Ocknął się w swoim [...] – Kadet

W tym miejscu znajdziesz opinie do tekstu, którego autorem jest Kadet — zgromadziliśmy 0 opinii.

Karczmarz cz.5

Oc­knął się w swoim po­koju, leżąc we włas­nym łóżku. Przy sto­le sie­dział Wal­don, pod­pierając zmęczoną twarz obiema ręka­mi. Jed­nak to siedzący obok łóżka me­dyk (skąd on się tu wziął) odez­wał się pierwszy:
- No, całe szczęście, że się wreszcie oc­knął – już zaczy­nałem się niepo­koić!
- Co ja tu ro­bię? Cze­mu leżę w łóżku? Co się stało?… - kar­czmarz za­dawał py­tania co­raz szyb­ciej, jed­nak przy trze­cim za­milkł, gdyż wy­darze­nia których był świad­kiem odżyły w je­go pamięci.
- Spo­koj­nie, niech nie pa­niku­je. Dob­rodziej jest w szo­ku, ale to mi­nie. Cza­sowa ut­ra­ta przy­tom­ności, to przez nad­miar wrażeń. Dob­rodziej po­leży dzień, góra dwa i wszys­tko będzie w porządku.
- Nig­dzie nie będę leżał! – Sla­won wys­koczył z łóżka (wraz z przypływem wspom­nień wra­cała mu również spraw­ność ciała) i za­toczył na ścianę – Nie ma mo­wy! Nic mi nie jest!
Me­dyk spoj­rzał na niego wymownie.
- Tak…widzę…Dob­rodziej się nie gorączku­je, bo za­raz znów odpłynie – wyrzekł fleg­ma­tycznie me­dyk – ja do nicze­go nie zmuszam, je­no radzę. Jak będzie chciał, to posłucha, jak nie – je­go sprawa…
- Otóż to! – kar­czmarza co­raz bar­dziej iry­tował sposób mówienia me­dyka – Dokład­nie tak będzie. Za­tem bar­dzo dziękuję za po­moc i życzę miłego popołudnia…
A widząc niez­de­cydo­wanie me­dyka dodał:
- Te­raz dob­rodziej wyj­dzie. Pójdzie podręczyć in­nych bied­nych ludzi!
Me­dyk spoj­rzał krzy­wo na Sla­wona, później przez ok­no na dwór, gdzie za­padał już zmrok, następnie wzruszył ra­miona­mi i wyszedł bez słowa. Wte­dy do­piero odez­wał się Waldon:
- No, na­reszcie. Już myślałem, że będziesz do jut­ra uda­wał nieboszczy­ka. A tu pil­nie pot­rze­ba działać…
- Naj­pierw cze­kam na wy­jaśnienia! – przer­wał mu Sla­won – Ile cza­su ja tu leżałem? Co się stało z tym chędożonym Kra­senem? I kim on do czor­ta w ogóle jest?
- Ano, pół dnia prze­leżałeś w tej iz­bie. Już się bałem, że się nie obudzisz… Co do Kra­sena, to gdy wyszedł z kar­czmy z tym nieboszczy­kiem pod pachą, to słuch po nim za­ginął. Ka­załem go szu­kać, ale bez­sku­tecznie. Co cieka­we, tru­pa też nig­dzie nie znaleziono…
Py­tasz, kim on jest… Ano, widzi mi się, że jest jed­nym z tych, co to mogą wszys­tko i od­po­wiadają tyl­ko przed Je­go Wy­sokością Królem Dagorem…
- Pięknie! – war­knął kar­czmarz – Cu­dow­nie! Gorzej już być nie mogło! Ale srał pies te­go ty­pa – na ra­zie prze­padł gdzieś, a ja mam na kar­ku czte­rech żądnych krwi ban­dytów. Może tak ruszyłbyś swój czer­stwy zad i zro­bił to, co do gro­dodzierżcy należy!
- Czy­li co? – Wal­don zmie­rzył rozmówcę zdzi­wionym wzrokiem.
