26 listopada 2021 roku, godz. 12:33 36,6°C

IKK: bogom nocy (pojedynek)

Bo zawsze jest Ktoś trzeci... Dopóki muzyka gra. (M)

"...Macie mózg?... I mrówka go ma... Macie rozum, a czym go wypełniacie?... Za cóż was szanować?... Czy można się cieszyć życiem, gdy się to zrozumiało?

Była w tym, co mówił, taka moc, nie w słowach się wyrażająca, lecz w modulacji głosu, mimice i wdzierającym się w mózg spojrzeniu oczu, że ogarnęła mnie rozpacz i poczułem, że nie ma wyjścia z życia, że wszystko jest ohydne, bezcelowe, podłe.

Wyszeptalem: "Życie jest absolutnie nic niewarte, bo się zaczyna i kończy!". Lecz nie mogłem z tym się zgodzić. Szukałem gorączkowo wyjścia. Chwytałem się każdej myśli. Nagle zabrzmiała mi w uszach piosenka Tamary z Kazbeku:

Mamy tu legendy, baśnie
cha - cha!
I kochamy się bez waśni
cha - cha!
Wina mamy kachetyńskie
cha - cha!
I żyjemy po "kunacku"
Cha - cha!

Nie, to nie to. Ta wesoła piosenka sponiewieranej gruźliczki jest potworna. Szukam wyjścia. Przecież musi być! A może to: pierwszo majowa defilada, czerwone sztandary, dźwięki Miedzynarodówki Lecz zaraz myśl mknie dalej. Gubernatorski ogród. Trup z okropną raną na szyi od cięcia brzytwą i przy nim kartka: „Sowiecka władza zarżnęła". O, nie! To błąd straszliwy!... Widzę mizerną twarz dziewczyny. a na stole flaszeczkę: „Jodyna". Nie. Nie ma wyjścia. I dalej oszalała gonitwa myśli: komisarz Starkow, politruk Sawienia, Kustin, wreszcie Lizka. I wszystkie mysli przylgnęły do tej kochanej postaci, twarzy. oczu...To szczęście... Jedyne... Nagle zwycięsko się roześmiałem. Obrócilem się do Charewskiego, który chodził po pokoju, z uporem maniaka deklamując: Cztob izwlecz duszewnuju zanozu...

Powiedzialem uroczyście:

- Drogi kolego! Chcę wam oznajmić, że wasza wspaniała formuła jest bezwartościowa. Jest w niej olbrzymi błąd, który przeoczyliście. I wiem, dlaczego.

Charewski stanął. Zdawało mi się, że nagle otrzeźwiał zupełnie. Zrobił dziwny ruch dłonią, jakby odgarniając sprzed oczu pajęczynę i powiedział z lekka zachrypniętym głosem:

- Błąd, kolego, niemożliwy... Tę formułę wyjąłem z oczu konającego człowieka... Najlepszej istoty, jaką znałem... Która mi nic prócz niej nie zostawiła... Błąd niemożliwy...

- Zapomniał kolega o jednej rzeczy, którą nazywamy bardzo ubogo: miłość. A kolega dlatego wykombinował sobie tę cudowną formułkę, że chciał się czymś pocieszyć.

Tryumfująco patrzyłem w twarz Charewskiemu. Wtem spostrzegłem, że po policzkach jego zaczęły spływać łzy. Zrobiło mi się nie wypowiedzianie przykro. Pomyślałem, że sprawiłem mu cierpienie, że płacze. Wtem kolega wybuchnął cichym, hamowanym siłą woll Śmiechem. Otarł łzy dłonią.

- Dziwne... dziwne, mówił cicho, powoli sie uspokajając. - Czy nie rozumiesz, że miłość to nie życie... To ponad życiem... A gdyby nawet i tak było, formuła moja została... Powiedziałem: Życie jest absolutnie nic niewarte, bo się zaczyna i kończy... A czy miłość jest bez początku? I czy nie ma jej końca? Chyba nie było czasu na to, żeby się skończyła... Albo nie była narażona na próby... Więc to nie dowód.

Umilkł. Zapatrzył się w jakiś punkt na ścianie. Twarz jego zastygła w zimnym skupieniu. Przypominała maskę. Od czasu do czasu poruszał głowa z dołu w górę i łykał ślinę..."

autor: Sergiusz Piasecki ("Bogom nocy równi" fragment rozdziału pt Jodyna)
muzyka: Ennio Morricone ("Za kilka dolarów")
https://youtu.be/PpJ9taKzHoE

yestem yestem
 28 listopada 2021 roku, godz. 1:46

:)
Dobrej nocy. :))

Odys syn Laertesa dandeLion  28 listopada 2021 roku, godz. 10:29

I nowego roku ✋🙂

yetick Jerzy
 26 listopada 2021 roku, godz. 21:15

Warto było tu posiedzieć Odysie.. thanks 👍✋😎

Odys syn Laertesa dandeLion  27 listopada 2021 roku, godz. 9:51

Książki Piaseckiego są inspirujące... Polecam, jeśli ktoś chce zacząć przygodę z tym autorem, zacząć od właśnie tej pozycji. Można nawet znaleźć audiobooki na YouTube.
Pozdrawiam ✋

fyrfle Mirek
 26 listopada 2021 roku, godz. 15:55

Bardzo interesujący tekst. Te rozważania o miłości, o braku wieczności, wartości życia. Zachęcający do sięgnięcia po całość, nawet, jeśli niczego nie jest się pewnym.

Odys syn Laertesa dandeLion  28 listopada 2021 roku, godz. 10:49

Mamy tu "oklepany", od początku istnienia/stworzenia, "schemat" tej samej pokusy - zapatrzenia się we własne wyobrażenie miłości, i wynikające z tego konsekwencje.
I pewien paradoks, czyli diabeł który wie że Bóg istnieje (on nie ma żadnych wątpliwości) i z tego powodu "cierpi" bo utracił na zawsze to co najważniejsze. Z tej "rozpaczy" będącej nienawiścią, kusi Jego (Boga) najpiękniejsze stworzenie (dzieci) do pójścia za swoim przykładem. Mamiąc "miłością" (ulegania namiętności udrapowanej czasem w piękne i wzniosłe szaty) która w pewnym momencie po prostu rozczarowuje. Aby tych którzy "zainwestowali" w nią absolutnie wszystko, doprowadzić do pustki/poczucia utraty wszystkiego - piekła już tu na ziemi... A wcześniej obarczenia za własną ślepotę, Tego który Jest jedynym niezawodnym szczęściem. Który nieustannie interweniuje, dając nam paradoksalnie w owej "sytuacji bez wyjścia" oręż by wreszcie się do Niego zwrócić.
Pozdrawiam ✋