Południe minęło już dobrą [...] – Kadet

W tym miejscu znajdziesz opinie do tekstu, którego autorem jest Kadet — zgromadziliśmy 0 opinii.

Karczmarz cz.3

Połud­nie minęło już dobrą godzinę te­mu. W kar­czmie wzma­gał się ruch – ludzie schodzi­li się na obiad. Jak co dzień, możni za­mawiali pie­czys­te, kaszę z ziołami i Fi­neral­ską żyt­nią (po­dob­no naj­lep­sza wódka w oko­licy, a na pew­no naj­droższa), a do te­go węgorzy­ki, kre­wet­ki i małże, gdyż kar­czma była od­da­lona za­led­wie o trzy sta­jania od brze­gu morza. Biedo­ta zaś za­dowa­lała się ka­pustą z grochem, cza­sem kaszą i pośled­niej­szym na­ryb­kiem. Sla­won ro­zej­rzał się po iz­bie. Większość twarzy znał, by­li to sta­li klien­ci. W ro­gu po le­wej sie­dzieli lo­kal­ni kup­cy, którzy jak zwyk­le roz­ma­wiali o ce­nach, tar­gach, to­warach i łapówkach („…naj­now­sze wieści? Po­dob­no król Da­gor us­ta­nowił przy­mus dro­gowy! To nas nie­chyb­nie zruj­nu­je…”). Przy sto­le obok za­siada­li rze­mieślni­cy cecho­wi, kul­ty­wując wojnę po­między cecha­mi, prze­rywaną spo­radycznie so­juszem wy­mie­rzo­nym w par­taczy („…ce­ny ob­niżyć? To trze­ba ro­zumu nie mieć! Kon­ku­ren­cję nieu­czciwą nam ro­bicie!” „Zam­knij mordę, ta­ki sy­nu! Znasz się na han­dlu jak mo­ja teściowa! Co mieliśmy ro­bić – my bie­rze­my dwa sreb­rne, a par­tacze – sreb­rny i pięć mie­dzianych. Na nich idź naw­rzeszczeć!”). Stół nap­rze­ciw­ko na­leżał do wszel­kiego rodza­ju ar­tystów – tru­badurów, poetów, grajków i błaznów – zażar­cie kłócących się o to, który zam­tuz ofe­ruje naj­lep­sze usługi, marzących o zap­rosze­niu do Ta­ran­den i os­karżających się wza­jem o pla­giat, nieudol­ność i brak ta­len­tu. W dru­gim ro­gu sa­li za­siada­li nieliczni ry­bacy, którzy już wróci­li z połowu („mówię wam, szczu­pak był jak mo­ja ręka!” „Nie pier­dol Mi­zun, nie ma tak brud­nych ryb…”) i bar­dzo liczne pospólstwo, jedzące szyb­ko i w mil­cze­niu, mak­sy­mal­nie sku­piając się na włas­nych miskach.
Po prze­ciw­nej stro­nie iz­by za­siada­li możni, od­grodze­ni od reszty „pa­sem ziemi niczy­jej”, na który składały się dwa pus­te stoły. Ci ro­bili naj­więcej hałasu. Wrzeszcze­li, kłóci­li się, śmiali, wy­zywa­li gru­bymi słowy, os­karżali, wy­zywa­li na po­jedyn­ki, przechwa­lali się, gardłowa­li za i prze­ciw królo­wi, a prze­de wszys­tkim, bluz­ga­li na radców miej­skich z gro­dodzierżcą Wal­do­nem na czele.
-Tak… - po­myślał kar­czmarz – można by po­myśleć, że to zwykły, sza­ry dzień. Może bym na­wet za­pom­niał o wszys­tkim, gdy­by nie…
Tu spoj­rzał na swe­go no­wego „po­moc­ni­ka” i „opieku­na” w jed­nym, który właśnie wy­taczał z piw­ni­cy beczkę pi­wa. Sla­won nig­dy by sięnie przyz­nał, ale mężczyz­na zro­bił na nim og­romne wrażenie. Mi­mo, że o nic nie py­tał – ba! On w ogóle się nie odzy­wał – to jed­nak wszys­tkie czyn­ności wy­kony­wał nad wy­raz spraw­nie i na­wet z pewną non­sza­lan­cją. Zaw­sze wie­dział, co gdzie zna­leźć i wy­dawał się znać kar­czmę nie gorzej od właści­ciela. Zais­te, intrygujące…
Tym­cza­sem wzrok Sla­wona zawędro­wał do naj­dal­sze­go kąta iz­by. Tam, w mro­ku, tyłem do ściany, sie­dział sa­mot­ny mężczyz­na, w znoszo­nym podróżnym płaszczu i z mie­czem na ko­lanach. Pochy­lał się nad miską i w spo­koju spożywał po­siłek. Miało się jed­nak wrażenie, że ob­serwu­je całą salę i świet­nie wie o każdym poruszeniu.
