Spacer, który mógł być [...] – Przemio
W tym miejscu znajdziesz opinie do tekstu, którego autorem jest Przemio — zgromadziliśmy 3 opinie.
...::Bunkry::...
Spacer, który mógł być naszym ostatnim zaczął się radośnie Oazą podczas której siostra Jonasza pobłogosławiła nas Krzyżykiem, rysując Go na naszych czołach. Uzbrojeni w Boże Błogosławieństwo ruszyliśmy na nocny spacer. Szybko marsz przerwał Szymon, który uprzytomnił sobie, że musi wracać do domu, więc żeby samotnie nie wracał przez miejską dzicz, wsadziłem go do samochodu i odwiozłem a reszta grupy ruszyła szturmem na Żabkę. Umówiliśmy się, że gdzieś w drodze się spotkamy i faktycznie w blasku latarni odnaleźliśmy swe cienie. Skompletowani ruszyliśmy umownie na północ, kierując się nad Zalew. Tam zostaliśmy dość chłodno przywitani przez wędkarzy, bo swym świergoleniem spłoszyliśmy wszystkie ryby. Nikt z nas świadomie nie pcha się do gipsu, więc przyśpieszyliśmy kroku, zwalniając dopiero przy naszym mostku i chociaż to nie morskie molo to jednak jest coś magicznego w tym miejscu. Rzeczka płynąca z wolna ? Ujadanie psów ? Krzaki ? A może po prostu wspomnienia. Sam nie wiem, jednak coś nas tu zawsze ciągnie.
opowiadanie • 1 października 2010, 11:51
W planach mieliśmy bunkry, więc gdy już nacieszyliśmy swe egzystencjalne podniebienie, pomaszerowaliśmy w górę, schodkami na Osiedle Słowiańskie aby na nim pozostawić Monikę. Bezpiecznie odstawioną koleżankę pożegnaliśmy i ruszyliśmy na Kraszewice tym razem odprowadzić Hanię. Po drodze niewinny pajączek miał spotkanie trzeciego stopnia z butem Asi w konsekwencji powąchał od spodu podeszwę buta. Uszczupleni o kilka osób, wreszcie ruszyliśmy na bunkry. Czekaliśmy na to cały tydzień. Nie dlatego, że oczekiwanie to cnota dzięki której później lepiej smakuje. Po prostu musieliśmy się zaopatrzyć w latarki i wolny czas. Odpalając światełka ruszyliśmy przez pokrzywy i inne zielska tylko po to aby po chwili odbić się od kłódki. Niestety, ktoś zaryglował wszystkie wejścia, więc musieliśmy się obejść smakiem i pozostawić bunkry w spokoju, jednak adrenalina poprzepalała nam kabelki od rozsądku i poszliśmy przed siebie brzegiem rzeki wprost w chaszcze. Może i było ciemno i złowrogo, jednak nam towarzyszył dobry nastrój, bo przecież kto mądry by chodził nocą po krzach ? Więc wcale się nie przejmowaliśmy cieniami i drzewami które tak jakby za nami zarastały ścieżkę. Prowadząc za rękę tak błędną filozofię wkrótce się przekonaliśmy, że jednak są inni śmiałkowie. Na przypadkowym mostku łączącym dwa brzegi, stali jacyś panowie w dresach. Pierwsze skojarzenie, że to sportowcy, jednak prawdziwy sportowiec nie jara. Dźwięk tłuczonego szkła wykluczył również ustawkę by zagrać w Scrabble. Bez ciągnięcia losów, padło na mnie, że ja pierwszy wejdę na mostek aby jak Samiec Alfa poprowadzić bezpiecznie swe stado na drugą stronę. Krocząc po kładce czułem, że atmosfera w powietrzu się zagęszcza, bo swymi spojrzeniami mierzyli mnie i ważyli, oceniając na oko ile kosztowności mogę mieć przy sobie. Nie wiem czy to Opatrzność Boże sprawiła a może złowrogi but Asi ale udało się nam bezpiecznie minąć tych dżentelmenów. W oddali widzieliśmy już oznaki cywilizacji w postaci zapalonej latarni, więc nasze serca przyśpieszyły od truchtu do sprintu, ciesząc się radośnie i unosząc do góry jak spłoszone gołębie, jednak Karol znany ze swych samobójczych odzywek zawołał: „HA ! Przestraszyli się nas !” Jego Słowa nie pozostały bez echa i bardzo szybko cięta riposta uderzyła go w twarz. Padł na ziemię jak kłoda, uświadamiająca sobie, że została oddzielona od korzenia. W tym momencie testosteron się we mnie zbuntował i przejął władzę nad ciałem, więc nawet nie myśląc podbiegłem do kolesia prezentując mój argument. Nie miał zbyt wiele do powiedziana. Zdążył powiedzieć jedynie: „Ałć”. Czułem, że nadeszło moje pięć minut, więc zawołałem: „Który następny, hmm ?” i wymierzyłem prawym sierpowym w koleszkę, który stał przede mną, przy czym mocno się przechyliłem do przodu aby jego pieść przeleciała nad moją głową. Prostując się, prawą rękę zgiąłem na kształt trójkąta i przystawiłem do głowy, formując wysoką gardę w którą celnie trafił kolejny dres. Miał pecha, bo w tym momencie moja lewa ręka nabierała prędkości kierując się w jego brodę. Zostało jeszcze dwóch. Oblizując palce jak smakosz testujący wykwintne danie rzekłem: „Widzę, że szykuje się grill”. Nie zrozumieli, więc dodałem: „Tyle tu surowego mięsa”.
Leonardo da Vinci jest znany z tego, że namalował tajemniczy uśmiech Mona lizy. W tym momencie zgroza namalowała równie piękne działo ukazując na twarzach obraz strachu i paniki. Zwiali. Z Mateuszem pomogliśmy Karolowi wstać a dziewczyny obczepały go z kurzu. Otworzył usta by coś powiedzieć, jednak mu przerwałem mówiąc: „Spadajmy stąd”. Znów tradycyjnie obraliśmy trasę na północ, odprowadzając Anię i Asię i tak dotarliśmy do punktu wyjścia czyli pod plebanię, wsiedliśmy do samochodu i bezpiecznie wróciliśmy do domu.
... niebezpieczny ten Karol bywa...
:-))
chodziło o bunkry a wyszło jak wyszło ; DD
Kurde, za diabła nie mogę złapać wątku przewodniego opowiadania, poza tym, że bohater bije na głowę Supermana. ;)
Pozdrawiam.
Reklama
Partnerzy
Cytaty.eu - aforyzmy i sentencje Aforyzmy, Cytaty, aforyzmy, sennik Moje-Cytaty.com, Zamyslenie.pl - Aforyzmy dla Ciebie, Aforyzmy i cytaty