12 lipca 2019 roku, godz. 10:09

- Dzienniki zdrojowe -

/list do jednego z obrazów

Mam kryzys tożsamości. Mam depresją pozszywane oczy. Mam usta

zlepione przez gorycz i zazdrość. Mam usta wykrzywione śmiechem

sadysty i brwi wygięte przerażeniem. Mam dwa lica, dwie kończyny i dwa

końce świata uczepione dłoni. I nie wiem, czy jestem marionetką,

czy władcą.

Ale ciało zaczyna rozumieć. A nieświadomość staje się magiczna. Wiem,

że to głupie, ale przejmuję się rzeczami bez znaczenia i codziennie

chowam marzenia pod serce. Zakopuję wspomnienia. Nostalgia zawsze

patrzy w stronę marzeń i zawsze jako niedogonione pragnie je widzieć.

I w tej głębi, gdzie tylko mądrości wystarcza myśli i artystom wystarcza

ducha, ziarnko spełnienia, co chce zakwitnąć, czuję całym sobą i wiem,

że to spełnienie jest obojętne na wzruszenie człowieka.

Że żaden zryw emocji, żadne okrzyki ani brawa, żadne, gorące

modlitwy, żaden krzyk, ani nawet wrzaski i głośny płacz zwrócony

ku niebu; nie są w stanie mi pomóc

Żaden, najmniejszy okruch rzucony ptakom, trawa skoszona o poranku

i rzeka, co nieustannie płynie i szeptem coś mówi, nie mają w sobie tyle

rozdarcia, co jeden człowiek, co jeden, nieskończenie rozległy

i niezbadany, nieznany samemu sobie, a jednocześnie wyuczony

na pamięć człowiek, niosący ziarno spełnienia w sercu, które ukrywa

przed światem. Ukrywa, w miłosnym niespełnieniu, gorzkiej sile

pożądania. W sentymentalnym zaciskaniu więzi międzyludzkich.

W drżeniach oczu, w rozbieganiu, w trosce o bliźniego, miłości do ludzi.

Chwilami odmawiam zapomniane modlitwy. W świece dla aktorów.

W świecie profanacji znaczeń. O tym, co mnie otacza, nie mówi się

logiką, nie używa racji, ani nie używa materialnych wniosków. Dotyk

skupia się na powierzchni, ale tchnienie tego czynu przenika wszystko

dookoła. Dlatego pragnę skarbów świata. Pragnę miłości do siebie

i bogactwa. Pragnę spełnienia żądnej ambicji, pragnę wszelkiego bycia

i posiadania. I brzydzi mnie we mnie ten odruch i smuci, i znowu

rozkoszy dodaje w zmęczonym ciele.

I poza tym wszystkim, tylko ból serca sprawia, że wiem, że żyję. Bez jego

ciężaru, bez natarczywości, jak zamknięty w bezruchu dźwięk skrzydeł

szerszeni, po którym echo powtarza jednostajną wibrację, tracę siebie,

czyli umieram. Poznałem życie wiecznie, jego urok, słodycz i płodność.

Poznałem życie wieczne jako ciągły obraz spełnienia, ciągłej zadumy

udręka wzniecona wstydem, i jednoczesnej myśli spokój. Można

tak bardzo bawić się w Boga i tak bardzo cierpieć z powodu świata,

bawić się w Boga i czuć silne odrzucenie. Wyparcie. Żałość.

Być człowiekiem, to ból istnienia. Ukryte w nim słodkie zło wciąż nuci

piosenki jak kołysanki i uwodzi, wciąż zachęca, jak niewinna kobieta.

Wydaje się, że nawet nie zna tej rozkoszy, o której mówi, dlatego mówi

o niej tak pięknie, sama o tym nie wiedząc. Zjawisko subtelne.

Wyrafinowane. A jednocześnie w zgodzie z naturą, w odruchu

spontaniczności, w swobodzie znanej tylko ptakom, gdy lecą. Kotu,

gdy mysz łapie. Znany tylko wężom spokojnie zwiniętym na kamieniu,

gdy łapią promienie słońca pomiędzy łuski.

Jestem tylko arystokracją wśród artystów. Jestem tymi, co odrzucali boga,

wyznawali nicość i wierzyli w nienawiść. Jestem tymi, których złość

i agresja pchały do przodu. Jak dzikie psy, oszalałe i głodne, na zapach

suki z pianą w pysku gnały na przód, wzbijając przy tym tumany kurzu

i warcząc.

Tak tworzyłem sztukę.

Jacob_Filth Jot
 16 lipca 2019 roku, godz. 19:29

Kurczę, dziękuję :)

tallea asterja
 16 lipca 2019 roku, godz. 10:46

Nie tworzyłeś, ale nadal tworzysz
człowieku... jak Ty Piszesz !
ten tekst wystarczy mi na cały dzień, dziękuję.