19 września 2022 roku, godz. 12:31

19 sierpnia 2022 roku. Piątek.

Dzień dobry dość późnym już rankiem, powoli dzień wchodzi w okres przedpołudnia. Dobrze wchodzi. Temperaturą w cieniu 25 stopni Celsjusza, gęstym od wilgoci zawiesistym powietrzem. Powoli chmury zawładają niebem. Błękit ustępuje pofałdowanym szarością. Najmnieszego powiewu wiatru. W sierpniu zdarzają się takie dni. Upalne. Gorąca wilgotność. Totalny zaduch i trzeba uważać wybierając się na wędrówki. Należy zabrać jedzenie i dużo picia.

Jestem w ogrodzie. Po rannej pielęgnacji kwiatów i warzyw siedzę we fotelu i piję kawę z mojego słynnego kubka z Irlandii z hrabstwa Kerry, dużego, ze 400 mililitrów, zielnego z owcą z białą bujną wełną i czarną twarzą oraz białą wykwintną fryzurą afro na głowie. Rozglądam się po ogrodzie. Nigdy mi jego dobrodziestw dosyć. Ale teraz moją szczególną uwagę zwróciła nawłoć w ogrodzie sąsiada. Piękna to roślina, symbolizująca powolne ustępowanie lata na rzecz, każdy ma nadzieję, polskiej złotej jesieni. Na razie na szczęście mamy polskie zlote lato. Wypoczywający gdziekolwiek w Polsce mają idealne warunki, choć ja wolę te z maja, początku czerwca, września, czy tych złotych chwil października. Patrzę też na słonecznik przede mną, który rozwija swój pierwszy kwiat już drugi dzień. Czyni to bardzo powoli, dystyngowanie, z gracją i dumą dawkuje swoje piękno, z klasą, jak na filmie z pompą i blichtrem wjeżdżała do Rzymu Kleopatra w osobie Liz Taylor, jest skrajnie brązowy, że w ułamkach chwil aż czarny, a nawet jakiś bordowy, w odcieniu jakimś przekraczającym granice tej barwy, właśnie gdzieś w czerń, w której żyłach płynie złoto zasyconych promieni słonecznych, przepełnioną mgłą lub rosą zawartą w pajęczynach rozstawionych na filarach pięciornika, czy też tej na liściach lubinów. Jest bardzo dobrze. Chmury coraz ciemniejsze. Przybierają konstrukcję deszczową. Czyżby jedak zaraz?

W tym pięknie, które mnie otacza zastanawiam się nad wierszami na letni konkurs literacki. Wakacje, lato, Polska, mój ogród, koncerty, wędrówki, to dobre natchnienie na wiele wierszy lirycznych, wzruszających, tak zwanych głębokich, ale mnie nęcą limeryki i fraszki. I pozwalam się zanęcić, a potem złapać tego rodzajowi weny i to chyba jest to lato we mnie, ten duch wakacji, ta nagła niespodziewana bujność luzu w moim rozumie, ta iskra urwisostwa, która chyba najbardziej dodaje radości, dystansu, poczucia humoru, oczekiwania na szaleństwo tych dni, dni, które mają być we mnie przez cały rok, jeśli tylko to mozliwe będzie i wtedy będę chwytał każdy nadarzający się moment, aby zrobić z niego przygodę, zabawę, muzykę, sztukę, wszelką kulturę i dam sobie przestrzeń, naturę, sacrum i poprofanuję do przesytu, żeby życie życiem.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.