27 października 2015 roku, godz. 18:00 26,2°C 2

24.10.2015r.cz. 2

Mijane miasta pamiętam z czasów nastoletnich, kiedy to śledziłem rozmaite rozgrywki ligowe i każde z nich miało swojego klubowego przedstawiciela w pierwszej lub drugiej lidze jakiś rozgrywek, bo funkcjonowały w nich po 2 – 3 potężne zakłady pracy, które utrzymywały i łożyły na wyczynowy sport, a i przecież załogi miały się wyśmienicie, jeżdżąc na urlopy do zakładowych ośrodków wczasowych rozsianych po całej atrakcyjnej turystycznie Polsce. Mijamy miasto, z jednej strony resztki zakładu , który zatrudniał męską połowę miasta, a drugiej strony był zakład, który zatrudniał żeńską połowę miasta. Kiedy o piętnastej zawyły syreny na zmianę wachty przy maszynach, to spotykali się na ulicy: mężowie z żonami, matki z synami, a nawet Dzidkowie i wnuczki. Teraz ta żeńska fabryka to centrum handlowe usłane supermarketami, a ostatecznie siedlisko chciwości i demoralizacji wszelkiej. Tutaj jest właśnie ta Polska, która nazajutrz zwycięży w wyborach, a która w widoczny sposób przekłada się na milczenie pod pierwszą częścią i pod tym tekstem pewnie też. Ona jak struś zakłada, że jak się coś przemilczy i przejdzie dalej, to tego nie ma. Za to pozwala innym za siebie mówić słowami: Bóg – Honor – Dulszczyzna. Ta Polska głosowała w nadziei na miche, koryto i przeciw innemu spojrzeniu, ta Polska wydała wyrok na Chrystusa ponownie.
Kończy się różaniec, a pielgrzymka spokojnie dojeżdża do Krakowa. Zatrzymujemy się na parkingu pod Bazyliką Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach i mamy jakieś półtorej godziny do mszy, która ma zostać odprawiona w jednej z piętrowych świątyń Centrum Jana Pawła Drugiego, leżącego pięć minut jazdy samochodem od Łagiewnik i nawet widocznego z tego miejsca. Zresztą nie może być niewidoczne – pycha tego miejsca wznosi się prawie do bramy Świętego Piotra. Pytam Ani - co poczniemy z tą chwilą?
- Idziemy na wierzę widokową – odparła – po czym kierujemy się do kilkudziesięciometrowego szklano – betonu. Po wejściu wita nas uprzejmie i z codziennym – szczerym uśmiechem młoda blondynka. Uiszczam co łaska do szkatuły na utrzymanie wieży i jej młoda ciepłość prowadzi nas do windy, bo nie chce nam się wchodzić do góry po 240 schodach, a ino tylko zejdziemy sobie po nich powrotem. W windzie nie omieszkuje i przytulam ostro Anię do siebie, po czym całuję ją namiętnie.
- Całować się w windzie w sanktuarium w Łagiewnikach, to jest kult normalności – mówię do Ani.
Ania się serdecznie śmieje i tak bardzo aprobująco, czuje się szczęśliwa i spełniona tym moim szaleństwem i romantyzmem do granic obrazoburstwa. Wjeżdżamy na szczyt wieży i winda roztwiera się od razu pokazując nam panoramę Krakowa.
- Widok jest naprawdę cudowny – mówi Ania.
- Tak , pomimo tego zamglenia , które nieco zagłusza doznania estetyczne i kolorystyczne – odpowiadam.
Idziemy do pierwszej części i porównujemy opis na zdjęciu z tym co widać faktycznie, odnajdujemy zaznaczone miejsca i podziwiamy je z lotu ptaka, może anioła, a może duszy, która czasem przy medytacjach potrafi się wyrwać na chwilę z człowieczych najczęściej kajdan cielesnych i polewitować sobie w nadziei na uczynienie całości ludzkiej lotną, błogą i w pełni swojej akceptacji – będącej po prostu Duchem Świętym. Chwytam się barier, a Ania pyta od razu:
- Boisz się wysokości?
- Nie – odpowiadam szczerze – przezwyciężyłem lęk, kiedy pracowałem na dachach. Zaraz pomyślałem sobie , że tak do końca nikt strachu przed wysokością nie przezwycięża, bo to pozwala na zachowanie rozsądku tam wysoko i że ze mną na dachach w sumie było tak jak potem, kiedy pracowałem w Policji. Po przekroczeniu bram komendy z dr. Jeckyla następowało przeistoczenie w pana Hyde’a i to pozwalało przetrwać tak długo – jednak ostatecznie, to dr. Jeckyl jest moją istotą, więc poniosłem straszliwe konsekwencje. Zaznaczony jest kopiec Krakusa na wieży, a kopce na przykład Kościuszki i Piłsudskiego nie, więc