Sla­won po raz pier­wszy uj­rzał go dzi­siaj ra­no, jak sie­dział dokład­nie w tym sa­mym miej­scu, w iden­tycznej po­zyc­ji. Nie wie­dział ani kiedy tam­ten wszedł, ani czy od tam­te­go cza­su gdzieś wychodził. Zna­mien­ny fakt, że choć mężczyz­na był pos­ta­cią z wyglądu bar­dzo in­try­gującą i na pier­wszy rzut oka – ob­cym – to nikt nie zwra­cał na niego uwa­gi! Kar­czmarz ze zdu­mieniem uświado­mił so­bie, że jest bo­daj je­dyną osobą, która go zauważyła! Jeszcze dziw­niej­sze było to, że ob­cy sie­dział tam sam, pod­czas gdy zwyk­le roiło się tam od pi­jaków, awan­turników, ob­dartych rze­zimie­szków, złodziei i wszel­kiego „po­dej­rza­nego elementu”.
Sla­won bał się zga­dywać, kim tam­ten jest i cze­go tu szuka…
Wtem, do kar­czmy wkroczył Wal­don, mo­men­talnie zwra­cając na siebie całą uwagę. Gwar rozmów przy­cichł, w kar­czmie się us­po­koiło. Gro­dodzierżca ro­zej­rzał się, próbując przyz­wyczaić wzrok do pa­nujące­go tu półmro­ku, po czym po­woli ruszył w stronę la­dy, od­po­wiadając na mrucza­ne zew­sząd słowa pozdrowień.
- Wi­tam sza­now­ne­go gro­dodzierżcę w moich skrom­nych pro­gach! Czym cha­ta bo­gata! – za­wołał Sla­won, wiedząc, że przy­były bar­dzo lu­bi, gdy się wspo­mina je­go stanowisko.
- A wi­taj, nasz dro­gi jadłopo­daw­co – od­parł grom­kim głosem Wal­don – I nie mów „skrom­ne pro­gi”, bo za­raz wy­niosę siędo „Białego Niedźwiedzia”!
- Py­tanie, po co? Wszak wszys­cy wiemy, że to był zdro­wy niedźwiedź, a zbielał po skoszto­waniu tam­tej­sze­go wiktu…
Żart ten wy­wołał na Sa­li salwę śmie­chu. Był to za­razem syg­nał, że ce­remo­nia po­wital­na do­biegła końca i można wrócić do stygnących półmisków i przer­wa­nych rozmów.
Te­raz, gdy Wal­don stanął przy ladzie i miał kar­czmarza na wy­ciągnięcie ręki, je­go twarz się zmieniła. Opadła przy­jaz­na mas­ka, ry­sy twarzy stwar­dniały, a głos, te­raz niemal szept, przyb­rał suchy, ofic­jalny ton:
- Słuchaj mnie uważnie Sla­won, bo mam do ciebie trzy spra­wy, a nie za­mie­rzam się pow­tarzać. Po pier­wsze, masz do końca ty­god­nia czas na zapłace­nie za­ległego cła i ka­ry za prze­myt w wy­sokości pięćdziesięciu srebrnych.
- Ale ja nie…
- Mil­cz i nie prze­rywaj! Po dru­gie, dziś wie­czo­rem ro­bię na­lot na Twój ma­gazyn. Jeśli jest tam coś, cze­go nie po­winienem widzieć, to to zniszcz. I os­trze­gam – następne najście bez os­trzeżenia. Uważam, że dług wyrówna­ny i między na­mi już równo.
Kar­czmarz mu­siał w duszy przyz­nać, że to os­trzeżenie z na­wiązką wyrówny­wało przysługę, którą kiedyś wyświad­czył rozmówcy.
- Po trze­cie wreszcie…chciałbym ci ko­goś przedstawić.
To mówiąc, dał znak niez­na­jome­mu, siedzące­mu w kącie. Tam­ten skinął głową, bez pośpie­chu scho­wał miecz do pochwy i po­wol­nym kro­kiem pod­szedł do la­dy, to­tal­nie ig­no­rując otoczenie.
- Wi­tam. Jes­tem Kra­sen, wysłan­nik króla Da­gora. Zap­raszam panów do stołu.

opowiadanie • 7 lipca 2011, 19:52
Facebook
Reklama
Partnerzy

Blok

Cy­taty.eu - afo­ryz­my i sen­ten­cje Afo­ryz­my, Cy­taty, afo­ryz­my, sen­nik Moje-Cytat­y.com, Za­mys­le­nie.pl - Afo­ryz­my dla Ciebie, Aforyzmy i cy­taty

Reklama
Autorzy
Einstein Schmitt Dostojewski

Kadet

Użytkownicy
J K L
Reklama