Slawon w zdumieniu patrzył [...] – Kadet

W tym miejscu znajdziesz opinie do tekstu, którego autorem jest Kadet — zgromadziliśmy 0 opinii.

Karczmarz cz.4

Sla­won w zdu­mieniu pat­rzył to na jed­ne­go, to na dru­giego mężczyznę. Pęd wy­darzeń w dniu dzi­siej­szym przyp­ra­wiał go o ból głowy.
- No, ruszże się wreszcie! – przy­nag­lił go Waldon.
- Ale kar­czma…goście… - wy­mam­ro­tał karczmarz.
- Och, jes­tem pew­ny, że pański po­moc­nik po­radzi so­bie bez prob­lemów – rzekł Kra­sen, z nieuk­ry­waną iro­nią w głosie – ob­serwuję go przez pół dnia i widzę, że świet­nie so­bie poczyna.
- Po­moc­nik? Ja­ki…Ach, tak, oczy­wiście. Mój po­moc­nik… - Sla­won z tru­dem za­pano­wał nad sobą, widząc iro­niczny uśmiech na twarzy królew­skiego człowieka – Tak tak, oczy­wiście. Za­tem chodźmy.
Usied­li przy sto­le, który tak upo­dobał so­bie człowiek w znoszo­nym płaszczu podróżnym. On sam siadł na „swoim” miej­scu przy ścianie, po pra­wej mając gro­dodzierżcę, a po le­wej kar­czmarza. Te­raz, gdy Sla­won mógł mu się przyj­rzeć z blis­ka, zo­baczył twarz mniej więcej trzydzies­to­pięciolet­nią, ogorzałą i pooraną bruz­da­mi, naz­naczoną pas­kudną szramą na żuchwie. Zo­baczył też, że mężczyz­na ma od­cięty ka­wałek ucha.
- Mam wam coś ważne­go do prze­kaza­nia – zaczął Kra­sen, nie ba­wiąc się w kon­we­nan­se – po­nieważ jed­nak szy­kuje się dłuższa roz­mo­wa, pro­ponuję się na­pić, na koszt króla.
To mówiąc, skinął na przechodzącą nieopo­dal służącą i ka­zał przy­nieść an­tałek „Zielo­nego stouta”.
- Więc tak, do rzeczy. Jes­tem tu w pew­nej de­likat­nej spra­wie, z po­lece­nia króla Da­gora. Otóż niedaw­no miała miej­sce kradzież cen­nych do­kumentów, za­wierających ściśle taj­ne da­ne. Oto jest list króla, upo­ważniający oka­ziciela do podjęcia wszel­kich działań, mających na ce­lu odzys­ka­nie skradzionych do­kumentów – to mówiąc, wy­ciągnął spod płaszcza per­ga­min, po czym po­dał go Wal­do­nowi. Ten w sku­pieniu od­czy­tał treść pisma:
- „Oka­zicielo­wi te­go do­kumen­tu na­kazuję udzielić wszel­kiej zażąda­nej przez niego po­mocy i nie czy­nić żad­nych przeszkód w wy­kony­waniu po­wie­rzo­nego mu za­dania. Pod­pi­sano, Król Da­gor, wład­ca Tar­nu, Ra­lenu i Kon­ty, na­mies­tnik Pa­nol­tar, etc., etc.” Rzeczy­wiście… - wym­ruczał – wszys­tko się zgadza…
- Cieszę się za­tem. – tu Kra­sen zwrócił się do gro­dodzierżcy - Mniemam więc, że mogę liczyć na pełną swo­bodę działania na te­renie mias­ta, jak również po­moc waszą i waszych ludzi?
- Tak, tak, oczy­wiście – od­parł zapytany.
- To świet­nie! Dzi­wicie się pew­nie, cze­mu roz­ma­wiamy we trójkę, pod­czas gdy to zda­je się być spra­wa między mną, a Wal­do­nem. Otóż nie do końca – to mówiąc, od­wrócił się w stronę kar­czmarza, który już przeczu­wał, co za­raz usłyszy - jak udało mi się us­ta­lić, poszu­kiwa­ni prze­ze mnie ludzie znaj­dują się w pańskiej kar­czmie. W związku z tym mu­simy za­mienić słówko…proszę, oto i nasze zamówienie!
