10 stycznia 2022 roku, godz. 11:19

06.01.2022r.(czwartek)

Kochamy nasze storczyki i one odwzajemniają nam miłość. Jak ludzie, tak czasem ludzie i rośliny darzą się uczuciem doskonałym. Orchidee uwielbiają nasz dom. Uwielbiają się wsłuchiwać w nasze słowa, którymi wychwalamy ich piękno, którymi wyrażamy swój zachwyt ich kwiatami, czy choćby bujnością ich korzeni. Którymi okazujemy swoją bezkompromisową dziecięcą radość z ich istnienia w naszym życiu. Słowami dajemy im naszą miłość i czynami. Widzimy ich szczęście, kiedy je karmimy i pielęgnujemy. Jeśli my w jakiś sposób mamy się odnieść do dzisiejszego święta, to na pewno one są maszymi darami Dzieciątku, a Pan w nich najbardziej nam się objawia. Herezja? Pogaństwo? Oczywiście, że nie. Przecież każdy czuje co jest proroctwem i wie w jaki sposób ma się modlić. Każdy ma obowiązek szukać swoich dróg do Dzieciątka i rozmowy z Nim, kiedy jest już Nauczycielem.

Nim przyszedł zmierzch niebo na wschodzie było kwiatostanem w płatkach z odcieni błękitów. U dołu podkreślone szarym sztychem, a u góry miało odzienie wieńczące całość z granatu przechodzącego w czerń. Przypominało ono misterną robotę na drutach, którą mam błogosławieństwo codziennie obserwować. Łączenie kolorów włóczki mistrzowskimi ruchami rąk powoduje, że powstają arcydzieła rękodzielnictwa, sprawiające, że ludzie noszący je stają się piękniejsi i lepiej czują się sami ze sobą oraz czują się w jakiś sposób wyróżnieni wśród innych ludzi.

Na zachodzie nieboskłonu kolory prawie nie miały szans dzisiaj zaistnieć za sprawą skrajnie ciemnogranatowych chmur, które niosły kolejną dziś zawieję śnieżną. W jednym miejscu, gdzieś na północnym zachodzie tego posuwającego się piargowiska śniegu było okienko, w którym mościł się lazurowy błękit, co jak nadzieja był, na zdrowie, na dni w uśmiechu, w zachwycie naturą, której obserwowanie podaruje nam przyszły czas.

Pomiędzy niebem, a ziemią królowało dzisiaj powietrze. Tak, królowało. Dzisiaj zdecydowanie zaznaczyło i zaznacza, że jest siłą, której wielu kiedyś przyznawało rangę boską. Ciekawe co myślą sobie o nim drzewa? Drzewa, którym ono dziś nie daje spokoju, którym strąca szyszki, uschłe liście, łamie im gałęzie, wreszcie czasem niestety łamie je same. Co myślał sobie ten liść klonu sąsiadowego, który spokojnie drzemał sobie, oparty o zaschłą łodygę jeżówki, a który został bezpardonowo wyrwany z tej drzemki i nagle poderwany do wirującego lotu. Przeleciał przez płot oddzielający nas od ogrodu kolejnego sąsiada i opadł pod krzewem hortensji, opatulonym na zimę ciepłą otuliną. Czy ułoży sobie los na nowo? Czy odnajdzie spokój? My myślimy, że trzema się modlić, aby ten żywioł został ujarzmiony i przeistoczył się w zwykłą codzienną ożywczość, którą daje nam w codziennych spacerach po okolicy, czy w obcowaniu z ogrodem.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.