- Ja i moi [...] – Kadet

W tym miejscu znajdziesz opinie do tekstu, którego autorem jest Kadet — zgromadziliśmy 0 opinii.

Karczmarz cz.2

- Ja i moi to­warzysze chcieli­byśmy wy­nająć pokój. Nie mu­si być przes­tron­ny i z wielo­ma wy­goda­mi, żąda­my tyl­ko dys­krec­ji – rzekł niez­na­jomy, po czym wy­ciągniętym szty­letem zaczął wydłuby­wać resztki jedze­nia spo­między zębów. Sla­won z ulgą wy­puścił z płuc wstrzy­mywa­ne po­wiet­rze, po czym lek­ko roz­trzęsionym głosem rzekł:
- Yhm… Bar­dzo mi przyk­ro, ale nies­te­ty wszys­tkie po­koje gościn­ne są zajęte. Może spróbują pa­nowie w „Białym Niedźwie­dziu”? Tam po­win­ni mie…
Przer­wał wpół słowa, gdy spoj­rzał na niez­na­jome­go. Mężczyz­na skończył dłubać w zębach, a je­go twarz przyb­rała bar­dzo niep­rzy­jem­ny wyraz.
- Nie chrzań – wy­cedził przez zęby – masz dwa­naście po­mie­szczeń do wy­najęcia; czte­ry tu, na do­le i osiem na piętrze. Obec­nie zajęte są tyl­ko trzy z nich. My za­mie­szka­my w tym na piętrze, na końcu ko­rytarza. Tam, gdzie ten ob­raz króla Da­gora na po­lowa­niu. Chciałem zacho­wać for­my, ale widzę, że nic z te­go nie będzie…
Te­go już było za wiele dla Sla­wona. Przez dłuższą chwilę stał, wciągając głośno po­wiet­rze i gwałtow­nie je wy­dychając, bez­sku­tecznie próbując wy­dobyć z siebie dźwięk. Wreszcie wybuchnął.
- Co kur­wa? Czy ja dob­rze słyszę? Pięciu niez­na­jomych zbirów włamu­je się do mo­jej kar­czmy, na­pas­tu­je moją służącą i zmusza do wy­najęcia naj­lep­sze­go po­koju, grożąc szty­letem! To przechodzi najśmiel­sze pojęcie! Za­raz wezwę straż, niech zro­bi z wa­mi porządek…
W tym mo­men­cie ur­wał, prze­rażony własną śmiałością i zauważyw­szy, jak śmie­szna i niedorzeczna była je­go groźba. Przy­puszczał, że jak jeszcze raz wrzaśnie, to może się to skończyć tra­gicznie. A w do­dat­ku choćby wrzeszczał ze wszys­tkich sił, na zewnątrz i tak go nikt nie usłyszy…
Jed­nak tym ra­zem to na niez­na­jome­go mężczyznę przyszła ko­lej, by się dzi­wić w mil­cze­niu. Trwało to jed­nak krótko i już po chwi­li po Sa­li niósł się je­go twar­dy, chro­powa­ty głos.
- Spo­koj­nie przy­jacielu, bo cię za­raz krew za­leje - słowo „przy­jaciel” spo­wodo­wało u Sla­wona skur­cz twarzy - Wszys­tko można załat­wić po­lubow­nie, spo­koj­nie i bez wrzasków. Nie włama­liśmy się, bo drzwi były ot­warte, a co do na­pas­to­wania…jeśli to miał być żart, to bar­dzo kiep­ski. Puszczę to za­tem mi­mo uszu, tak jak i tych zbójów. Szczególnie, że i my za­nied­ba­liśmy dob­rych ma­nier. Czas więc nad­ro­bić za­ległości. Otóż jes­teśmy kup­ca­mi - prychnięcie kar­czmarza zos­tało zlek­ce­ważone - podróżujący­mi po to­wary do Fi­neral. Ja jes­tem Zak, a to moi to­warzysze. Jak dla ciebie mogą to być: Zen, Zek, Zew i Zel.
- Oczy­wiście! – nie wyt­rzy­mał Sla­won – Ciągnij­my to da­lej! Za­tem ja jes­tem Da­gor, a ta kar­czma to pałac Ta­ran­den. Skończcie pier­do­lić i zacznijcie…
Trzy rzeczy: ruch ręki Za­ka, świst i pie­cze­nie szyi za­rejes­tro­wał równocześnie. Nóż, który przed chwilą roz­ciął mu skórę, tkwił te­raz spo­koj­nie wbi­ty w ścianę. Będące pod­stawą je­go niena­tural­nej od­wa­gi prze­kona­nie, że ci ludzie nic mu nie zro­bią (bo po co by z tym ty­le zwle­kali), wy­ciekło z niego wraz z pier­wszą kroplą krwi. Te­raz os­trożnie chwy­cił sięga szyję, drżąc ze strachu i przek­li­nając w myślach własną głupotę.
- No, te­raz o wiele le­piej – Zak mówił, jak­by nic się nie wy­darzyło – hałas jest dla mnie ek­straor­dy­naryj­nie drażniący. Chciałbym cię poin­formo­wać, że nasze per­so­ny po­win­ny cię in­te­reso­wać nie więcej, niż daj­my na to…prob­le­my niez­na­jome­go żeb­ra­ka, al­bo spo­soby roz­mnażania się ryb. Wy­magam od ciebie je­dynie, byś za­pamiętał wer­sję o kup­cach i pow­tarzał każde­mu, kto o nas za­pyta – a w szczególności gro­dodzierżcy. Naj­le­piej jed­nak będzie, i to dla obu stron, jeśli nasza obec­ność tu­taj po­zos­ta­nie ta­jem­nicą. W osiągnięciu te­go po­może ci, powiedzmy…Zek.
To mówiąc, ruchem głowy wska­zał mężczyznę z kiścieniem. Ten od­dał „za­bawkę” to­warzyszo­wi, po czym stanął za ladą i z ka­mienną twarzą zaczął wy­cierać kufle.
- No, to uz­naję, że ce­remo­nia po­wital­na do­biegła końca. Sko­ro już wszys­tko so­bie wy­jaśni­liśmy, to my się idziemy roz­gościć, a ty weź się do ro­boty, bo za kil­ka chwil zja­wią się pier­wsi klienci.
Po tych słowach Zak wraz z resztą kom­pa­ni (po­za Ze­kiem wy­cierającym kuf­le) wszedł po scho­dach i zniknął Sla­wono­wi z oczu. Ten os­tatni długo stał jak ska­mieniały, a z odrętwienia wyr­wał go do­piero szloch służącej, która w ja­kiś sposób roz­darła rękaw suk­ni, co zauważyła do­piero teraz.
- Cicho dur­na! – ryknął Sla­won, wyłado­wując nag­ro­madzoną złość – Słyszałaś, co mówił. Za­raz tu ludzie będą. Bierz się za wy­ciera­nie stołów. Biegiem!
On sam również wziął się os­tro do ro­boty. Gdy pół godzi­ny później zja­wili się pier­wsi klien­ci, czuł w kościach, że je­go prob­le­my do­piero się zaczy­nają…

opowiadanie • 5 lipca 2011, 21:31
Facebook
Reklama
Partnerzy

Blok

Cy­taty.eu - afo­ryz­my i sen­ten­cje Afo­ryz­my, Cy­taty, afo­ryz­my, sen­nik Moje-Cytat­y.com, Za­mys­le­nie.pl - Afo­ryz­my dla Ciebie, Aforyzmy i cy­taty

Reklama
Autorzy
Pratchett Brontë Shakespeare (Szekspir)

Kadet

Użytkownicy
J K L
Reklama