Ku zdu­mieniu Sla­wona, ociekających pianą kuf­li nie niosła służąca, ale Zek. To, co się stało później, trwało ułam­ki se­kund. Kiedy „no­wy pra­cow­nik kar­czmy” kładł os­tatni ku­fel przed Wal­do­nem, Kra­sen błys­ka­wicznie złapał go za rękę i za­darł rękaw je­go koszu­li, odsłaniając ja­kieś małe zna­mię, bądź znak, które­go jed­nak Sla­won nie doj­rzał. Led­wo na twarzy Kra­sena za­gościł ko­lej­ny trium­falno-iro­niczny uśmiech, zos­tał stamtąd zmy­ty przez bez­pośred­nie tra­fienie kuf­lem pi­wa, przez­naczo­nym pier­wotnie dla gro­dodzierżcy, ale os­ta­tecznie ob­darzo­nym przez Ze­ka no­wym za­daniem. Ten os­tatni jed­nak nie zdołał na­wet cofnąć ręki, gdy głucho stęknął, chwy­tając za wys­tającą z je­go brzucha ręko­jeść noża.
Pod­czas całego zajścia, Sla­won zdołał je­dynie roz­dziawić gębę, a Wal­don zdążył zer­wać sięz ławy. Na­tomiast Kra­sen odzys­kał już przy­tom­ność, po chwi­lowym zam­rocze­niu i lek­ce­ważąc krew broczącą ob­fi­cie z pas­kudnie zgrucho­tane­go no­sa, siłą po­sadził gro­dodzierżcę na miej­scu, po czym po­sadził Ze­ka obok siebie i wyszar­pnął z je­go trze­wi nóż, przys­pie­szając nieuniknione.
- Mil­czeć – war­knął – i słuchać co po­wiem. Ten skur­wy­syn – tu sztur­chnął stygnące ciało w żeb­ra – to je­den z tych, których tro­pię. Jeśli się nie mylę, to zos­tało jeszcze czte­rech i głowę dam, że zos­ta­li poin­formo­wani o naszej roz­mo­wie, co da­je gwa­ran­cję, że za­raz tu będą. W obec­nym sta­nie nie za­mie­rzam się z ni­mi mie­rzyć, a i wam bym to od­radzał – szczególnie was się to tyczy, gro­dodzierżco. Żad­nych dur­nych po­mysłów w sty­lu wzy­wania straży miej­skiej, chy­ba że mu­sicie pil­nie za­pełnić lo­kal­ny cmen­tarz. Te­go tu załat­wiłem przy­pad­ko­wo, z resztą będzie o wiele trud­niej. Tak więc daj­cie im wolną rękę – zacho­wywać się tak, jak­by to by­li zwyk­li podróżni. Wy nic nie wiecie. Ja się zmy­wam i za­bieram te­go tu­taj su­kin­sy­na – we właści­wym cza­sie się z wa­mi skontaktuję.
Po tych słowach, nim po­zos­ta­li dwaj zdążyli za­reago­wać, wziął Ze­ka pod ra­mię i zasłonił krwa­we pla­my na je­go ub­ra­niach wy­doby­tym skądś ka­wałkiem szma­ty, a scho­wał twarz pod głębo­kim kap­tu­rem i chwiej­nym, nies­pie­sznym kro­kiem udał się do wyjścia. „Iście dwóch kum­pli, którzy naz­byt pod­pi­li” – po­myślał Waldon.
Niecałą mi­nutę po tym, jak z kar­czmy wyszedł Kra­sen, do iz­by wpadło trzech to­warzyszy zmarłego. Na ich wi­dok Sla­won zro­bił naj­rozsądniej­szą rzecz, jaką mógł uczy­nić – zem­dlał.

opowiadanie • 9 lipca 2011, 00:51
Facebook
Reklama
Partnerzy

Blok

Cy­taty.eu - afo­ryz­my i sen­ten­cje Afo­ryz­my, Cy­taty, afo­ryz­my, sen­nik Moje-Cytat­y.com, Za­mys­le­nie.pl - Afo­ryz­my dla Ciebie, Aforyzmy i cy­taty

Reklama
Autorzy
Lem King Kazantzakis

Kadet

Użytkownicy
J K L
Reklama