26 sierpnia 2015 roku, godz. 23:10 30,4°C

nie trać na mnie spojrzeń i tak nie wejdziemy sobie w drogę

Eugene Kush - I Can't See When My Eyes Open https://www.youtube.com/watch?v=Iii_Z99PBE8

(…)Drzwi do łazienki były lekko uchylone. Chwyciła jego dłoń i niczym górski potok przecisnęli się przez niewielką szczelinę, z której wypadała struga przyćmionego światła. Gdy przekroczyli próg kilka bladawych płomieni rozpoczęło swój taniec, niemalże kołysząc się w rytm ich przyśpieszonych oddechów. Zawistnym wzrokiem spoglądały, jak jego niespokojne palce opadają bezwiednie wzdłuż linii jej bioder. Mężczyzna przybliżył usta do szyi swojej Nieznajomej i, delikatnie je rozchylając, złożył na niej jedną z tych cudownych pieszczot, ucząc się jej kształtu pomiędzy muśnięciami zniecierpliwionych warg(…).

Każda sekunda była jak uderzenie morskiej fali o piaszczysty brzeg. Z każdym kolejnym pocałunkiem nieustępliwa woda pochłaniała coraz większą cząstkę zażenowania. W przyozdobionym oddechami lustrze wirowały tylko ich odbicia, ukryte w mrokach ciemności drwiącej z kilku zapalonych świeczek. Opuszkami palców zaczął kreślić wzory na jej gładkiej skórze, jakby chciał, aby odgadła jego niespokojne myśli. Odpowiedziało mu tylko głębokie westchnięcie, będące zaproszeniem do wspólnych misteriów. Nie protestowała. Wiedziała, że kolejny kontakt z jego ustami lada chwila uciszy jej błagalne myśli o więcej. Bezwstydnie spojrzała w jego oczy, pozwalając by kolejne ubrania bezszelestnie opadły w dół. By jego ciężka dłoń osunęła się z kolejnego zbocza, zarysowując każdy kontur(…).

***

Mówią, że dotyk prowadzi do zniewolenia. Tym razem nie było inaczej. Dociskaliśmy łańcuchy, skazując nasze lodowate serca na miłosne igrzyska. Zdrowy rozsądek i opanowanie strawił ogień namiętności. Zgliszcza, które za sobą pozostawił, nie były w stanie oprzeć się tej pokusie. Rozsypaliśmy się jak kruche szkło(…). Cisza zamieniła się w ogłuszający hałas, a obietnica nieba pchnęła nas z powrotem do piekła. Nagich i nienasyconych. Żądnych poznania tajemnicy zakazanego owocu.

Gdzie był wtedy Bóg? Cóż…myślę, że mógł tylko patrzeć, jak prężąc się z rozkoszy, drwiliśmy z jego przykazań…

WilceeQ` Di.
 6 września 2015 roku, godz. 19:43

Wietrze,
znam Cię na tyle, by wiedzieć, że nawet przy przelotnym spojrzeniu potrafisz przyprawić o drżenie kolan.
Tu po prostu nie dałeś mi siebie.
Znam przyczyny, by karcić - potrafię również zachwalać.
Tłumaczenie swojej winy w ten sposób do mnie nie przemawia, ale postaram się wpisać w myśl zadośćuczynienie o jakim wspominasz.

PS. Zaczekam.

Lacrimas M.
 6 września 2015 roku, godz. 18:12

D.,
sądziłem, iż znasz mnie na tyle, by wiedzieć, że nie stawiam w kropce już przy pierwszym zachodzie słońca. Wiatr bywa czasem tylko... przelotny. Lecz i wówczas nie musi wyrywać z korzeniami, by stać się zwiastunem jednego z tych nieprzytomnych uniesień.

PS Wyliczę Ci kiedyś.

WilceeQ` Di.
 2 września 2015 roku, godz. 16:08

Witaj,
Muszę przyznać, że jestem niepocieszona i uniosła bym głos, by zbesztać...
Gdyby nie ostatnie zdanie.

"Gdzie był wte­dy Bóg? Cóż…myślę, że mógł tyl­ko pat­rzeć, jak prężąc się z roz­koszy, drwi­liśmy z je­go przy­kazań…"
- To ocuciło moje małe niezadowolenie, ale daleko mi do muśnięcia nieba.

Liczę na więcej,
D.