23 grudnia 2022 roku, godz. 7:55 26,5°C

Gdybym to wiedział

Mówię teraz do siebie: chcę umrzeć. Chcę skończyć z tym życiem, śmierć zawsze była moim przeznaczeniem. Tego rodzaju śmierć. W której podejmuję świadomą decyzję o tym, nie tyle, by zakończyć swoje życie, ale o tym, by dokonać jego transformacji w sposób fizyczny. Poprzez zrzucenie fizycznej powłoki mogę wejść w wyższy wymiar. A jednocześnie mogą to zrobić, jeśli umrę we śnie. Spokojna, senna śmierć była mi pisana od dawna.

Od dziecka, gdy kładłem się do łóżka i rzeczywistość, w której żyłem, doprowadziła do tego, że jedynym pragnieniem było zasnąć i nigdy się nie obudzić. Od dziecka modliłem się, by śmierć do mnie przyszła. I, jak mocno tego nie ukrywałem, pragnienie śmierci było we mnie obecne przez wszystkie lata, po dorosłe życie i ten moment. Pragnienie śmierci, głęboka, żywa bezsilność, była tym, co nakreśliło moje życie. Szeptała do mnie, moja bezsilność, a w jej szepcie nie było nic, a tylko dopamina. I jak śmiesznie to teraz się wydaje. Chwilowe doznania przyjemności, ekscytacji, byle jeszcze na moment uciec od tego, co jest mi pisane. Ucieczka ta nakreśliła moje życie, ukształtowała jego charakter.

Jest to we mnie na tyle głęboko, iż niemal łączy się z moim przeznaczeniem. Jest wpisane w moje przeznaczenie, kształtuje moje przeznaczenie, a to kształtuje moje życie. Jednak, jest we mnie jeszcze bunt, chęć przetrwania, nadzieja. Jest jeszcze świadomość, że mogę coś zmienić. Jednak, czy jest we mnie chęć? Zasmakowałem ponownie w tej myśli o depresji, bezsilności, upadku ducha. Ukrywałem przed sobą najgłębsze odczucia, najgłębsze doznania, bo bałem się przyznać do tego, że są, istnieją, dotykają we mnie czułej cząstki, która nie jest w stanie się przed tym obronić. Próbowałem być silny. Próbowałem być zawzięty. Próbowałem poradzić sobie, jak tylko mogłem. Robiłem wiele rzeczy. Podjąłem wiele starań. Szukałem na różne, możliwe sposoby.

A na końcu, na końcu wszystkiego jest nic więcej, jak tylko stanąć twarzą w twarz z tym, co ukryte we mnie. Samotny. Porzucony. Niechciany. Zepsuty. Czasem jestem zły, że nie prosiłem o pomoc. Jednak, jak mogłem prosić, skoro przed samym sobą ukrywałem stan swojego ducha? Nie byłem w stanie się przyznać do swoich lęków i słabości. Nie byłem w stanie zaakceptować tego, że istnieją. A teraz? Mogę tylko na moment zastygnąć, bo nic innego już mnie nie ratuje. Zastygnąć lub żyć na powierzchni, płytki i dziwnie pusty. Z pustką, która wydaje się być jak kamień lub ściana. Pusty i próżny. Nie umiałem się przyznać do tego, co czuję, bo nie chciałem się przyznać do tego, że cierpię. Stworzyłem sobie iluzję, a kiedy rozpadła się na drobne fragmenty, znowu ujrzałem głąb siebie. Przez kłamstwa względem samego siebie, zepsułem wszystko. Zniszczyłem. Gardziłem. Bo gardziłem sobą, gardziłem tym, co czuję, nie potrafiłem nabrać szacunku do faktu, że czuję i czasem są to trudne uczucia. Wolałem być pusty. Wolałem być głuchy. A teraz krzyczę od środka, ale to krzyk szaleństwa i desperacji. Wołanie w pustkę, w której i tak nikt mnie nie słyszy.

Irracja Grzegorz, Antoni.
 23 grudnia 2022 roku, godz. 18:47
Edytowano 23 grudnia 2022 roku, godz. 18:50

... dlaczego "czytasz" mi w myślach?... dlaczego opisujesz moje życie...

... lecz znalazłem pewien cel... póki starczy mi sił i możliwości spróbuję "naprawić parę błędów" tego świata... a później, gdy stanę przed NIM, raczej przedwcześnie, wyznam MU z pokorą własne grzechy... lecz nie z powodu najniższych ludzkich uczuć, nie ze strachu przed piekłem, czy z pożądania nieba... wyznam by śmiało popatrzeć i powiedzieć mu, że jest "tyranem i sadystą", skoro pozwala SWYM SŁUGOM I WIERNYM karać na ziemi, za moje grzechy, osoby niewinne, słabe, a nawet niepełnosprawne...

:-(

m.M marta
 23 grudnia 2022 roku, godz. 10:56

Być może się mylę,
a może to moja wiara
widzi Boże Narodzenie w drugim człowieku :)
...
Wytrwałości!