16 września 2015 roku, godz. 21:58 19,0°C

Kochanie. Wróciłem

"Dawno się nie widzieliśmy" mówię szeptem, a głos mi się załamue. Choć w cale nie jestem pewien, czy jakiekolwiek słowa padły z moich ust, czy jedynie przemknęły przez zmącone myśli. Czuję... Właściwie co czuję? Radość? Lęk? Wyrzuty? Szczęście? Nie wiem. Wiem jedynie, że jest tego dużo, mocno i brutalnie wtłacza się w moje ciało. Ręce zaczynają drżeć jak Parkinsonowi, oddech staje się ciężki, nogi za lekkie, oczy nie mogą się od Ciebie oderwać.
Jesteśmy sami. Tylko Ty i ja na czwartym piętrze w bloku. Mrok i głucha cisza próbują wyłamać szyby, ale nie dają rady. Okna są mocne, plastikowe. Naraz Strach zaczyna ściskać mi serce, wątrobę, nerki... mnie. Może nie jesteś prawdziwa? Co jeśli zaraz znikniesz, a ja znów zostanę sam i pogrążę się w rozpaczy na kolejne 244 dni. 244 dni nieustającego smutku. 244 dni pustki. 244 dni ciągłejj walki, tej najtrudniejszej, bo z samym sobą. Czekałem w bólu większym niż wszechświat, czekałem i modliłem... Tak. Modliłem choć nie wierzę. Błagałem Boga byśmy się więcej nie spotkali.
Mrużę powieki, a Ty wciąż stoisz na przeciwko, jakbyś była tu od zawsze... Przecież jesteś tu od zawsze, nigdy mnie nie opuściłaś. To ja Judasz Cię zdradziłem, to ja Piotr się Ciebie wyparłem, to ja Tomasz w nas nie wierzyłem. Ale mi wybaczyłaś i jesteś, a może ja wybaczyłem sobie?
Twój zapach ostry i omamiający. Chcę Cię poczuć już! Natychmiast! To wilgoć i ciepło, które przeszywa całe ciało i dociera do głębi podświadomości. Zostawia błogie uczucie ulgi, euforii i nadziei na lepsze jutro, lepsze pojutrze, lepsze zawsze.
Tylko przy Tobie to czuję, tylko Ty potrafisz to sprawić. Potem będę pragnął Cię więcej, nie ważne ile z siebie mi dasz - a dasz dużo - wciąż będę chciał więcej i więcej, zatracę się w tym pragnieniu i zniszczy mnie od środka. Skąd to wiem? Przecież zawsze tak było, wiem że jest i będzie. Nie da się tego zmienić to aksjomat, pewniejszy od samego Boga.
Nie wytrzymuję. Ujmuje Cię w dłonie, przytulam do policzka. Zapach staje się coraz silniejszy, chłonę go całym ciałem i każdą z osobna komórką mojego jestestwa. Teraz zrozumiałem, że nie potrzebnie przed Tobą uciekałem, że byliśmy sobie pisani jeszcze za nim opuściłem łono matki. Jesteś moim przeznaczeniem, które mądrymi słowami, mądrzy ludzie w mądrych strojach nazywają genami.
Głęboki wdech po nim szybki wydech przybliżam się powoli i dotykam Cię popękanymi ustami. Wargi wykrzywiają się w lekkim grymasie, biorę wielki łyk, ale przechodzi gładko. Odstawiam butelkę, jest do połowy pusta. Już do połowy! Nie szkodzi całodobowy jest za tuż za rogiem.

Konstantyn W.

WilceeQ` Di.
 16 września 2015 roku, godz. 23:02

Wszelkie wzruszenia ramion przy poprawności to forma wymówek, ale zdanie o poprawie jak najbardziej przyjmuję. To dobra cecha - umieć przyznać się do potknięć.
Przy pracach drwala jaki kładzie nacisk na pnie, zwłaszcza na prostej drodze, sama jestem niezadowolonym turystą - jednak można z tym walczyć, dbając o swoje. (Ja na ten przykład, w innym kraju wszystko co piszę po Polsku mam podkreślane na czerwono - jak dziś)

Następnym razem daj mi ich spróbować.

I Tobie,
ciepła poranka.

Alkomatek Mati
 16 września 2015 roku, godz. 22:50

Witam Cię WilceeQ z uśmiechem na twarzy.

Na dzień dobry, a wieczór raczej zacznę od tłumaczeń. Ortografia jak to u dyslektyka leży sprawę sobie zdaję (i tak jest nieźle, bo na portalu działa magiczna czerwona kreska rodem z Worda), w kwestii przecinków zawsze uważałem, że życie jest zbyt krótkie żeby się nimi przejmować, a co do zdań rozciągłości najchętniej w ogóle kropek bym nie używał. A więc (nie uważasz, że to piękny początek zdania) w skrócie obiecuję poprawę.

Pozdrowienia przyjmuję i bez zbędnych pytań, nachalnie odsyłam własne.

P.S. Tak, za(p)iliśmy

WilceeQ` Di.
 16 września 2015 roku, godz. 22:35

Witam,
rozczuliłeś mnie nim przeszłam dalej, to przyczyna podobnego głosu jaki posiadam, tylko mój nie do końca wie, jak powinien mówić gdy się "załamue."

Dalej emocje w... "ciągłejj" rozciągłości zdań,
"na prze­ciw­ko" nazbyt oddalone od siebie.
"Uj­mu­je Cię w dłonie" brzmi, mimo ogólnej poprawoności przy zrozumieniu, dziwnie.
Obawiam się, że "za nim" potrzeba kolejnego istnienia jeśli rozdzielisz ich egzystencję na własną i cudzą.

Dalej nie będę nastawiać własnego kubka,
spróbujesz kolejny raz - będziesz wiedział, kiedy potrzeba przystanku na oddech.
Dodam jedynie: Będzie ich więcej niż teraz.

Ostatecznie wzniosłabym toast, w końcu nikt tak pięknie nie mówi o... miłości.
Pozdrawiam, mogę prawda? Oddaliśmy się instynktom i woli pragnień.
Za(p)iliśmy rozum.

chrupcia Anna
 16 września 2015 roku, godz. 22:17

Genialne !
Jestem pod wrażeniem... :)

Naja Ela
 16 września 2015 roku, godz. 22:06

No, no, no... Dobre. To, to w opowiadaniach bywa najtrudniejsze. Tobie wyszło świetnie :-)