12 września 2022 roku, godz. 13:37 7,5°C

11 września 2022 roku. Niedziela.

Dzień dobry w południe. Jedziemy z Mazur w Beskidy. Kolejna rocznica tragedii w Nowym Jorku, myślę, że islam wciąż nie został z tego bestialstwa rozliczony i arabska część ludzkości. Znowu wtedy ludzie ludziom zgotowali ten los. Dzisiaj znowu próbujemy tym bestiom odpuścić. Zapomnieć. Wciąż głupota tryumfuje. Choćby w opiniach na temat tego co dzieje się na granicy z Białorusią. Dla niektórych aktoreczka, która wypowiedziała zdradzieckie słowa o żołnierzach Straży Granicznej, to bohaterka nie ci žołnoerze. Na haniebnych róbtacochcących partejtagach takie osoby są zapraszane, aby brylować i niszczyć polską mlodzież, zamieniając ich mózgi w zmagdonaldżenie o upodlającem zlemigożeniu.

A my byliśmy dzisiaj rano w wiosce Krutyń na Mazurach. Uczestniczyliśmy w spływie pychówkami po przecudownej mazurskiej rzece, pełnej czystej wody, przesyconej ciszą, która wiedzie swój bieg w malowniczym wąwozie morenowym, a wszystko jest rezerwatem pełnym wiekowych drzew - sosen i dębów, domem dla traczy nurogęsi, czy kaczek. Jednak brylują w sercach miejscowych i turystów okonie, szczupaki, czy raki, które nie zwracając na ludzi uwagi opływają łodzie, wędrują pod nimi, czy wygrzewają cielska między liśćmi grążeli. Są wdzięcznymi modelami dla fotografów. Bajkowe sceny drodzy czytelnicy widzieliśmy. Na ich podstawie planujemy powrót na wczasy. Tydzień pobrodzić w Krutyni, pospacerować tymi lasami i jeszcze raz zaznać ciszy, piękna i szczęścia z bycia tam w tym cudzie szczęściem we dwoje, jednością, esencją miłości cieszyć braci mniejszych. Tam na zdjęciu wyglądający jak wóz Drzymały magazyn cukru i mąki przed jednym z hoteli. Cieszę się, że mogę Wam zilustrować ten dziennik tym fotografiami. Jestem z nich taki szczęśliwy, nimi taki szczęśliwy. Naprawdę miejsce zachwycające, godzina, która przywróciła wiarę w miejsca szczęśliwe, bajkowe, mistyczne, w święty spokój.

W tym roku łabędzie miały dużo młodych, stąd też mogliśmy "brzydkie kaczątka" podziwiać podczas całego rejsu. Pływały między pychówkami, że możnaby je było pogłaskać w , zasadzie. Na mnie największe wrażenie zrobiły klucze okoni i sandaczy oraz stada traczy nurogęsi i oczywiście opowieści naszego pana flisaka o przyrodzie i ludziach. O tegorocznej suszy. O kompletnym braku grzybów. O polskich rakach, które tutaj jeszcze wciąż nie dają się wyprzeć rakom amerykańskim. O szczęściu dla przyrody,jakim jest brak tu przemysłu i rolnictwa, więc nie będzie tutaj raczej katastrofy jaką ludzie ziemi uczynili w Baryczy kilka lat temu a dwa miesiące temu w Odrze. Jeszcze mówił o pustoszejących Mazurach. Ludzie wyjeżdżają do Warszawy, Trójmiasta i do Europy Zachodniej. Zrodziło mi się od razu pytanie - czy bogaci biznesmeni ze świata wykupią te ziemię. Chyba nie, bo po sezonie w takich miejscach jak Krutyń, czy Krutynia, nawet ryby nie zimują, tylko płyną do głębokich jezior. Piękne miejsce dla samotników, dla poetów przyrody, pisarzy. Albo zaszyć się emerytom jest tu cudnie na zimę. Palić sobie drewnem w kominku, odwiedzać sąsiadów i codziennie u kogo innego pić nalewki, bimber, grzane piwo z imbirem i miodem, czy grzane wino z goździkami. A potem patrzeć jak ten cud natury budzi się i tworzy wiosnę oraz lato. Teraz za kilka dni przyjdzie tu złota polska czy tam pruska jesień i będzie tutaj niesamowicie w czasie tego rejsu i w ogóle w tych lasach. W plebiscycie na 7 cudów świata Mazury zajęły czternaste miejsce i sklasyfikowane zostały jako jedyne miejsce z Europy.

