07/03/16
Piję.
Ostatnio bardzo często piję.
Pełne szklanki przechylam.
Dużo piję.
Lubię pić.
Albo nie lubię tylko tak po prostu piję.
Herbatki owocowej hektolitry wypijam.
XXXX
Byłam mężczyzną mieszkającym w nadmorskiej wiosce.
Widziałam tonących ludzi, którzy łamali sobie paznokcie chcąc wspiąć się na skalną półkę. Widziałam ich. Słyszałam krzyki. Moje ciało było smagane lodowatym wiatrem. Byłam ponad nimi.
Chciałam pomóc tonącemu dziecku o brązowych oczach... niestety jakaś siła trzymała mnie w żelaznym uścisku.
Wszędzie krew, krzyk i ból... A potem woda. Słona woda we mnie. Stromy brzeg. Skały. Płacz.
Aż wreszcie pustka.
Rozlana kawa na stole
Wolisz wierzyć w kryształowe niebo, niż miłość.
Prędzej odetniesz sobie rękę, niż nauczysz się kochać.
Traktat o duszy
Czuję się teraz zupełnie pusta. Nie, nic się nie stało. Wszytko jest takie, jak było. Tym razem to moja dusza szwankuje. Szuka ukojenia w kawie i smętnych dźwiękach. Ona taka jest. Jest wrażliwa, niczym motyle skrzydło. Krucha, niczym ususzony płatek róży.
Patrzę przymrużonym okiem na literki i nie widzę w nich siebie, są puste. Pozbawione wyrazu. Uciekają mi spod palców, niczym letnie popołudnia. Zamykam oczy i widzę ciemność. Mrok własnego umysłu, którego nie potrafię odczytać. Zaszyfrowana wiadomość płynie w mych żyłach. Czekam na światło, odrobinę światła. Jasność umysłu.
Czuję się źle. Dopadła mnie jesienna chandra, ale nie martw się to jest przejściowe. Wszystko minie i znów będę taka, jak zawsze.
Czasem dopada mnie Zły Duch i dręczy od środka. Pożera moją duszę po kawałku, aby później ją wypluć i ta mogła znów się odrodzić i być o jeden żywot piękniejsza.
Zmartwychwstanie duszy.
Wybiegając (wzrokiem) w przyszłość
Leżąc w wiklinowym koszyczku, śnię o Nas. Żyjemy w nieidealnym świecie złych ludzi, lecz mimo wszystko jesteśmy bardzo szczęśliwi. Mamy siebie. To znaczy więcej, niż wszystko.
Mieszkamy w małym domku na obrzeżach miasta. W ogrodzie rosną kwiaty. Dookoła unosi się ciepła, jaśminowa woń. Lubisz, kiedy tak pachnę, prawda?
Leżymy teraz w sypialni o pastelowych ścianach. Przez uchylone okna wkrada się do środka świeże powietrze i rechot żab. Leżymy zupełnie nadzy.
Otulasz mnie swym ramieniem chroniąc przed okrutnym światem. Delikatnie gładzisz moje włosy. Leżymy uśmiechnięci i patrzymy w gwieździste niebo, którego fragment możemy dostrzec przez okno dachowe. Jesteśmy szczęśliwi, bo mamy siebie. Szepcę Ci do uszka, że jesteś najcudowniejszym mężczyzną na świecie. Uśmiechasz się i półgłosem wyznajesz mi miłość. Twoje słowa wiszą w powietrzu i echem rozchodzą się po pustym mieszkaniu.
Oboje błogo zasypiamy, by móc znów kochać się o wschodzie słońca.
Wiatr
Świat opanowała ciemność. Czerń przelewała się przez moje nagie ciało. Nieupięte włosy targał lodowaty wiatr. Wszystkie kształty, które byłam w stanie dostrzec powoli rozmywały się... Raz po raz łzy z trudem wydobywały się spod zaciśniętych ze strachu powiek. Wiatr przeszywał moją bezbronną duszę. Byłam zupełnie sama. Mój oddech z każdą sekundą stawał się co raz cięższy. Uniosłam ręce ku górze. Poczułam jak wiatr smaga moje smukłe dłonie.
Niepewnie otworzyłam oczy. Z przerażenia zacisnęłam wargi. [...]
Marzenia
Za oknem noc już świta. Księżyc na horyzoncie widać. Za szybą gwiazdy błyszczą. Nad stawem cykają świerszcze. Wiatr delikatnym szumem pieści brzozowe listki. Dookoła unosi się zapach bzów.
Leżymy w łóżku zupełnie nadzy. Delikatnym spojrzeniem pieścisz moje ciało. Chwytasz za dłoń. Kładziesz na swoim policzku. Zaczynam go subtelnie gładzić swą jedwabistą dłonią. Oboje zatapiamy się w rozkoszy.Patrząc w srebrzysty od promieni księżyca sufit snujemy naszą przyszłość.
Mówisz mi o małym domku na obrzeżach miasta. Ja wspominam o ogródku z kwiatami. Lubię kwiaty.,
Wyobrażamy sobie nasze dzieci bawiące się na trawniku..
Uśmiechasz się. Mówię Ci, że nasza przyszłość będzie piękna. Znowu się uśmiechasz. Składasz pocałunek na me różane usta. Obejmujesz swoim silnym ramieniem i oboje zasypiamy z marzeniami ukrytymi pod powiekami.
