Spacer, który mógł być [...] – Przemio

W tym miejscu znajdziesz opinie do tekstu, którego autorem jest Przemio — zgromadziliśmy 3 opinie.

...::Bunkry::...

Spa­cer, który mógł być naszym os­tatnim zaczął się ra­dośnie Oazą pod­czas której sios­tra Jo­nasza pobłogosławiła nas Krzyżykiem, ry­sując Go na naszych czołach. Uz­bro­jeni w Boże Błogosławieństwo ruszy­liśmy na noc­ny spa­cer. Szyb­ko mar­sz przer­wał Szy­mon, który up­rzy­tom­nił so­bie, że mu­si wra­cać do do­mu, więc żeby sa­mot­nie nie wra­cał przez miej­ską dzicz, wsadziłem go do sa­mocho­du i od­wiozłem a reszta gru­py ruszyła sztur­mem na Żabkę. Umówi­liśmy się, że gdzieś w drodze się spot­ka­my i fak­tycznie w blas­ku la­tar­ni od­na­leźliśmy swe cienie. Skom­ple­towa­ni ruszy­liśmy umow­nie na północ, kierując się nad Za­lew. Tam zos­ta­liśmy dość chłod­no przy­wita­ni przez wędkarzy, bo swym świer­go­leniem spłoszy­liśmy wszys­tkie ry­by. Nikt z nas świado­mie nie pcha się do gip­su, więc przyśpie­szy­liśmy kro­ku, zwal­niając do­piero przy naszym mos­tku i cho­ciaż to nie mor­skie mo­lo to jed­nak jest coś ma­giczne­go w tym miej­scu. Rzeczka płynąca z wol­na ? Uja­danie psów ? Krza­ki ? A może po pros­tu wspom­nienia. Sam nie wiem, jed­nak coś nas tu zaw­sze ciągnie.
W pla­nach mieliśmy bun­kry, więc gdy już na­cie­szy­liśmy swe egzys­ten­cjal­ne pod­niebienie, po­masze­rowa­liśmy w górę, schod­ka­mi na Osied­le Słowiańskie aby na nim po­zos­ta­wić Mo­nikę. Bez­pie­cznie od­sta­wioną ko­leżankę pożeg­na­liśmy i ruszy­liśmy na Krasze­wice tym ra­zem od­pro­wadzić Ha­nię. Po drodze niewin­ny pajączek miał spot­ka­nie trze­ciego stop­nia z bu­tem Asi w kon­sekwen­cji powąchał od spo­du po­deszwę bu­ta. Uszczup­le­ni o kil­ka osób, wreszcie ruszy­liśmy na bun­kry. Cze­kaliśmy na to cały tydzień. Nie dla­tego, że ocze­kiwa­nie to cno­ta dzięki której później le­piej sma­kuje. Po pros­tu mu­sieliśmy się zaopat­rzyć w la­tar­ki i wol­ny czas. Od­pa­lając światełka ruszy­liśmy przez pok­rzy­wy i in­ne ziel­ska tyl­ko po to aby po chwi­li od­bić się od kłódki. Nies­te­ty, ktoś za­ryg­lo­wał wszys­tkie wejścia, więc mu­sieliśmy się obejść sma­kiem i po­zos­ta­wić bun­kry w spo­koju, jed­nak ad­re­nali­na pop­rze­palała nam ka­bel­ki od rozsądku i poszliśmy przed siebie brze­giem rze­ki wprost w chaszcze. Może i było ciem­no i złow­ro­go, jed­nak nam to­warzyszył dob­ry nas­trój, bo prze­cież kto mądry by chodził nocą po krzach ? Więc wca­le się nie przej­mo­waliśmy cieniami i drze­wami które tak jak­by za na­mi za­ras­tały ścieżkę. Pro­wadząc za rękę tak błędną fi­lozo­fię wkrótce się prze­kona­liśmy, że jed­nak są in­ni śmiałko­wie. Na przy­pad­ko­wym mos­tku łączącym dwa brze­gi, sta­li ja­cyś pa­nowie w dre­sach. Pier­wsze sko­jarze­nie, że to spor­towcy, jed­nak praw­dzi­wy spor­to­wiec nie ja­ra. Dźwięk tłuczo­nego szkła wyk­luczył również us­tawkę by zag­rać w Scrab­ble. Bez ciągnięcia losów, padło na mnie, że ja pier­wszy