Kocham...
Odkrywam cię
jak chmury gwiazdy
w zakręcie biodra, w miękkości słowa
bezwstydnie w nagość rozplatasz włosy
gardłowy pomruk zmrużonych
oczu
Rzęs falistością
zagryzasz usta
krwi pełne zęby jak porcelana
dłonie dzikością odważnych piersi
oddechów pełna jak burza
grzmotów
Kocio przeciągasz
ręką powabnie,
ciszą wymawiasz dwa proste słowa
ciepłem ramienia, snu bezpiecznością
żegnasz się zwiewnie rannym
powrotem
Ale miałem szczęście...
O nie miałem...
Oniemiałem.
To jej wina.
Przez czekoladę brakuje mi już guzików
Marzenie numer 2
W wiosennych spódnicach słodka tajemnica
przykrótkiej młodości, nie-zmurszałych kości,
energii strzelistej, fałdy nie-obwisłej,
naiwności serca,
czaru żar.
Każde
potknięcie rodzi mądrośc
upadek- współczucie.
Fałszywych Proroków płoną piedestały.
Ja marzę nieskromnie na przełomie lasu
bym duszą dojrzały a ciałem nie-stary.
Landryn
Autor
• 2017-11-13, godz. 1:45
• 2017-11-13, godz. 0:55
• 2017-11-10, godz. 19:10
• 2017-11-10, godz. 13:44
• 2017-11-10, godz. 10:37
• 2017-11-10, godz. 10:31
• 2017-11-10, godz. 1:33
• 2017-11-10, godz. 0:41
• 2017-11-09, godz. 16:32
• 2017-11-09, godz. 16:30
..ja też :))