12 lutego 2022 roku, godz. 22:52 6,8°C

03.02.2022r(czwartek)

Jedziemy dzisiaj do wielkiego miasta. Trzeba nam zaopiekować się wnukami, gdy rodzice ich, czyli nasze dzieci służą Ojczyźnie. Dzieci, to córka i zięć. To jest bardzo ważne, bo jak zięcia nie traktuje się jak dziecko swoje, to nic dobrego z tego wyniknąć nie może i nie wynika. Jesteśmy pokoleniem PRL, to nie jedziemy do dzieci z pustymi rękami. Zawieziemy: miód z pasieki w Radziechowach, krówki żywieckie, śledzie po góralsku z Gilowic, kspustę kiszoną z jesieni, powidła z węgierek naszych, ogórki kiszone, sos pomidorowy z warzywami, szarlotkę z jabłek, któreśmy zrywali w październiku na okolicznych dzikich polach, zakwas buraczany, cośmy go zaczynili w zeszłym tygodniu, galaretę z przednich nóżek świni, co żeśmy ją zrobili w weekend, żur cośmy go zrobili wczoraj, soki z winogron naszych, z naszej aronii, z naszych porzeczek, chleb powieziemy od Pani Kastelikowej z Rybarzowic. Zawsze narzekają, ale tak naprawdę są przeszczęsliwi. My się cieszymy jak małe dzieci. Miłością przeczystą i euforyczną.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym na swojej stronie nie spytał - WOŚP, czy taca? Wywiązała się z tego bardzo ciekawa i kulturalna dyskusja o Polsce, Kościele, Służbie Zdrowia, Polityce, Działalności Charytatywnej, Celebrytach i Zwykłych Ludziach, Transparentności, Dewiacjach, Państwie, Wolności, Księżach, a następne aspekty pewnie wypłyną.

Co jeszcze? Powoli nadchodzi depresja. Niepokój o wszystko. Rozdrażnienie. Milczenie. Wyraz twarzy jakiś diabli. Mięśnie twarzy twardnieją. Powoli fala za falą pulsuje ból w klatce piersiowej. Zmęczenie. Strach. Potem przyjdzie śmiertelny lęk. A tymczasem pora coś zjeść i wypić kawę. A nóż się rozkręcę i wyrwę jeszcze tydzień normalnego życia. Tak jak w tym nagrodzonym wierszu przez Pana Jacka i Panią Helenę. Lęk i inne towarzyszące mu przypadłości nie mają u mnie początku i pewnie będą ze mną do mojego końca na ziemi. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek było inaczej. To akurat wiersz o mnie. Lepiej pisać o sobie, niż pisać o innych. Ludzie nie rozumieją i reagują agresywnie. Kiedyś pisałem takie. O czym myśli prostytutka? Czy o policjantce, która zwierza mi się z pragnienia seksu podczas patrolu, bo tego jej organizm, biologia, duch się domagają, a jest samotna i dłużej już nie chce tylko topić nie spełnionych potrzb biologicznych w alkoholu. To się źle kończyło. Ludzie wciąż nie są na takie wiersze gotowi. A ja raczej nie umiem akcję wiersza umieścić pod powieką. Nawet nie chcę. Nie umiem też zbudować strof tak, aby ból w nich zawarty był jak puch. Nawet raczej też nie chce. Często poeci i w ogóle ludzie narzekają, że czas mija, ucieka, że się starzeją, że coś by jeszcze chcieli, że tyle by mogli, tylko ten czas, że w życiu było za mało życia. Ja jestem wdzięczny za każdą radosną chwilę. Nie mam pretensji żadnych. Liczy się dzisiaj. Niczego nie chcę osiągnąć. To co jest jest dobre. Dam ile mogę, przyjmę ile wlezie. Nie pozwolę sobie wejść na głowę. Każdą chwilę, która nie boli trzeba tańczyć i wchłaniać, jak kadzidło, aby na końca była euforią i błogim odpocznieniem po tej euforii.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.