1 listopada 2021 roku, godz. 20:50 6,3°C

29. 10. 2021r.(czwartek)

Czas zaduszny, to esencja jesieni. Nie bardzo pasuje mi określenie wszystkich świętych. Na swój użytek mówię o zmarłych, że pamięć o nich jest swoista, nie że święta lub wcale, czyli za kwefem milczenia. Swoista jest prawdziwa, bywa anegdotyczna, nie powinna być nigdy pomnikowa, spod cokołów której nie wydostaję czerwone i czarne.

Lubię ten czas za błogosławieństwo cykliczności. Przyroda daje kolory. Tradycja każe robić przetwory, kisić kapustę, łuskać fasolę, robić wino, smażyć i suszyć jabłka, zaprawiać buraczki, robić wiązanki na groby, suche bukiety do pokoi, przyozdabiać dyniami półki z książkami, stoły, czy pianino. Cyklicznie wybieramy się w Polskę po barwy i smak jesieni. Cyklicznie wychodzimy na Matyskę, czy delektujmy się Parkiem Habsburgów i zachodem słońca nad Jeziorem Żywieckim. Cyklicznie pasjonują nas prace w ogrodzie. Lubimy porządkować groby, okazać pamięć zmarłym kwiatami i modlitwą, czy też raczej przede wszystkim odwrotnie. Czcimy ich, nie zakłócamy im wiecznego spoczynku, jak twierdzą dzisiaj topowi pisarze, szydząc z nas i pragnąc obrzydzić Polakom ten szczególny czas.

Tak, rano idziemy po wkłady do zniczy. Przedpołudniem obieramy jabłka, aby usmażyć szarlotkę po południu i włożyć ją do słoików, a wieczorem idziemy na cmentarz zobaczyć i poczuć tą jedyną taką atmosferę na świecie, która czyni nas jedynym takim narodem. Tak, w tym rytuale jesteśmy narodem wybranym i wierzę, że nie pozwolimy sobie tego statusu odebrać.

Za to uwielbiam ten szczególny moment jesieni. Za te natchnione, pełne spokoju spacery alejami cmentarnymi i przypominanie sobie tych lat kiedy byli z nami. To oni życiem swoim ukształtowali naszą historię, zwyczaje, przesądy, naszą mentalność, rozkład dnia, kwiaty w ogrodzie, niepisane prawa, dzielenie się opłatkiem, stworzyli nas specyficznych - gościnnych, ale nie pozwalających mieszać tego co nasze z tym co naszemu obce i szkodliwe.

Za co jeszcze uwielbiam ten moment jesieni? Za zmianę czasu na zimowy, co w praktyce oznacza długie wieczory, a te praktycznie odbywają się przez spacery o i po zachodzie słońca, przy księżycu, pod gwiazdami i poświatami, które tworzy światło faz miesiąca i malunek chmur dookoła tej cudnej istoty kosmicznej, która włada życiem naszym, tworząc je uduchowionym i szczęśliwym, takim jakim chcemy by było. Życie bez księżyca jest zdawkowe.

Długie wieczory, to czas na kino, a w nim klub filmowy, na teatr polski, na koncerty SDM, na spacery po bielskim rynku, na magię radziechowskich kapliczek, wreszcie, to czas posiadówek z włóczką i książką albo gazetą i swoistego bycia melomanem, a więc Mark Knopfler, Goran Bregowić, Vangelis, Krzysztof Grabowski, czy przede wszystkim Krzysztof Myszkowski. I jeszcze wsłuchujemy się w odgłosy duchów puszcz z całej naszej umiłowanej Ojczyzny, karmiąc nimi swojego ducha, zaspokajając pragnienie ognia i schodząc do Styksu niepoprawności, która to rzeka musi trawić każdą duszę twórczą, a ta zawsze jest niezgodą na uczesane włosy, uczesane myśli i jednocześnie jest tym o czym pisałem - niepisanym prawem, które buduje tożsamość, ale nie potrzebuje imprimatur kościoła, ani tym bardziej znaku akcyzy państwowej.

Co jeszcze sprawia w tym momencie jesieni, że uwielbiam ten czas? Nic tak bardzo nie uświadamia, że życie życie jest piękne, jak te dni
okołopierwszolistopadowe i sam pierwszy listopada. Idąc pierwszolistopadową aleją cmentarną uświadamiam sobie, że oni już tej polskiej złotej jesieni nie widzą, nie spotkają się z nami przy tym rodzinnym stole cieleśnie, że człowiek zdrowy uwielbia życie w tej części świata i nie widzę potrzeby kuszenia mnie wiecznością, jaka cudowna by ona nie była. Naprawdę ziemia mi wystarczy. Uświadamiam sobie, że życie mnie cieszy, że umiem tworzyć je pięknym, dobrym i potrafię dobrze się bawić. No i tak by mogło być przez wieczność. Nie odczuwam potrzeby przekraczania stanu skupienia z cielesnego na niematerialny. Po co? Wystarczy mi tu teraz. Dlatego czczę zmarłych, ale nie celebruje przygotowań do śmierci i tego co po niej ewentualnie. Zresztą myślę, że myśląc w ten sposób, popadłbym w depresję. Kiedy świeczka zgaśnie, to zgaśnie. Płomień świecy jest od światła, ciepła i klimatu, nie od patrzenia ile jest wosku, knota i czy wiatr czai się, aby go zgasić.

Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa fyrfle, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.