Ocknął się w swoim [...] – Kadet
W tym miejscu znajdziesz opinie do tekstu, którego autorem jest Kadet — zgromadziliśmy 0 opinii.
Karczmarz cz.5
Ocknął się w swoim pokoju, leżąc we własnym łóżku. Przy stole siedział Waldon, podpierając zmęczoną twarz obiema rękami. Jednak to siedzący obok łóżka medyk (skąd on się tu wziął) odezwał się pierwszy:
opowiadanie • 1 września 2011, 17:53
- No, całe szczęście, że się wreszcie ocknął – już zaczynałem się niepokoić!
- Co ja tu robię? Czemu leżę w łóżku? Co się stało?… - karczmarz zadawał pytania coraz szybciej, jednak przy trzecim zamilkł, gdyż wydarzenia których był świadkiem odżyły w jego pamięci.
- Spokojnie, niech nie panikuje. Dobrodziej jest w szoku, ale to minie. Czasowa utrata przytomności, to przez nadmiar wrażeń. Dobrodziej poleży dzień, góra dwa i wszystko będzie w porządku.
- Nigdzie nie będę leżał! – Slawon wyskoczył z łóżka (wraz z przypływem wspomnień wracała mu również sprawność ciała) i zatoczył na ścianę – Nie ma mowy! Nic mi nie jest!
Medyk spojrzał na niego wymownie.
- Tak…widzę…Dobrodziej się nie gorączkuje, bo zaraz znów odpłynie – wyrzekł flegmatycznie medyk – ja do niczego nie zmuszam, jeno radzę. Jak będzie chciał, to posłucha, jak nie – jego sprawa…
- Otóż to! – karczmarza coraz bardziej irytował sposób mówienia medyka – Dokładnie tak będzie. Zatem bardzo dziękuję za pomoc i życzę miłego popołudnia…
A widząc niezdecydowanie medyka dodał:
- Teraz dobrodziej wyjdzie. Pójdzie podręczyć innych biednych ludzi!
Medyk spojrzał krzywo na Slawona, później przez okno na dwór, gdzie zapadał już zmrok, następnie wzruszył ramionami i wyszedł bez słowa. Wtedy dopiero odezwał się Waldon:
- No, nareszcie. Już myślałem, że będziesz do jutra udawał nieboszczyka. A tu pilnie potrzeba działać…
- Najpierw czekam na wyjaśnienia! – przerwał mu Slawon – Ile czasu ja tu leżałem? Co się stało z tym chędożonym Krasenem? I kim on do czorta w ogóle jest?
- Ano, pół dnia przeleżałeś w tej izbie. Już się bałem, że się nie obudzisz… Co do Krasena, to gdy wyszedł z karczmy z tym nieboszczykiem pod pachą, to słuch po nim zaginął. Kazałem go szukać, ale bezskutecznie. Co ciekawe, trupa też nigdzie nie znaleziono…
Pytasz, kim on jest… Ano, widzi mi się, że jest jednym z tych, co to mogą wszystko i odpowiadają tylko przed Jego Wysokością Królem Dagorem…
- Pięknie! – warknął karczmarz – Cudownie! Gorzej już być nie mogło! Ale srał pies tego typa – na razie przepadł gdzieś, a ja mam na karku czterech żądnych krwi bandytów. Może tak ruszyłbyś swój czerstwy zad i zrobił to, co do grododzierżcy należy!
- Czyli co? – Waldon zmierzył rozmówcę zdziwionym wzrokiem.
- Czyli przerwał słodkie nieróbstwo, opilstwo i pochędóżkę tym wałkoniom, którzy nazywają się strażą miejską i aresztował tamtych oprychów!
Twarz Waldona zrobiła się czerwona jak burak, a on sam zazgrzytał zębami. Nie było tajemnicą, że podlegającą mu straż miejską (kapitana straży uznał za niekompetentnego i sam postanowił przejąć jego obowiązki) uważał za niezwykle karną, sprawną i świetnie wyszkoloną. Zwykł mawiać, że każda formacja przyjmuje zwyczaje swego dowódcy…
- Nie… Widzę, że dalej nie rozumiesz… - grododzierżca wymawiał słowa powoli i dobitnie, trzęsąc się z gniewu – Do moich głównych zadań należy słuchać króla i tych, którzy przemawiają w jego imieniu. A nie dalej jak dziś koło południa jeden z takowych wysłanników królewskich wyraźnie zabronił mi podejmowania takich działań.
- A co z porządkiem w mieście? Z bezpieczeństwem obywateli? Ze sprawiedliwością i porządkiem? Wydawało mi się, że to są główne zadania grododzierżcy!
Waldon spojrzał z ironią na karczmarza:
- Źle ci się wydawało. Teraz radziłbym ci się uspokoić i przygotować do rozmowy z ludźmi, którzy dziś rano zamieszkali w twojej gospodzie. Coś mi się zdaje, że nie będziesz długo czekać. I radzę dobrze pamiętać, o czym mówił Krasen…chyba, że szukasz problemów. I mała rada ode mnie – w sprawach, które cię przerastają, zawsze przyjmuj postawę pionka. Nigdy nie próbuj być figurą…
Po tych słowach wyszedł, zostawiając Slawona z bardzo głupim wyrazem twarzy.
Karczmarzowi nie pozostawało nic innego, jak posłuchać rady Waldona. Zaczął od doprowadzenia do porządku siebie, oraz swojego pokoju. Gdy już uporał się z tym zadaniem, zasiadł do ksiąg rachunkowych, sumując kolumny liczb, planując nowe dostawy, licząc zyski i kombinując, jakby tu oszukać kupców. Z początku szło mu niesporo, ale wraz z upływem czasu radził sobie coraz lepiej, aż wreszcie całkiem pochłonęła go wykonywana praca. Nim się spostrzegł, dzwony w ratuszu wybiły północ. Zaskoczony tym, jak jest późno, zamknął księgę i schował ją do dębowej skrzyni z żelaznymi okuciami, gdzie trzymał całą „dokumentację”. Dopiero wtedy uświadomił sobie, jak potwornie jest zmęczony i jak bardzo potrzebuje snu. Uznawszy, że póki co nie zanosi się na żadne nieprzyjemne odwiedziny, zgasił świece i poszedł spać.
Reklama
Partnerzy
Cytaty.eu - aforyzmy i sentencje Aforyzmy, Cytaty, aforyzmy, sennik Moje-Cytaty.com, Zamyslenie.pl - Aforyzmy dla Ciebie, Aforyzmy i cytaty