanowisko. Czasem nawóz zmienić. Codziennie pielęgnować i doglądać, pieszcząc dłonią, wzrokiem i modlitwą oraz dobrą myślą w nadziei i miłości. Trudniej, wiele trudniej, do ogrodu zwanego życiem wprowadzić nowych ludzi. Trudno, bo są inni. Czasem ta inność wyklucza obcowanie z takimi ludźmi. Kwiaty, krzewy, drzewa można ukształtować. Inni ludzie przeważnie chcą kształtować nam życie na modłę swojej inności. Stąd też z naszym wiekiem rodzi się w nas i utrwala nieufność, więc dążymy do posiadania jakiebądźkolwiek formy ogrodu, w którym jest jedna kochająca osoba, czasem kilka i mnóstwo roślin. Z czasem w tym ogrodzie nie ma miejsca dla kolejnych ludzi, bo zamykamy się na otwartość i tolerancję, co jest moim zdaniem w nas zdrowe i ogólnie dobre, bo to nie jest tak jak mówią - co to cię obchodzi. Ano obchodzi, aby wolność, równość, otwartość i tolerancja nie doprowadziła do zastąpienia polskiego prawa na przykład szariatem. Żeby schabowego nie zastąpił pod groźbą więzienia kalafior, czy fasola.

Poniedziałek piętnastego sierpnia jest dniem spokojnym, bardzo ciepłym i dobrym. W zasadzie rozpoczęliśmy go o północy, czy nawet wcześniej, od delektowania się wschodem księżyca w pełni zza jednego ze szczytów Beskidu Żywieckiego, a potem wędrował sobie na poludnie w asyście chmur, tworząc niesamowite z nimi obrazy na nieboskłonie, no i z biegiem chwil asystowały mu rozmaite gwiazdy i światła samolotów, które unosiły w przestworzach turystów wracających z południa Europy i z Afryki.

Zaszyliśmy się i wypoczywamy podziwiając kwiaty, tworzące się deszcze, może burze. Smakujemy dobre jedzenie, delektujemy się kawą i herbatą. Rozmyślamy. Rozmawiamy. Że może nie powinno się być tak ostrożnie ostrożnym wobec inności innych? Może jednak multikultura i robienie co się chce. Wzdrygam się od razu. Zdrowy rozum i przyzwoitość podpowiadają - hamuj! Z marszów wystarczy ci procesja na Boże Ciało, a jeśli chcesz parady , to pójdź sobie na korowód zespołów ludowych podczas Tygodnia Kultury Beskidzkiej. Do reszty podchodź z dystansem, te obce kulturze chrześcijańskiej omijaj i kiedy trzeba napiętnuj.

Jak dla mnie chrześcijaństwo jest dobre, piszę o tym katolickim. Choć nie jest tak jak pisał kardynał Ratzinger, czyli Papież Benedykt XVI, że Kościół, to nie jest sklep, w którym wybiera się to co dla mnie najlepsze, bo skoro już jesteśmy w sklepie, to jak to w sklepie, można ten sklep przemeblować, powiększyć, dostawić lady i regały, ale to oczywiście jest bardzo niebezpieczne, stąd też uważam, że zmiany są na pewno w doktrynie potrzebne. Skoro Papież Pius XII mógł ogłosić wniebowzięcia Marii Panny, to mam nadzieję, że któryś z następców Jezusa na ziemi ogłosi, że chrzest przyjmuje tylko dorosły człowiek, czyli najmniej pełnoletni, że komunię przyjmują wszyscy wierni i niepotrzebna jest do tego spowiedź uszna, no i te chore zasady dotyczące nierozerwalności małżeństwa też zostaną zniesione i przejdą do niechlubnej historii Kościoła. Kościół nie powszechny, ale elitarny - wiernych, którzy są prawdziwą wspólnotą, nie owcami.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.