I co się tak [...] – Przemio

W tym miejscu znajdziesz opinie do tekstu, którego autorem jest Przemio — zgromadziliśmy 4 opinie.

...::Iceman::...

I co się tak ga­pisz – po­myślał Da­riusz i ruszył w ślad za mężczyzną.
Tam­ten przeszedł kil­ka kroków i skręcił do bra­my. Szyb­kim ruchem wyjął klucze i przekręcił. Gdy puścił za sobą drzwi, zdzi­wił się, że nie trzasnęły. Od­wrócił się, by spoj­rzeć kto za nim idzie i nag­le zo­baczył ciemność.
Da­riusz nie był ja­kimś tam zwykłym ama­torem. Dob­rze wie­dział, że nóż zaw­sze zos­ta­wia po so­bie kłopot­li­we śla­dy krwi, dla­tego no­sił ze sobą pałkę te­les­ko­pową. Ko­lej­nym kro­kiem ku prze­zor­ności, był sta­ry wo­rek, złożony w równą kos­teczkę, trzy­many w tyl­niej kie­sze­ni spodni.
Wiot­kie ciało sta­wiało lek­ki opór ale w końcu udało się je spa­kować do wo­ra, który wylądo­wał na bar­ku Da­riu­sza. Wychodząc z bra­my za­wołał głośno:
- Ziem­niaki ! Ku­puj­cie ziem­niaki ! – tak krzycząc, doszedł pod swój blok. Wy­ciągnął kluczy­ki i ot­worzył ba­gażnik sa­mocho­du. Z załado­wanym człowiekiem w wor­ku, ruszył na działkę.

Piw­ni­ca była dość spo­ra jak na piw­niczkę małej al­tanki na ogródkach działko­wych. Oświet­lała ją żarówka ener­goo­szczędna podłączo­na pod ka­bel, która świeciła bla­do na dra­binę, szafkę na narzędzia, sto­lik, dwie zam­rażar­ki... Czyżby Da­riusz był sma­koszem lodów ? A może zam­rażał plo­ny ze swej działki ?
Pod­czas, gdy nar­ra­tor trudził się z opi­sem piw­ni­cy, Da­riusz zdążył niez­na­jome­go pod­wiązać pod su­fitem. Zamówił również pizze.
- Spójrzmy kim jesteś.
W kie­sze­ni zna­lazł dokumenty.
- Hmm Ja­nek Ko­wal­ski – od­czy­tał.
Słysząc swe da­ne per­so­nal­ne, mężczyz­na się oc­knął. Nie wiele pa­miętał. W przebłys­kach pa­mięci widział drzwi i tu film się ury­wał. Chciał za­dać py­tanie: „kim jes­teś” ale słowa blo­kowała szma­ta, wciśnięta między usta.
WZIUM, WZIUM, za­wib­ro­wał te­lefon. To dos­tawca pizzy puścił strzałkę, więc na mo­ment Ja­nek po­zos­tał sam.

Przy wjeździe na działki stał mały, czer­wo­ny sa­mochodzik z wiel­kim lo­go pizze­rii. Da­riusz był stałym klien­tem, więc dos­tawca z da­leka suszył swe zęby.
- Wi­tam pa­na ! – zawołał.
- Cześć – od­po­wie­dział pro­mien­nie Dariusz.
- Jak zwyk­le Mar­ge­rit­ta z podwójnym serem.
- Świet­nie. A wiesz dlacze­go blon­dynka ga­pi się na bu­telkę z so­kiem ?
- Nie wiem.
- Bo jest na­pisa­ne: kon­cen­trat, ha, ha, ha !
- He, he – dos­tawca udał roz­ba­wienie; tak było bez­pie­czniej, bo cho­ciaż Da­riusz wyglądał na sym­pa­tyczne­go człowieka, je­go oczy kryły jakąś ta­jem­nicę. Praw­do­podob­nie mroczną tajemnicę.
Po wręcze­niu pieniędzy z 35 % na­piw­kiem, Da­riusz udał się w pow­rotną drogę na swą działkę. Po drodze dos­trzegł kota.
- Co tam ki­ciuś ? 
Ki­ciuś uf­nie pod­szedł, by ot­rzeć się o piszczel wiel­kiego człowieka. Owy wiel­ki człowiek złapał go za kark i rzu­cił za og­rodze­nie. Od­chodząc, usłyszał za sobą uja­danie psa. Być może nie zauważył tab­liczki z na­pisem: uwa­ga zły pies.

