Południe minęło już dobrą [...] – Kadet
W tym miejscu znajdziesz opinie do tekstu, którego autorem jest Kadet — zgromadziliśmy 0 opinii.
Karczmarz cz.3
Południe minęło już dobrą godzinę temu. W karczmie wzmagał się ruch – ludzie schodzili się na obiad. Jak co dzień, możni zamawiali pieczyste, kaszę z ziołami i Fineralską żytnią (podobno najlepsza wódka w okolicy, a na pewno najdroższa), a do tego węgorzyki, krewetki i małże, gdyż karczma była oddalona zaledwie o trzy stajania od brzegu morza. Biedota zaś zadowalała się kapustą z grochem, czasem kaszą i pośledniejszym narybkiem. Slawon rozejrzał się po izbie. Większość twarzy znał, byli to stali klienci. W rogu po lewej siedzieli lokalni kupcy, którzy jak zwykle rozmawiali o cenach, targach, towarach i łapówkach („…najnowsze wieści? Podobno król Dagor ustanowił przymus drogowy! To nas niechybnie zrujnuje…”). Przy stole obok zasiadali rzemieślnicy cechowi, kultywując wojnę pomiędzy cechami, przerywaną sporadycznie sojuszem wymierzonym w partaczy („…ceny obniżyć? To trzeba rozumu nie mieć! Konkurencję nieuczciwą nam robicie!” „Zamknij mordę, taki synu! Znasz się na handlu jak moja teściowa! Co mieliśmy robić – my bierzemy dwa srebrne, a partacze – srebrny i pięć miedzianych. Na nich idź nawrzeszczeć!”). Stół naprzeciwko należał do wszelkiego rodzaju artystów – trubadurów, poetów, grajków i błaznów – zażarcie kłócących się o to, który zamtuz oferuje najlepsze usługi, marzących o zaproszeniu do Taranden i oskarżających się wzajem o plagiat, nieudolność i brak talentu. W drugim rogu sali zasiadali nieliczni rybacy, którzy już wrócili z połowu („mówię wam, szczupak był jak moja ręka!” „Nie pierdol Mizun, nie ma tak brudnych ryb…”) i bardzo liczne pospólstwo, jedzące szybko i w milczeniu, maksymalnie skupiając się na własnych miskach.
opowiadanie • 7 lipca 2011, 19:52
Po przeciwnej stronie izby zasiadali możni, odgrodzeni od reszty „pasem ziemi niczyjej”, na który składały się dwa puste stoły. Ci robili najwięcej hałasu. Wrzeszczeli, kłócili się, śmiali, wyzywali grubymi słowy, oskarżali, wyzywali na pojedynki, przechwalali się, gardłowali za i przeciw królowi, a przede wszystkim, bluzgali na radców miejskich z grododzierżcą Waldonem na czele.
-Tak… - pomyślał karczmarz – można by pomyśleć, że to zwykły, szary dzień. Może bym nawet zapomniał o wszystkim, gdyby nie…
Tu spojrzał na swego nowego „pomocnika” i „opiekuna” w jednym, który właśnie wytaczał z piwnicy beczkę piwa. Slawon nigdy by sięnie przyznał, ale mężczyzna zrobił na nim ogromne wrażenie. Mimo, że o nic nie pytał – ba! On w ogóle się nie odzywał – to jednak wszystkie czynności wykonywał nad wyraz sprawnie i nawet z pewną nonszalancją. Zawsze wiedział, co gdzie znaleźć i wydawał się znać karczmę nie gorzej od właściciela. Zaiste, intrygujące…
Tymczasem wzrok Slawona zawędrował do najdalszego kąta izby. Tam, w mroku, tyłem do ściany, siedział samotny mężczyzna, w znoszonym podróżnym płaszczu i z mieczem na kolanach. Pochylał się nad miską i w spokoju spożywał posiłek. Miało się jednak wrażenie, że obserwuje całą salę i świetnie wie o każdym poruszeniu.
Slawon po raz pierwszy ujrzał go dzisiaj rano, jak siedział dokładnie w tym samym miejscu, w identycznej pozycji. Nie wiedział ani kiedy tamten wszedł, ani czy od tamtego czasu gdzieś wychodził. Znamienny fakt, że choć mężczyzna był postacią z wyglądu bardzo intrygującą i na pierwszy rzut oka – obcym – to nikt nie zwracał na niego uwagi! Karczmarz ze zdumieniem uświadomił sobie, że jest bodaj jedyną osobą, która go zauważyła! Jeszcze dziwniejsze było to, że obcy siedział tam sam, podczas gdy zwykle roiło się tam od pijaków, awanturników, obdartych rzezimieszków, złodziei i wszelkiego „podejrzanego elementu”.
Slawon bał się zgadywać, kim tamten jest i czego tu szuka…
Wtem, do karczmy wkroczył Waldon, momentalnie zwracając na siebie całą uwagę. Gwar rozmów przycichł, w karczmie się uspokoiło. Grododzierżca rozejrzał się, próbując przyzwyczaić wzrok do panującego tu półmroku, po czym powoli ruszył w stronę lady, odpowiadając na mruczane zewsząd słowa pozdrowień.
- Witam szanownego grododzierżcę w moich skromnych progach! Czym chata bogata! – zawołał Slawon, wiedząc, że przybyły bardzo lubi, gdy się wspomina jego stanowisko.
- A witaj, nasz drogi jadłopodawco – odparł gromkim głosem Waldon – I nie mów „skromne progi”, bo zaraz wyniosę siędo „Białego Niedźwiedzia”!
- Pytanie, po co? Wszak wszyscy wiemy, że to był zdrowy niedźwiedź, a zbielał po skosztowaniu tamtejszego wiktu…
Żart ten wywołał na Sali salwę śmiechu. Był to zarazem sygnał, że ceremonia powitalna dobiegła końca i można wrócić do stygnących półmisków i przerwanych rozmów.
Teraz, gdy Waldon stanął przy ladzie i miał karczmarza na wyciągnięcie ręki, jego twarz się zmieniła. Opadła przyjazna maska, rysy twarzy stwardniały, a głos, teraz niemal szept, przybrał suchy, oficjalny ton:
- Słuchaj mnie uważnie Slawon, bo mam do ciebie trzy sprawy, a nie zamierzam się powtarzać. Po pierwsze, masz do końca tygodnia czas na zapłacenie zaległego cła i kary za przemyt w wysokości pięćdziesięciu srebrnych.
- Ale ja nie…
- Milcz i nie przerywaj! Po drugie, dziś wieczorem robię nalot na Twój magazyn. Jeśli jest tam coś, czego nie powinienem widzieć, to to zniszcz. I ostrzegam – następne najście bez ostrzeżenia. Uważam, że dług wyrównany i między nami już równo.
Karczmarz musiał w duszy przyznać, że to ostrzeżenie z nawiązką wyrównywało przysługę, którą kiedyś wyświadczył rozmówcy.
- Po trzecie wreszcie…chciałbym ci kogoś przedstawić.
To mówiąc, dał znak nieznajomemu, siedzącemu w kącie. Tamten skinął głową, bez pośpiechu schował miecz do pochwy i powolnym krokiem podszedł do lady, totalnie ignorując otoczenie.
- Witam. Jestem Krasen, wysłannik króla Dagora. Zapraszam panów do stołu.
Reklama
Partnerzy
Cytaty.eu - aforyzmy i sentencje Aforyzmy, Cytaty, aforyzmy, sennik Moje-Cytaty.com, Zamyslenie.pl - Aforyzmy dla Ciebie, Aforyzmy i cytaty