12 listopada 2020 roku, godz. 8:24 160,3°C

Trawa wśród kamieni

Boję się ludzi. Przerażają mnie. A jednocześnie… bardzo ich kocham. Tak, to jest możliwe. Stanowię tego niezbity dowód.

Teraz, kiedy w Polsce panują tak srogie obostrzenia, zaczęło brakować mi kontaktu z innymi. Zanim wprowadzono restrykcje, lubiłam wychodzić z moich ciasnych czterech ścian i zanurzać się w tłumie. Sam kontakt z drugim człowiekiem, choćby przelotny, poprawiał mi nastrój. Często uśmiechałam się niemądrze do przechodniów. Czasem znajdowałam w sobie odwagę, by zagadać do ekspedientki czy taksówkarza. Lubiłam sprawiać, żeby ludzie czuli się lepiej dzięki mnie; bliska mi osoba powiedziała, że mam dobre poczucie humoru. Czułam się lepiej, gdy sprawiałam, że ludzie choć na moment zapominali o swych troskach i problemach.

Z drugiej strony… Ludzie bardzo mnie onieśmielają. W ich towarzystwie staję się nieufna i zamknięta w sobie. Często boję się odezwać. Dlaczego? Wydaje mi się, że jestem gorsza. Obawiam się, że popełnię jakąś gafę; że się pomylę i zrobię jakiś błąd, z którego wszyscy będą się śmiać. Ludzie – obojętnie, czy są to bliscy, czy nieznajomi – peszą mnie. Często boję się spojrzeć im prosto w oczy. Czuję się stłamszona i zdenerwowana, póki znów nie zostanę sama. Kiedy z kimś rozmawiam, zaczyna mi się trząść głos i momentalnie tracę pewność siebie. Niestety, nie mam zbyt wielu znajomych. Właściwie mogę polegać tylko na mężu i mamie. Zawiodłam się na tych, których uznawałam za oddanych przyjaciół… Nasza przyjaźń nie przeszła najważniejszej próby. Do tej pory nie wiem, dlaczego zostałam całkiem sama. I chyba już się nie dowiem…

Jak to możliwe, że jestem pełna przeciwności? Dlaczego mój charakter jest eklektyczny? Dlaczego uciekam wciąż przed ludźmi, chociaż tak bardzo ich kocham? Czemu chowam się jak ślimak w skorupę, a czasem otwieram na oścież? Często zadaję sobie te pytania; i wciąż nie uzyskuję odpowiedzi. Tak czy siak, wciąż dręczą mnie wykluczające się uczucia i myśli. Często czuję się jak Panna Nikt ze znakomitej powieści Tomka Tryzny. Mieszczą się we mnie sprzeczne osobowości. To trochę nieprzyjemne popadać tak ze skrajności w skrajność. Często dopada mnie huśtawka nastrojów. Z ekstazy potrafię popaść w dołka i odwrotnie – depresja mija i jestem mocno podekscytowana.

Nauczyłam się z żyć we względnej zgodzie ze swoją dualistyczną osobowością, choć muszę przyznać, że czasem jest ciężko… Trudno jest mnie zrozumieć. Ale jak mają zrozumieć mnie inni, skoro sama dla siebie jestem skomplikowaną zagadką? Skoro jestem orzechem włoskim, który pod grubą, twardą skorupą ukrywa delikatne wnętrze? Czy jest ktoś, kto umiałby skruszyć tę łupinę i mnie oswoić?

https://www.youtube.com/watch?v=yEWb6bsd5lo

kuloodporna kamizelka...kulokropkowa
 12 listopada 2020 roku, godz. 22:38

Tą łupinkę ....najpierw sama musisz skruszyć ......sama dla siebie ....nie dla innych....też tak mam czerń i biel.....cień i blask.....itd itd..........to jak zabawa w chowanego ....chcesz być znaleziona i jakbyś szukała.......ach więcej wiary w siebie życzę ....a swoje lęki przed ludźmi pokonasz .....:)))
Z mojego pamiętnika schizofrenika....pozdrawiam.....:)

silvershadow __
 12 listopada 2020 roku, godz. 10:12

Bardzo mi bliskie ...