W piw­ni­cy Ja­nek na­dal bez­na­miętnie so­bie wi­siał. Je­dyne co się zmieniło to, to, że szczu­ry wyczuły świeży, moc­no krwis­ty po­siłek. Na­wet zwołały kwo­rum, by us­ta­lić jak do­sięgnąć pożywienia ale gdy tyl­ko zja­wił się Da­riusz, szczu­ry zwiały do dziury, którą ja­ko nar­ra­tor wcześniej nie zauważyłem, przep­raszam.
Po odłożeniu pizzy, op­rawca do­był piłę łańcuchową. Po­ciągnął za sznu­reczek i całą piw­nicę ogarnął war­kot piły. Na ten dźwięk, Ja­nek po­luzo­wał zwieracze i stra­cił przytomność.
- Bu­haha ! Ha ! – zaśmiał się Da­riusz – spo­koj­nie. Za dużo sprząta­nia by było.
Po­ciął, więc pizze wraz ze sto­likiem na równe kawałeczki.
Z pełny­mi us­ta­mi od­wrócił się do szuf­la­dy. Wy­ciągnął z niej zes­taw noży. Mi­mo bla­dego światła, noże błyszczały jak księżyc w bez­chmur­ne niebo. Wy­ciągnął je­den z nich i się za­machnął. Ja­nek stał się uboższy o jed­no ucho.
- Wiet­nam­czyk miał rację, że się nie tępią – sen­ty­men­talnie pod­ra­pał się po brodzie – kur­de, Wiet­nam­czyk ! – coś zaświ­tało w głowie Da­riu­sza – całkiem o nim zapomniałem.
Przeg­ry­zając pizze, pod­szedł wol­nym kro­kiem do zamrażalki.
Bys­try ob­serwa­tor, wśród szro­nu i lo­du, mógłby doj­rzeć ka­wałki ludzkich części, na­tomiast kar­dio­chi­rurg roz­poznałby ludzkie serce.
Wciąż przeżuwając pizze, Da­riusz z kąta wy­ciągnął koszyk na grzy­by i po­wolut­ku za­pako­wał go ka­wałka­mi mięsa. Na ko­niec przyk­rył ser­wetką. Uśmie­chając się do siebie, wrócił do Janka.
Ja­nek wciąż wi­siał, lek­ko kołysząc się na bo­ki.
- Marzyłeś kiedyś, by od­dać swe ser­ce w dob­re ręce, hmm ? – spy­tał re­torycznie, po czym wziął nóż nu­mer trzy i zro­bił na­cięcie na mos­tku. Grze­biąc w wnętrznościach, wy­ciągnął co­raz wol­niej bijące ser­ce. Rzu­cił je pod szczurzą dziurę.
Po godzi­nie, Ja­nek był już tyl­ko małymi ka­wałka­mi mięsa w chłod­nej zam­rażal­ce. Te­raz nad­szedł czas, by os­ta­tecznie roz­pra­wić się z Wiet­nam­czy­kiem, więc wziął koszyk i po dra­binie wyszedł z piwnicy.

Na po­boczu, nieopo­dal la­su, Da­riusz za­par­ko­wał sa­mochód. Uz­bro­jony w koszyk na grzy­by, ruszył przed siebie. Idąc przez las, co chwi­la wy­ciągał ka­wałki mięsa i rzu­cał je pod krza­ki. W końcu doszedł do skał. Ro­zej­rzał się i wszedł między szcze­liny. W środ­ku było ciem­no ale nie przeszkadzało mu to, bo znał bar­dzo dob­rze drogę. Idąc tak, doszedł do części skał, które leżały w trochę większej od­ległości od siebie, dzięki cze­mu, tworzyły przy­tul­ny schron dla szczurów. Na sa­mym środ­ku stał wbi­ty pal a wokół niego strzępy odzieży, zas­tygła krew i resztki mięsa.
Ura­dowa­ny tym wi­dokiem, Da­riusz wy­ciągnął te­lefon i wyb­rał numer.
- Wi­tam, pa­nie Glanc.
- Wi­taj Da­riu­szu. Jak tam nasze spra­wy się mają ?
- Wędzon­ka zlikwidowany.
- Ja­kieś szczegóły ? 
- Pal, pa­sek i wygłod­niałe szczu­ry.
- Yhym. W ta­kim ra­zie już prze­lewam resztę pieniędzy na pańskie kon­to – klik, odłożył słuchawkę.

W drzwiach po­jawił się Da­riusz. Od ra­zu żona przy­witała go bar­dzo serdecznie:
- Gdzie byłeś tak długo !
- Spot­ka­nie z klien­tem się przedłużyło.
Z po­koju wy­biegły dwie córki.
- Ta­tuś wrócił ! – chóral­nie za­wołały. Pod­nosząc je równocześnie, spytał:
- Czy kocha­cie ta­tusia ?
- Taaaaak !
- A czy ma­cie ochotę na lo­dy ?
- Taaaaak !
- No to chodźcie.




Od autora:
Jeżeli które­goś dnia na mo­jej działce zja­wi się po­lic­ja w to­warzys­twie de­tek­ty­wa, kry­minal­nych i an­ty­ter­ro­ryści spuszcze­ni na li­nach z he­likop­te­ra, uz­nam to za suk­ces opo­wiada­nia.

opowiadanie • 26 września 2011, 17:05

Trud­no ja­koś przeboleje 

raczej nie ; ] 

Będzie ciąg dalszy? 

he, he ; D nie dzwoń, bo od­kryją, że mam mysz w al­tance ; ] 

Facebook
Reklama
Partnerzy

Blok

Cy­taty.eu - afo­ryz­my i sen­ten­cje Afo­ryz­my, Cy­taty, afo­ryz­my, sen­nik Moje-Cytat­y.com, Za­mys­le­nie.pl - Afo­ryz­my dla Ciebie, Aforyzmy i cy­taty

Reklama
Autorzy
Dickens Ibsen Byron

Przemio

Użytkownicy
O P Q
Reklama