myślę, że obie spiżowo – pomnikowe postacie ostro zalazły za skórę miejscowej kurii. A sam Krakus? – był chrześcijaninem, albo chociaż redemptorystą bosym? Tego pewnie nawet we mgłach Awalonu nie odnajdziemy tudzież na Podkarpaciu i Małopolsce oraz Beskidach, na które to „zawsze można liczyć”! patrząc na te dziesiątki kościołów, sanktuariów i klasztorów krakowskich i pod, uświadamiam sobie , że jest to zagłębie biznesu pielgrzymkowego i chyba nieopodatkowane przez fiskusa. RAJ!!! Ale widok jest piękny! Ciekawe czy gdybym ja wykupił w lub pod Krakowem kilkadziesiąt morgów parceli, to czy bym mógł wybudować tam centrum dialogu wszelkiego imienia Bonifacego Gulgewanca, Ćoći Zośi, Wuja Staha i Jonatana Fyrfla z wieżą wysoką na ze z 200 metrów i w kształcie i o barwie ogórka kiszonego. Samo zaś centrum dialogu i część noclegowa dla pielgrzymujących byłaby w kształcie grzyba i cygara. Tak. Pobyt w Łagiewnikach działa na wyobraźnię, za co miłosiernemu sercu Chrystusa Dziękuję ze serca mojego, które uczynił wolnym, wrażliwym, poszukującym, a i zbuntowanym – każącym mojemu rozumowi słowem zagrzewać siostry i braci – Rodaków – Polaków do dobra w codzienności poprzez codzienne drobne czyny w szczerości i uczciwości. Nasycone przez wzrok, serce i dusze ciała nasze , którym tak dobrze ze sobą razem, powoli dreptają 240 schodów w dół do urodziwej sercem i duszą młodej przedstawicielki płci pięknej – patrząc od strony mężczyzny tradycyjnego, bo heteroseksualnego, który nie rości sobie nawet marzeń do biseksualizmu czy innych zabiegach na ciele. Żegnamy dziewczę białogłowe staropolskim daswidania grażdanka i idziemy w kierunku dzwonów szeregu, które to ów zwrócił naszą uwagę będących prawie w chmurach tam wysoko. Oczywiście idziemy poprzez Ubikację, przed którymi stosowna szkatuła zachęca i napis do uiszczenia ofiary na utrzymanie w czystości owego przybytku ciała, a i moim zdaniem ducha, ponieważ duch czuje ogromną przyjemność i ulgę gdy ciało się pozbędzie balastu czyli dokona oczyszczenia. Nie uiszczam. Czekam. Wychodzi Ania i idziemy schodami do góry do onych dzwonów różnej wielkości, które głoszą różne Boskości i eminencje ważne dla tego miejsca. Potem idziemy wzdłuż muru do klasztoru, w którym pochowane są szczątki świętej Faustyny i jest obraz Cudowny.
- Wiesz coś kojarzę, ze pierwowzór tego obrazu jest w Wilnie i tam żrą się o niego(oczywiście w imię słusznych racji i pokoju) Polacy z Litwinami.?
- Jak zwykle. – smętnie konstatuje Ania.
Wchodzimy na teren klasztoru, jest pełen drzew, krzewów i kwiatów, tak , ze doznania SA radujące ciało, serce i duszę takich jak my – którzy zaprogramowani jesteśmy na miłość do przyrody i wszelkiej natury. Furta i jak zwykle księgarnia, ale nie idziemy tam, a kierujemy się do świątyni, gdzie znajduje się obraz. Jest do Niego mnogo wielonozna kolejka, a więc my tylko przycupamy deczko z boczku i modlimy się po czym siadamy na ławeczce i medytujemy dla spokoju ducha. Po chwili wychodzimy i znowu cieszymy się widokiem zadbanej i estetycznej, a nawet pięknie ukształtowanej przez siostry? Przyrody. Znowu po wyjściu z klasztoru idziemy wzdłuż muru we wktóry wkomponowane są marmurowe cegiełki wywyższające tych , co dali Kasę Konkretną na budowę i utrzymanie Ogromu Łagiewnickiego. Czy buntuje się przeciwko temu? Nie. Już nie. Może gdzieś tam lekko w prawym nadnerczu, ale wiem, ze nie zmienię ludzi – taka jest ich aktualna świadomość i po cichu liczę też na to, że część z nich kierowała autentyczna WIARA i może dziękowali Opatrzności za dobre – zwykłe życie bez zawirowań, które wiodą w spokoju i radości z niego płynącej, która wypełnia ich serca.

fyrfle Mirek
 27 października 2015 roku, godz. 20:27

Bóg zapłać Nicola. A nad co łaską pomyślę...

nicola-57 marianna
 27 października 2015 roku, godz. 20:17

hmm..., Łagiewniki. Byłam tam kilka razy... Myślę, że każdy odbiera je inaczej.
Ważne, że odbiór swój zapisuje szczerze...
Pozdrowienia dla Ciebie i Ani:)