- Czy­li przer­wał słod­kie nieróbstwo, opil­stwo i pochędóżkę tym wałko­niom, którzy na­zywają się strażą miej­ską i areszto­wał tam­tych oprychów!
Twarz Wal­do­na zro­biła się czer­wo­na jak bu­rak, a on sam zaz­grzy­tał zęba­mi. Nie było ta­jem­nicą, że pod­le­gającą mu straż miej­ską (ka­pita­na straży uz­nał za niekom­pe­ten­tne­go i sam pos­ta­nowił przejąć je­go obo­wiązki) uważał za niez­wykle karną, sprawną i świet­nie wyszko­loną. Zwykł ma­wiać, że każda for­macja przyj­mu­je zwycza­je swe­go dowódcy…
- Nie… Widzę, że da­lej nie ro­zumiesz… - gro­dodzierżca wy­mawiał słowa po­woli i do­bit­nie, trzęsąc się z gniewu – Do moich głównych za­dań na­leży słuchać króla i tych, którzy prze­mawiają w je­go imieniu. A nie da­lej jak dziś koło połud­nia je­den z ta­kowych wysłan­ników królew­skich wy­raźnie zab­ro­nił mi po­dej­mo­wania ta­kich działań.
- A co z porządkiem w mieście? Z bez­pie­czeństwem oby­wate­li? Ze spra­wied­li­wością i porządkiem? Wy­dawało mi się, że to są główne za­dania grododzierżcy!
Wal­don spoj­rzał z iro­nią na karczmarza:
- Źle ci się wy­dawało. Te­raz radziłbym ci się us­po­koić i przy­goto­wać do roz­mo­wy z ludźmi, którzy dziś ra­no za­mie­szka­li w two­jej gos­podzie. Coś mi się zda­je, że nie będziesz długo cze­kać. I radzę dob­rze pa­miętać, o czym mówił Kra­sen…chy­ba, że szu­kasz prob­lemów. I mała ra­da ode mnie – w spra­wach, które cię prze­ras­tają, zaw­sze przyj­muj pos­tawę pion­ka. Nig­dy nie próbuj być figurą…
Po tych słowach wyszedł, zos­ta­wiając Sla­wona z bar­dzo głupim wy­razem twarzy.
Kar­czmarzo­wi nie po­zos­ta­wało nic in­ne­go, jak posłuchać ra­dy Wal­do­na. Zaczął od dop­ro­wadze­nia do porządku siebie, oraz swo­jego po­koju. Gdy już upo­rał się z tym za­daniem, za­siadł do ksiąg rachun­ko­wych, su­mując ko­lum­ny liczb, pla­nując no­we dos­ta­wy, licząc zys­ki i kom­bi­nując, jak­by tu oszu­kać kupców. Z początku szło mu nies­po­ro, ale wraz z upływem cza­su radził so­bie co­raz le­piej, aż wreszcie całkiem pochłonęła go wy­kony­wana pra­ca. Nim się spos­trzegł, dzwo­ny w ra­tuszu wy­biły północ. Zas­koczo­ny tym, jak jest późno, zam­knął księgę i scho­wał ją do dębo­wej skrzy­ni z żelaz­ny­mi oku­ciami, gdzie trzy­mał całą „do­kumen­tację”. Do­piero wte­dy uświado­mił so­bie, jak pot­wornie jest zmęczo­ny i jak bar­dzo pot­rze­buje snu. Uz­naw­szy, że póki co nie za­nosi się na żad­ne niep­rzy­jem­ne od­wie­dzi­ny, zga­sił świece i poszedł spać.

opowiadanie • 1 września 2011, 17:53
Facebook
Reklama
Partnerzy

Blok

Cy­taty.eu - afo­ryz­my i sen­ten­cje Afo­ryz­my, Cy­taty, afo­ryz­my, sen­nik Moje-Cytat­y.com, Za­mys­le­nie.pl - Afo­ryz­my dla Ciebie, Aforyzmy i cy­taty

Reklama
Autorzy
Camus Sapkowski Salinger

Kadet

Użytkownicy
J K L
Reklama