Wracamy. Leje deszcz. Mazowsze. Rzeczywista, czy wymyślona, ale ta zaraza sprawiła, że siłą rzeczy musieliśmy zrezygnować z wypoczynku za granicą. Dobrze się stało, jak się stało. Polska jest cudowna i wyparła wycerchliła z naszych serc Europę. Nie planujemy już Europy do zwiedzania i oglądania. Jak Bóg da, to za rok objedziemy Pomorze i wrócimy na Podlasie. Może znajdziemy biuro, które obszernie ma w ofercie Świętokrzyskie, ale przede wszystkim chcielibyśmy znaleźć ofertę z Lubelszczyzną, przede wszystkim z Roztoczem i Polesiem, bo jak nie, to na pewno wrócimy do Kazimierza i będzie to nasza baza wypadowa do lokalnych cudów polskiej historii i polskiego krajobrazu. Teraz czas na spacery po Kotlinie Żywieckiej, na prace ogrodowe, na smażenie dżemów węgierkowych, na smażenie jabłek na szarlotki, na tworzenie nalewek, na wschody i zachody słońca, na kino, na koncerty, na spektakle teatralne. Jak zawsze i w każdym przypadku życie, to nie jest czas dobry, aby chorować, czy umierać, zatem módlmy się, upraszajmy o zdrowie i wenę do zabawy, do kultury, do włóczęgi, do kwaśnicy, czyli do jedzenia i do picia. Do korzystania z możliwości jakimi są nasze ciała w miłości. Codziennie i z polotem. Ze świecami i spontanicznie. Tradycyjnie i być forpocztą ekstrawagancji. Zatem myśleć, wymyślać, a wymyślone czynić.

Przez cały czas zwiedzania Mazur i Warmii byłem tak zachwycony, że zapominałem pytać o cel naszej podróży, czyli o lokalne bimbry. Niestety pilotka nie była na tyle zorganizowana, aby mieć swojego dostawcę bimbrów dla grup wycieczkowych. Szkoda. Nalewki, to nawet nie namiastka dobrego bimbru. Bimber to fundament, opoka i skała dla alkoholi. Bez bimbru? Czy ludzkość miałaby jakikolwiek sens? Trudno powiedzieć. Czy mężczyźnie kobieta da to, co daje bimber? Oczywiście nie. Stąd też zawsze występują w trójkącie. Popatrzmy zatem. Tak wielu i wiele z nas nie jest sobie nawet wyobrazić, kim by mogli być, gdyby tylko chcieli być, kim być powinni, a przecież tym kimś nie stajemy się nie pijąc bimbru, zwłaszcza nie pijąc bimbru esencjonalnie, czyli we dwoje.

oszi3
 12 września 2022 roku, godz. 17:40

Dla alkoholika bimber jest ważniejszy od Kobiety.

fyrfle Mirek  13 września 2022 roku, godz. 10:43

Tak, rzeczywiście dla alkoholika jest. Ale nie jest to dziennik o tej chorobie, to dziennik o szczęściu, którego elementem jest degustacja bimbrów z całej polski, pewien rodzaj pasji, zbieractwa, kultury spożywania alkoholi. Mi się udało. Nie zostałem alkoholikiem. Nawet nie udało mi się przez zapicie się poełnić samobójstwa, a przykładałem się. Po prostu Bóg przeznaczył mnie do szczęścia na ziemi. Żyję i mam się dobrze. zło alkoholizmu zbiera żniwo obfite, ale aalkohol to dobra rzecz.