wejdę na mos­tek aby jak Sa­miec Al­fa pop­ro­wadzić bez­pie­cznie swe sta­do na drugą stronę. Krocząc po kład­ce czułem, że at­mosfe­ra w po­wiet­rzu się zagęszcza, bo swy­mi spoj­rze­niami mie­rzy­li mnie i ważyli, oce­niając na oko ile kosztow­ności mogę mieć przy so­bie. Nie wiem czy to Opat­rzność Boże spra­wiła a może złow­ro­gi but Asi ale udało się nam bez­pie­cznie minąć tych dżen­telmenów. W od­da­li widzieliśmy już oz­na­ki cy­wili­zac­ji w pos­ta­ci za­palo­nej la­tar­ni, więc nasze ser­ca przyśpie­szyły od truchtu do sprin­tu, ciesząc się ra­dośnie i unosząc do góry jak spłoszo­ne gołębie, jed­nak Ka­rol zna­ny ze swych sa­mobójczych odzy­wek za­wołał: „HA ! Przes­traszy­li się nas !” Je­go Słowa nie po­zos­tały bez echa i bar­dzo szyb­ko cięta ri­pos­ta uderzyła go w twarz. Padł na ziemię jak kłoda, uświada­miająca so­bie, że zos­tała od­dzielo­na od korze­nia. W tym mo­men­cie tes­toste­ron się we mnie zbun­to­wał i przejął władzę nad ciałem, więc na­wet nie myśląc pod­biegłem do ko­lesia pre­zen­tując mój ar­gu­ment. Nie miał zbyt wiele do po­wie­dziana. Zdążył po­wie­dzieć je­dynie: „Ałć”. Czułem, że na­deszło mo­je pięć mi­nut, więc za­wołałem: „Który następny, hmm ?” i wy­mie­rzyłem pra­wym sier­po­wym w ko­leszkę, który stał prze­de mną, przy czym moc­no się przechy­liłem do przo­du aby je­go pieść prze­leciała nad moją głową. Pros­tując się, prawą rękę zgiąłem na kształt trójkąta i przys­ta­wiłem do głowy, for­mując wy­soką gardę w którą cel­nie tra­fił ko­lej­ny dres. Miał pecha, bo w tym mo­men­cie mo­ja le­wa ręka na­bierała prędkości kierując się w je­go brodę. Zos­tało jeszcze dwóch. Ob­li­zując pal­ce jak sma­kosz tes­tujący wyk­win­tne da­nie rzekłem: „Widzę, że szy­kuje się grill”. Nie zro­zumieli, więc do­dałem: „Ty­le tu su­rowe­go mięsa”.
Leonar­do da Vin­ci jest zna­ny z te­go, że na­malo­wał ta­jem­niczy uśmiech Mo­na li­zy. W tym mo­men­cie zgro­za na­malo­wała równie piękne działo uka­zując na twarzach ob­raz strachu i pa­niki. Zwiali. Z Ma­teu­szem po­mog­liśmy Ka­rolo­wi wstać a dziew­czy­ny ob­cze­pały go z kurzu. Ot­worzył us­ta by coś po­wie­dzieć, jed­nak mu przer­wałem mówiąc: „Spa­daj­my stąd”. Znów tra­dycyj­nie ob­ra­liśmy trasę na północ, od­pro­wadzając Anię i Asię i tak do­tar­liśmy do pun­ktu wyjścia czy­li pod ple­banię, wsied­liśmy do sa­mocho­du i bez­pie­cznie wróci­liśmy do do­mu.

opowiadanie • 1 października 2010, 11:51

... niebez­pie­czny ten Ka­rol bywa...

:-)) 

chodziło o bun­kry a wyszło jak wyszło ; DD 

Kur­de, za diabła nie mogę złapać wątku prze­wod­niego opo­wiada­nia, po­za tym, że bo­hater bi­je na głowę Su­per­ma­na. ;)
Pozdrawiam. 

Facebook
Reklama
Partnerzy

Blok

Cy­taty.eu - afo­ryz­my i sen­ten­cje Afo­ryz­my, Cy­taty, afo­ryz­my, sen­nik Moje-Cytat­y.com, Za­mys­le­nie.pl - Afo­ryz­my dla Ciebie, Aforyzmy i cy­taty

Reklama
Autorzy
Herling-Grudziński Akutagawa Terakowska

Wichura

Użytkownicy
O P Q
Reklama