17 grudnia 2020 roku, godz. 17:13 162,2°C

Świąteczne aromaty...
Po latach nieobecności kota w domu, złamałam się. Dzieci narzekały, że wszyscy ich znajomi mają jakieś zwierzątko, a im mama nie pozwoli… No i pewnego dnia pojawił się mały, rudy jak wiewiórka, puchaty kłębuszek. Ach, te wieczory spędzane na oglądaniu jego figli na kuchennej podłodze! Rósł szybko i coraz bardziej podbijał nasze serca. A inteligentna była bestyjka! No, złośliwy też był jak mało który kot. I humorzasty. Potrafił jednak spojrzeć na człowieka tymi złotobrązowymi ślepiami, więc i człowiek szybko potrafił zapomnieć wstyd, jaki przeżył po odkryciu, że przez cały dzień, w pracy, gromada ludzi oglądała jego sweter z malowniczo wygryzionymi trzema dziurami…
Ale to, co Rudy „zmalował” w pewną Wigilię, przeszło ludzkie pojęcie…
Tego roku choinka miała być wyjątkowa – wyhodowana we własnym ogrodzie jodełka, wykopana, wsadzona do donicy, by po świętach do ogrodu wrócić. Przygotowana, z trudem wtaszczona do salonu – czekała na pierniczki i ususzone plasterki pomarańczy, by połączyć z nimi swój aromat.
Niosąc te pachnące dekoracje minęłam się w drzwiach z Rudym.
– Kocie przebrzydły, ty swoją śmiercią nie zginiesz!!! – wrzasnęłam. Rodzina, zwabiona moim okrzykiem, po chwili płakała ze śmiechu. Przebrzydły złośliwiec pokazał „człowiekom”, czyje to drzewko, dumnie je „oznaczając”… No, skromnie uznał za swoją jedną, najniższą gałązkę… Łaskawiec… Choinka pozbawiona – profilaktycznie – kilku gałązek i dokładnie wymyta stała do pierwszej gwiazdki przy otwartym oknie. Pomarańczowe plasterki, razem z pierniczkami pachniały oszałamiająco na…półmisku. Woń jodły też zrobiła swoje. Ale i tak przez całe święta dyskretnie pociągałam nosem, sprawdzając zapach w salonie. A rodzina dyskretnie odwracała się, udając, że tego nie widzi…
A Rudy rzeczywiście swoją śmiercią nie zginął… Pomógł mu w tym myśliwy, który pomylił go chyba z lisem. Ach, to wiewiórkowe futro!

Kenzo Daria
 17 grudnia 2020 roku, godz. 22:48

Kiedyś mnie się przydarzyła większa kocia hojność. Podawałam lek strzykawką do pyszczka, kicia wydawała się spokojną, po czym zrobiła sus z blatu stołu wprost na mój brzuch, poleciało na bogato :) a ranę po drapnięciu miałam dłuższą niż ona ogon:) od lat mam z łobuzami do czynienia, więc już mogę się tylko śmiać z ich praw :))
Życzę wygranej :))

maba Ewka... albo nie
 17 grudnia 2020 roku, godz. 22:25

@Kenzo teraz to i ja się z tego śmieję, ale w tamtą Wigilię nie było mi do śmiechu w tym zimnym salonie :))) A ten dziurawy sweter to mi ludzie do dziś pamiętają :))

Kenzo Daria
 17 grudnia 2020 roku, godz. 22:21

Będę się śmiała cały wieczór :))
I za każdym razem, kiedy wyobrażę sobie tę scenę :))

kati75 Kati
 17 grudnia 2020 roku, godz. 22:03

Haha 😂Tak mi się zdaje ,że Rudy nieraz podlał choinkę 😁Jak sobie spokojnie w ogródku rosła🙂

scorpion Gajowy
 17 grudnia 2020 roku, godz. 20:32

Jeśli miałbym zagłosować w tym konkursie, to na tę anegdotę właśnie.