Papier
Było już późno. Siedziałam na kanapie. Otulona kocem. Moje ciało było zupełnie nagie. Moja dusza była równie naga i bezbronna. Wzięłam głęboki wdech i postanowiłam napisać pierwsze słowo. Pióro było tak ciężkie. Moja filigranowa dłoń ledwie była w stanie je utrzymać. Usłyszałam jak stalówka subtelnie muska kartkę papieru. Trwało to zaledwie chwilę. Teraz zdecydowanie, choć z iście stoickim spokojem wypuściłam powietrze z płuc. Nastała wspaniała cisza. Wstrzymałam oddech. Upajałam się spokojem. Nagle idealną ciszę przerwała fala łez wyciekająca spod moich zaciśniętych powiek. Bałam się. Martwiłam się o moją nagą duszę. Była przecież taka bezbronna. A co jeśli ją ktoś skrzywdzi?
Teraz każdy może do niej wejść i rozciąć jej cienką skórę... A wtedy ona wypłynie... Wsiąknie w papier i nie wróci... Nie, nie, proszę, błagam, nie.
Słyszę krzyk. Otwieram oczy. Patrzę. Ona umiera. Niezgrabnie rozcięta na pół... Ostatnia kropla atramentu wsiąkła w papier.
Napisałam wiersz.
Łzawe popołudnie
- Ech...
- Hmm?
- Tęsknię...
- Ja też...
- To niedobrze.
-Dobrze, bardzo dobrze, cudownie... Wciąż się kochamy, to najpiękniejsze co mogło nas spotkać!
__________________
"A wszystko to stało się między wschodem i zachodem tego samego słońca. " P. Coelho
Impuls*
Potrzebowałam klarownego znaku, jasnej wskazówki. Czegokolwiek, aby uspokoić zmysły. Zaczęła się wiosna. Idąc szybkim krokiem starałam się omijać kałuże. Bezskutecznie. Z nieba padały krople deszczu splecione z promieniami słońca. Za piętnaście minut ratuszowy zegar miał wybić godzinę ósmą rano. Było zimno. Wiatr targał moje nieumiejętnie upięte włosy. Uczesana w nieład uniosłam głowę. Trzepotem rzęs przebiłam się przez grubą warstwę szarawych chmur. Wzrokiem dosięgłam gwiazd. Ujrzałam w nich [...]
Miszmasz.
Otworzyłam oczy. Gorzki świt nastaje.
Leniwie przeciągam się w łóżku. Wstaję.
Idę. Patrzę.
Znowu zimna kawa.
Brak motywacji na zaparzenie kolejnej.
Niechęć do zapachu chleba.
Sterta kartek zdobi biurko.
Nie zrobiłam nic.
Wychodzę.
Zamykam drzwi. Trzask.
Coś pękło.
Wylała się pewność siebie.
Idę pusta zupełnie.
Wiatrem powieje, nie wrócę.
Przerażona haniebnie.
Oddajcie mi prawą nogę.
Chłopcy, szminki, szpilki
- Znowu się pokłóciliśmy...
- Kłótnie są potrzebne, inaczej byśmy miłości nie docenili.
- Hmm... racja ... ale czy to musi tak boleć?
- Skoro szczęście wypełnia nas radością to musi istnieć coś dzięki czemu, emocje zachowają harmonię
- Mądrze powiedziane.
Kochana A. wszystko będzie dobrze. :)
Siedemnastoletnia poczwarka.
O szczęście pytałam gwiazd, o smutku rozmawiam z deszczem. Dokądkolwiek pójdę, pióro będzie mi wieszczem.
Filigranowy gwóźdź
Spadł dziś ze stołu. Rysując błyszczące, świeżo wypolerowane panele. Rujnując moją ciszę. Spadł - filigranowy gwóźdź.
***
Nie doszukuj się w tym prawdy.
Nie szukaj w tych słowach mnie. Dziś jestem nieobecna.
Moja egzystencja utknęła w progu minionych wydarzeń. Przygaszona cieniem czasu, uporczywie szukam promieni wolności. Niemalże bezszelestnie stąpam po bardzo cienkiej nici swej cierpliwości. Czuję, jak ktoś zaczyna ją szarpać. Mam wrażenie, że zaraz spadnę. Cały mój świat runie pod ciężarem mnie. Pod moim ciężarem? Przecież jestem taka lekka, filigranowa... Prawie mnie nie ma. Jaki ciężar? Ach...
Ciężar życia mnie przytłoczył.
Rozmowy przy soku malinowym
S: Chciałabym umieć rysować...
Z: A ja chciałabym umieć latać.
S: Nie śmiej się ze mnie! Naprawdę chciałabym rysować.
Z: Jesteś cudowną istotką, nie zmieniaj się. Ludzie, którzy przesadzają niemalże dorosłe rośliny zabijają je. Zapamiętaj.
S: Ale...
Z: Przynieś swoje albumy. Uwielbiam Twoje fotografie.
Pozdrawiam Cię, Z. :)
zielarka1
Autor
Zeszyty
Błyszczą się słowa na szklanym ekranie.
Zielarkowe nieuczesane myśli rozrzucone w nieładzie po całej głowie..
Znani, bądź mniej znani..
• 2016-03-07, godz. 22:14
• 2016-03-07, godz. 20:24
• 2016-01-02, godz. 16:37
• 2015-11-25, godz. 20:47
• 2015-11-25, godz. 14:09
• 2015-11-24, godz. 22:45
• 2015-11-24, godz. 22:41
• 2015-10-14, godz. 21:52
• 2015-10-13, godz. 22:40
• 2015-10-13, godz. 20:32
Też lubię :)