Slawon w zdumieniu patrzył [...] – Kadet
W tym miejscu znajdziesz opinie do tekstu, którego autorem jest Kadet — zgromadziliśmy 0 opinii.
Karczmarz cz.4
Slawon w zdumieniu patrzył to na jednego, to na drugiego mężczyznę. Pęd wydarzeń w dniu dzisiejszym przyprawiał go o ból głowy.
opowiadanie • 9 lipca 2011, 00:51
- No, ruszże się wreszcie! – przynaglił go Waldon.
- Ale karczma…goście… - wymamrotał karczmarz.
- Och, jestem pewny, że pański pomocnik poradzi sobie bez problemów – rzekł Krasen, z nieukrywaną ironią w głosie – obserwuję go przez pół dnia i widzę, że świetnie sobie poczyna.
- Pomocnik? Jaki…Ach, tak, oczywiście. Mój pomocnik… - Slawon z trudem zapanował nad sobą, widząc ironiczny uśmiech na twarzy królewskiego człowieka – Tak tak, oczywiście. Zatem chodźmy.
Usiedli przy stole, który tak upodobał sobie człowiek w znoszonym płaszczu podróżnym. On sam siadł na „swoim” miejscu przy ścianie, po prawej mając grododzierżcę, a po lewej karczmarza. Teraz, gdy Slawon mógł mu się przyjrzeć z bliska, zobaczył twarz mniej więcej trzydziestopięcioletnią, ogorzałą i pooraną bruzdami, naznaczoną paskudną szramą na żuchwie. Zobaczył też, że mężczyzna ma odcięty kawałek ucha.
- Mam wam coś ważnego do przekazania – zaczął Krasen, nie bawiąc się w konwenanse – ponieważ jednak szykuje się dłuższa rozmowa, proponuję się napić, na koszt króla.
To mówiąc, skinął na przechodzącą nieopodal służącą i kazał przynieść antałek „Zielonego stouta”.
- Więc tak, do rzeczy. Jestem tu w pewnej delikatnej sprawie, z polecenia króla Dagora. Otóż niedawno miała miejsce kradzież cennych dokumentów, zawierających ściśle tajne dane. Oto jest list króla, upoważniający okaziciela do podjęcia wszelkich działań, mających na celu odzyskanie skradzionych dokumentów – to mówiąc, wyciągnął spod płaszcza pergamin, po czym podał go Waldonowi. Ten w skupieniu odczytał treść pisma:
- „Okazicielowi tego dokumentu nakazuję udzielić wszelkiej zażądanej przez niego pomocy i nie czynić żadnych przeszkód w wykonywaniu powierzonego mu zadania. Podpisano, Król Dagor, władca Tarnu, Ralenu i Konty, namiestnik Panoltar, etc., etc.” Rzeczywiście… - wymruczał – wszystko się zgadza…
- Cieszę się zatem. – tu Krasen zwrócił się do grododzierżcy - Mniemam więc, że mogę liczyć na pełną swobodę działania na terenie miasta, jak również pomoc waszą i waszych ludzi?
- Tak, tak, oczywiście – odparł zapytany.
- To świetnie! Dziwicie się pewnie, czemu rozmawiamy we trójkę, podczas gdy to zdaje się być sprawa między mną, a Waldonem. Otóż nie do końca – to mówiąc, odwrócił się w stronę karczmarza, który już przeczuwał, co zaraz usłyszy - jak udało mi się ustalić, poszukiwani przeze mnie ludzie znajdują się w pańskiej karczmie. W związku z tym musimy zamienić słówko…proszę, oto i nasze zamówienie!
Ku zdumieniu Slawona, ociekających pianą kufli nie niosła służąca, ale Zek. To, co się stało później, trwało ułamki sekund. Kiedy „nowy pracownik karczmy” kładł ostatni kufel przed Waldonem, Krasen błyskawicznie złapał go za rękę i zadarł rękaw jego koszuli, odsłaniając jakieś małe znamię, bądź znak, którego jednak Slawon nie dojrzał. Ledwo na twarzy Krasena zagościł kolejny triumfalno-ironiczny uśmiech, został stamtąd zmyty przez bezpośrednie trafienie kuflem piwa, przeznaczonym pierwotnie dla grododzierżcy, ale ostatecznie obdarzonym przez Zeka nowym zadaniem. Ten ostatni jednak nie zdołał nawet cofnąć ręki, gdy głucho stęknął, chwytając za wystającą z jego brzucha rękojeść noża.
Podczas całego zajścia, Slawon zdołał jedynie rozdziawić gębę, a Waldon zdążył zerwać sięz ławy. Natomiast Krasen odzyskał już przytomność, po chwilowym zamroczeniu i lekceważąc krew broczącą obficie z paskudnie zgruchotanego nosa, siłą posadził grododzierżcę na miejscu, po czym posadził Zeka obok siebie i wyszarpnął z jego trzewi nóż, przyspieszając nieuniknione.
- Milczeć – warknął – i słuchać co powiem. Ten skurwysyn – tu szturchnął stygnące ciało w żebra – to jeden z tych, których tropię. Jeśli się nie mylę, to zostało jeszcze czterech i głowę dam, że zostali poinformowani o naszej rozmowie, co daje gwarancję, że zaraz tu będą. W obecnym stanie nie zamierzam się z nimi mierzyć, a i wam bym to odradzał – szczególnie was się to tyczy, grododzierżco. Żadnych durnych pomysłów w stylu wzywania straży miejskiej, chyba że musicie pilnie zapełnić lokalny cmentarz. Tego tu załatwiłem przypadkowo, z resztą będzie o wiele trudniej. Tak więc dajcie im wolną rękę – zachowywać się tak, jakby to byli zwykli podróżni. Wy nic nie wiecie. Ja się zmywam i zabieram tego tutaj sukinsyna – we właściwym czasie się z wami skontaktuję.
Po tych słowach, nim pozostali dwaj zdążyli zareagować, wziął Zeka pod ramię i zasłonił krwawe plamy na jego ubraniach wydobytym skądś kawałkiem szmaty, a schował twarz pod głębokim kapturem i chwiejnym, niespiesznym krokiem udał się do wyjścia. „Iście dwóch kumpli, którzy nazbyt podpili” – pomyślał Waldon.
Niecałą minutę po tym, jak z karczmy wyszedł Krasen, do izby wpadło trzech towarzyszy zmarłego. Na ich widok Slawon zrobił najrozsądniejszą rzecz, jaką mógł uczynić – zemdlał.
Reklama
Partnerzy
Cytaty.eu - aforyzmy i sentencje Aforyzmy, Cytaty, aforyzmy, sennik Moje-Cytaty.com, Zamyslenie.pl - Aforyzmy dla Ciebie, Aforyzmy i cytaty