- Ja i moi [...] – Kadet
W tym miejscu znajdziesz opinie do tekstu, którego autorem jest Kadet — zgromadziliśmy 0 opinii.
Karczmarz cz.2
- Ja i moi towarzysze chcielibyśmy wynająć pokój. Nie musi być przestronny i z wieloma wygodami, żądamy tylko dyskrecji – rzekł nieznajomy, po czym wyciągniętym sztyletem zaczął wydłubywać resztki jedzenia spomiędzy zębów. Slawon z ulgą wypuścił z płuc wstrzymywane powietrze, po czym lekko roztrzęsionym głosem rzekł:
opowiadanie • 5 lipca 2011, 21:31
- Yhm… Bardzo mi przykro, ale niestety wszystkie pokoje gościnne są zajęte. Może spróbują panowie w „Białym Niedźwiedziu”? Tam powinni mie…
Przerwał wpół słowa, gdy spojrzał na nieznajomego. Mężczyzna skończył dłubać w zębach, a jego twarz przybrała bardzo nieprzyjemny wyraz.
- Nie chrzań – wycedził przez zęby – masz dwanaście pomieszczeń do wynajęcia; cztery tu, na dole i osiem na piętrze. Obecnie zajęte są tylko trzy z nich. My zamieszkamy w tym na piętrze, na końcu korytarza. Tam, gdzie ten obraz króla Dagora na polowaniu. Chciałem zachować formy, ale widzę, że nic z tego nie będzie…
Tego już było za wiele dla Slawona. Przez dłuższą chwilę stał, wciągając głośno powietrze i gwałtownie je wydychając, bezskutecznie próbując wydobyć z siebie dźwięk. Wreszcie wybuchnął.
- Co kurwa? Czy ja dobrze słyszę? Pięciu nieznajomych zbirów włamuje się do mojej karczmy, napastuje moją służącą i zmusza do wynajęcia najlepszego pokoju, grożąc sztyletem! To przechodzi najśmielsze pojęcie! Zaraz wezwę straż, niech zrobi z wami porządek…
W tym momencie urwał, przerażony własną śmiałością i zauważywszy, jak śmieszna i niedorzeczna była jego groźba. Przypuszczał, że jak jeszcze raz wrzaśnie, to może się to skończyć tragicznie. A w dodatku choćby wrzeszczał ze wszystkich sił, na zewnątrz i tak go nikt nie usłyszy…
Jednak tym razem to na nieznajomego mężczyznę przyszła kolej, by się dziwić w milczeniu. Trwało to jednak krótko i już po chwili po Sali niósł się jego twardy, chropowaty głos.
- Spokojnie przyjacielu, bo cię zaraz krew zaleje - słowo „przyjaciel” spowodowało u Slawona skurcz twarzy - Wszystko można załatwić polubownie, spokojnie i bez wrzasków. Nie włamaliśmy się, bo drzwi były otwarte, a co do napastowania…jeśli to miał być żart, to bardzo kiepski. Puszczę to zatem mimo uszu, tak jak i tych zbójów. Szczególnie, że i my zaniedbaliśmy dobrych manier. Czas więc nadrobić zaległości. Otóż jesteśmy kupcami - prychnięcie karczmarza zostało zlekceważone - podróżującymi po towary do Fineral. Ja jestem Zak, a to moi towarzysze. Jak dla ciebie mogą to być: Zen, Zek, Zew i Zel.
- Oczywiście! – nie wytrzymał Slawon – Ciągnijmy to dalej! Zatem ja jestem Dagor, a ta karczma to pałac Taranden. Skończcie pierdolić i zacznijcie…
Trzy rzeczy: ruch ręki Zaka, świst i pieczenie szyi zarejestrował równocześnie. Nóż, który przed chwilą rozciął mu skórę, tkwił teraz spokojnie wbity w ścianę. Będące podstawą jego nienaturalnej odwagi przekonanie, że ci ludzie nic mu nie zrobią (bo po co by z tym tyle zwlekali), wyciekło z niego wraz z pierwszą kroplą krwi. Teraz ostrożnie chwycił sięga szyję, drżąc ze strachu i przeklinając w myślach własną głupotę.
- No, teraz o wiele lepiej – Zak mówił, jakby nic się nie wydarzyło – hałas jest dla mnie ekstraordynaryjnie drażniący. Chciałbym cię poinformować, że nasze persony powinny cię interesować nie więcej, niż dajmy na to…problemy nieznajomego żebraka, albo sposoby rozmnażania się ryb. Wymagam od ciebie jedynie, byś zapamiętał wersję o kupcach i powtarzał każdemu, kto o nas zapyta – a w szczególności grododzierżcy. Najlepiej jednak będzie, i to dla obu stron, jeśli nasza obecność tutaj pozostanie tajemnicą. W osiągnięciu tego pomoże ci, powiedzmy…Zek.
To mówiąc, ruchem głowy wskazał mężczyznę z kiścieniem. Ten oddał „zabawkę” towarzyszowi, po czym stanął za ladą i z kamienną twarzą zaczął wycierać kufle.
- No, to uznaję, że ceremonia powitalna dobiegła końca. Skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy, to my się idziemy rozgościć, a ty weź się do roboty, bo za kilka chwil zjawią się pierwsi klienci.
Po tych słowach Zak wraz z resztą kompani (poza Zekiem wycierającym kufle) wszedł po schodach i zniknął Slawonowi z oczu. Ten ostatni długo stał jak skamieniały, a z odrętwienia wyrwał go dopiero szloch służącej, która w jakiś sposób rozdarła rękaw sukni, co zauważyła dopiero teraz.
- Cicho durna! – ryknął Slawon, wyładowując nagromadzoną złość – Słyszałaś, co mówił. Zaraz tu ludzie będą. Bierz się za wycieranie stołów. Biegiem!
On sam również wziął się ostro do roboty. Gdy pół godziny później zjawili się pierwsi klienci, czuł w kościach, że jego problemy dopiero się zaczynają…
Reklama
Partnerzy
Cytaty.eu - aforyzmy i sentencje Aforyzmy, Cytaty, aforyzmy, sennik Moje-Cytaty.com, Zamyslenie.pl - Aforyzmy dla Ciebie, Aforyzmy i cytaty