- Jedziemy do ZUS-u [...] – Przemio

W tym miejscu znajdziesz opinie do tekstu, którego autorem jest Przemio — zgromadziliśmy 9 opinii.

...::Przygoda::...

- Jedziemy do ZUS-u po listy.
- O to świet­nie – ucie­szyłem się – jeszcze nig­dy tam nie byłem.
- Na se­rio, nig­dy ? – niedo­wie­rzał pan Marek.
- Noo. To będzie mój pier­wszy raz.
- W pew­nym sen­sie twa inic­jacja, he, he.
- Mam nadzieję, że będą ja­kieś faj­ne kobitki.
- Le­piej bierz kar­to­ny i ruszamy.
No i ruszy­liśmy. Po drodze mu­sieliśmy jeszcze roz­wieźć dowózki – to lis­ty, które nie mie­szczą się lis­to­noszom do tor­by. Na początku szło gład­ko aż nat­ra­fiłem na pa­nie sprzątaczki, które za­sie­działy się w kan­torku i dyskutowały:
- W ogóle mi się włosy nie układają.
- Mi też nie.
- To przez tę pogodę.
- Mi zaw­sze ster­czą, nie za­leżnie od pogody.
- Muszą pa­nie zacząć używać pas­ty do włosów – wtrąciłem się.
Wszys­tkie spoj­rzały na mnie. Poczułem jak mo­les­tują mnie wzro­kiem. Szczególnie oko­lice męskiego bi­kini. W su­mie to zro­zumiałe; mam tam og­romne­go by­ka ale prze­cież każdy może so­bie ku­pić ta­ki pa­sek z klamrą w kształcie czaszki by­ka, więc wstyd­li­wie przysłoniłem się dowózką.
- A pan to kto ? – spy­tała, ta ze ster­czący­mi włosami.
- Jes­tem z Poczty i przy­wiozłem dowózkę.
- Aha.
- A co młodzieńcze mówiłeś o tej paście ? – spy­tała dru­ga, wychy­lając się zza włosów koleżanki.
- Muszą pa­nie zain­westo­wać w pastę do włosów. Proszę spoj­rzeć na mo­je włosy – dra­matycznie prze­jechałem dłoniom po włosach – ale proszę ich nie do­tykać ! 
- Hmm wyglądają na mięciutkie.
- Ta­kie właśnie są. Wys­tar­czy od­ro­binę pas­ty na­nieść na włosy i ją roz­pro­wadzić. Później jeszcze raz i jeszcze aż do uzys­ka­nia up­ragnione­go rezultatu.
- A gdzie ta­kie cu­do można ku­pić ?
- W każdym skle­pie z kosmetykami...
- Os­tatnia za­myka drzwi !
I wszys­tkie ruszyły w stronę drzwi. Niesiony na fa­lach chaosu wy­padłem na ulicę i wskoczyłem do sa­mocho­du. Te­raz to już zos­tała nam pros­ta dro­ga do ZUS-u. W su­mie z kil­ko­ma zakręta­mi i dwo­ma skrzyżowa­niami ale w końcu pod­jecha­liśmy pod budynek.
Nies­te­ty nie było żad­nych faj­nych ko­bitek. Był tyl­ko pan Ma­rian, który błądził w kłębach dy­mi ni­koty­nowe­go. To on nam wska­zał lis­ty, które ma­my zab­rać i to ty­le, jeżeli chodzi o całe to za­mie­sza­nie związa­ne z ZUS-em.
Wra­cając na Pocztę nie mogłem uwie­rzyć, że mój pier­wszy raz był tak zwyczaj­ny i bez­na­miętny jak wyp­ra­wa do piw­ni­cy po słoik kom­po­tu.
Ma­lując pal­cem po za­paro­wanej szy­bie, doj­rzałem kłęby dy­mu. Czyżby to pan Ma­rian ? – po­myślałem.
Nie. Dym wychodził z wy­dechu sa­mocho­du wokół które­go des­pe­rac­ko biegały dwie ko­biety. Prze­rażone piszczały i wy­machi­wały ręko­ma. Nikt się nie zat­rzy­mywał, więc my to uczy­niliśmy. Pan Ma­rek szyb­ko wy­leciał i po­biegł pomóc. Ja po chwi­li też wyszedłem, po­pat­rzeć, bo to w su­mie całkiem ład­ne ko­biety były.
- Ja­ki to sa­mochód ? – spy­tał pan Marek.
- Czar­ny – od­po­wie­działa kobieta.
- A dokład­niej ?
- Mroczny ? Kruczy ? – zga­dywała ta druga.
Po wal­nięciu ba­ran­ka o drze­wo, przep­chałem się przed kłęby dy­mu i doj­rzałem złoty krzyżyk.
- To Chev­ro­let ! – za­wołałem.
- Aha – po­wie­dział pan Ma­rek i ot­worzył maskę sa­mocho­du. Coś tam pog­rze­bał i po chwi­li przes­tało się dy­mić. Os­tatnim swym tchnieniem, z wy­dechu wypłynął olej.
Ura­dowa­ne ko­biety pod­le­ciały do nas:
- Oh ! Bo­haterzy !
- Jes­teśmy ta­kie prze­rażone i pod­nieco­ne !
- I wdzięczne ! Jak możemy się wam od­wdzięczyć ?
- Nie ma spra­wy – po­wie­dział pan Marek.
- Na­lega­my – spierała się jed­na z ko­biet.
- Mu­simy ja­koś od­reago­wać ten stres, więc może w na­turze da­my za­dośćuczy­nienie ?
- Bin­go ! –po uczu­ciu ra­dości, poczułem wbi­ty łokieć pod żebra.
- Prze­cież mam żonę – syknął pan Marek.
- To nic.
Godzinę później, sie­dzieliśmy so­bie wy­god­nie z pa­nem Mar­kiem w dyżur­ce. Po­pijając Fru­go, pat­rzy­liśmy w mo­nit na którym ko­biety uwi­jały się przy lis­tach. To dziw­ne, bo gdy za­ciągnąłem je na zap­lecze i wytłumaczyłem jak mają dzielić lis­ty, były wiel­ce zdzi­wione, że po to tu właśnie przyszły. Nie ro­zumiem w ja­ki in­ny sposób można odpłacać w na­turze.

opowiadanie • 19 lutego 2012, 10:14

;P Faj­ne! :) 

;) 

Bar­dzo faj­ne! :)
Pozdrawiam. 

:)) 

ha­haha :)))))
Dzięki za faj­ny początek dnia:) 

Za­baw­ne, faj­nie się czy­ta :) 

Jest kil­ka in­nych spo­sobów ;D 

:) 

U mnie odpłaca się w na­turze, al­bo ziem­niaka­mi, al­bo zbożem ewen­tual­nie jaj­ka, bo ku­ry się te­raz słabo niosą więc są w cenie. 

Facebook
Reklama
Partnerzy

Blok

Cy­taty.eu - afo­ryz­my i sen­ten­cje Afo­ryz­my, Cy­taty, afo­ryz­my, sen­nik Moje-Cytat­y.com, Za­mys­le­nie.pl - Afo­ryz­my dla Ciebie, Aforyzmy i cy­taty

Reklama
Autorzy
Szymborska Akutagawa von Ebner-Eschenbach

Albert Jarus

Użytkownicy
O P Q
Reklama