Cicho! Bądź wreszcie cicho! Nie przekrzykuj swojego serca, bo ono właśnie pięknie do mnie mówi.
Przed moimi oczyma zawsze będziesz sobą - małym chłopcem z niepewnym uśmiechem, zimno niebieskimi oczyma i zranionym sercem. A nie pijanym aktorzyną, co stara się na siłę dograć ten jeden akt, w którym całuje wysoką blondynę.
Coś pięknego wisi w powietrzu, ale w koło mnie tylko cały świat się sypie. Im więcej łapię w dłonie, starając się to zatrzymać, tym więcej tracę, bo w końcu mam małe rączki...
Nauczyłam się już płakać z zamkniętymi oczami. I wciąż naiwnie jak dziecko wmawiam sobie, że nikt tego nie zauważy.
Jaki sens mają te wszystkie zimowe wschody i zachody słońca? Po co się przebudzać z nocnych koszmarów, otwierać powieki, wstawać lewą nogą, myć zęby, omijać wzrokiem swoje odbicie w brudnym lustrze? No proszę powiedz mi, bo nie wiem, jaki sens mają te wszystkie poranki, dnie, wieczory i noce, kiedy ma nie być w nich ciebie?
W końcu ile razy można stawać na dachu budynku i przygotowywać się do skoku z nadzieją, że mnie złapiesz, skoro ty już dawno poszedłeś w drugą stronę? Myślę, że moje życie naprawdę nie miałoby sensu, gdybym nadal opierała je na twoich chudych, śmierdzących wódą barkach.
Myślałam, że zrozumiem. Później dotarło do mnie, że być może nadal nie dorosłam do tego, aby to pojąć.
I właśnie wtedy przyszedł on, położył mi rękę na udzie i powiedział: "Nie martw się, maleńka. Miłość jest zagadką, nawet nie próbuj jej rozwiązywać. Gdy przyjdzie czas, będziesz znała każde hasło i zrozumiesz."
Przeżywam teraz najlepsze i najgorsze chwile swojego życia. Najlepsze, bo jesteś obok, a najgorsze, ponieważ nie mogę cię nawet dotknąć.
- I co? Dużo lepiej odkąd odszedł, przestał cię kaleczyć i wyniszczać, prawda?
- Nie. Nawidoczniej jestem masochistką, ponieważ tęsknię za tym bólem.
W ósmym roku naszej znajomości doszłam do wniosku, że jesteś moją prywatną morfiną. Że nie kręci mi się po Tobie w głowie, nie mam halucynacji i kontroluję swój umysł. Ale jestem wybitnie wówczas rozluźniona, wesoła i lekko podchodzę do wszystkich spraw. Mam dystans. Czuję się wtedy, jakbym była wszechmogąca, zdolna osiągnąć wszystko – nawet w końcu cię we mnie rozkochać. Problem w tym, że kiedy tej morfiny brakło, nie miałam już takiej wiary w siebie. I usychałam. Ty nadal niezmiennie wracałeś do mnie - [...]
- Już nigdy nie będziesz miała szansy pokochać mnie "od pierwszego wejrzenia".
- Nie szkodzi. Każdego dnia kocham cię na nowo. To zawsze jest "pierwsze wejrzenie". Dlatego wiem, że nigdy mi się nie znudzisz.
Miewam taki przebłysk beznadziei, że znów widzę siebie zaplątaną w te puste, niebieskie oczy i zapach taniego wina. Bywają momenty, że znów mam ochotę wsadzić fajkę do ust i iść z tobą za rękę, oddawać ci się bez końca, oddychać twoim oddechem.
Całe szczęście, że wolałeś ćpać niż mnie pokochać. Kto wie z kim, gdzie i czy w ogóle dziś bym żyła, gdyby nie twoja ignorancja.
Lubię, jak się na mnie patrzysz takim wzrokiem. Widzę wtedy szansę, wiesz? A jeśli wierzę w nas, to wszystko może się wydarzyć. Nawet miłość. To najpiękniejsze, czym życie mnie obdarowuje - NADZIEJA.
Jesteś jak jeż. Siedzisz obok mnie i chociaż bardzo bym chciała, nie mogę cię przytulić. Boję się, że mnie zranisz.
Za mocno wierzę, żeby zwątpić, a jednocześnie za bardzo wątpię, aby móc uwierzyć.
śliczna ta myśl... poruszyła mnie... dziękuję ...