11 lutego 2019 roku, godz. 12:16

9-11.02.2019r.

Dzisiejsze przedpołudnie jest przecudnie przepiękne. Mocne wyraziste słońce sprawia, że przestrzenie beskidzkie są niewysłowioną jasnością, którą wspiera dziś arcy błękit nieba. Ogród teraz zyskuje na zieleni. Jasność uwydatnia zieleń zwłaszcza iglaków, sprawiając ostatecznie wiosnę w ludzkich wnętrzach. Kurczy się z każdą minutą połać śniegu w ogrodzie. W tej aurze znakomicie odnajdują się góry, które
uzupełniają krajobraz, wręcz stając się jego epicentrum, które bije jak górskie źródło, wylewając do nas zaproszenia do wędrówek.

Od południowej strony przestrzeń też przykrywa radość błękitnego nieba, po którym zda się ślizgają niczym wodne ścigacze chmury, a przecież to porywy halnego nadały im takie smukłe sylwetki, więc nie mają wyjścia tylko mkną szybko, gdzieś od pasm wschodnich hen tam do północnych szczytów Beskidu Żywieckiego. Wiatr od kilku dni stara się zaznaczyć że jest bardzo ważnym elementem gór. Właściwie jest ich elementarnym składnikiem. Śnieg zaś przypomina, że góry to też oczywiście jest woda.

Bez promieni słonecznych i ich jasności wszystkie przestrzenie pod nieboskłonem są po prostu niepełnią. Brakuje im po prostu pierwiastka szczęścia. Przestrzenie wypełnione słonecznością przywołują od razu do siebie ludzi i ptaki. Zaraz też koty szukają szczególnie nasłonecznionych miejsc, żeby wielbić życie słodkim lenistwem.

Obieramy jabłka, marchewki, dwie cytryny i grejpfruta. Choć właściwie jabłek pozbawiamy tylko ogonków i łykowatych wnętrz. Potem tniemy i dzielimy na mniejsze części i wkładamy do wyciskarki. Tak powstał sok bardzo smaczny, słodko-kwaśny z charakterystyczną nutą goryczki grejpfrutowej wyczuwalnej po chwili.

Rodzinne spotkania, to często są wspomnienia. Nawet dobre wspomnienia. Wspominamy czasy szkolne i dobrych nauczycieli, którzy umieli nauczyć, którzy wymagali, którzy nie wahali się nieposłuszeństwo i brak szacunku skarcić fizycznie. Czasy kiedy wracałyście do domu zamarzniętą rzeką i trwało to dwóch i pół godzin dobrej zabawy. Czasem szłyście pagórkowatymi polami i ktoś zapadł się w rowie w zaspie śnieżnej po szyję i było z tego wiele radości, a potem wyciągałyście go, aby w końcu zdecydować solidarnie że wszyscy wracacie przedzierając się rowami w zaspach.

Jeszcze prababcie, która bardzo dbała byście byli ludźmi pracowitymi, robiła specjalne mikstury dla młodych zwierząt, żeby chowały się zdrowo.Miała kilkanaście fartuchów do pomieszczeń z inwentarzem i zawsze szła czysto ubrana.Która jako odżywki do włosów używała piwo. Babcie, co zawsze układała na meblach stosik wyprasowanych i wykrochmalonych chusteczek do nosa, pod którym trzymała zawsze portfel z pieniędzmi. Czasem długie nocne Polaków rozmowy nie są dramatyczne, ale po prostu budujące.

Strych domu rodzinnego jest historią kraju i narodu. Dziejopisem szczególnym tej rodziny. Muzeum techniki i postępu. Świadectwem talentów i zdolności. Wspomnieniem pierwszych literackich prób. Śladem pokoleń. Dokumentacją pracy, archiwum rodzinnym. Wreszcie mieszkaniem osy samotnicy.

Jasno-różowy kwiat orchidei przypomina swoimi kształtami wielkie uszy słonia i filuterny nosek jakiegoś dziwnego stworzenia z może jakiejś amerykańskiej kreskówki. Jeszcze przypomina mi te statki latające z pierwszego filmu o gwiezdnych wojnach. Piękny jest w każdym razie i poprawiający nastrój w poniedziałkowe przeziębione popołudnie, gdy w zielonym pokoju panuje półmrok spowodowany deszczowymi chmurami, które przykrywają całe niebo. Nie jest do końca źle piszemy do siebie, modlimy się za siebie, przysyłacie zdjęcia Waszych uśmiechniętych dzieci.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.