Czterej nowoprzybyli nie wykazali [...] – Kadet
W tym miejscu znajdziesz opinie do tekstu, którego autorem jest Kadet — zgromadziliśmy 2 opinie.
Karczmarz cz. 9
Czterej nowoprzybyli nie wykazali natomiast najmniejszego zdumienia na widok Krasena i strażników – przeciwnie; ich spojrzenia i zachowanie mówiły wyraźnie, że tego właśnie się spodziewali. Zaraz po wejściu lekko się rozproszyli, tak, aby każdy miał wokół siebie wolną przestrzeń i stanęli bez ruchu, z dłońmi przy rękojeściach mieczy, toporów i innych śmiercionośnych zabawek. Po chwili pełnej napięcia, Zak powolnym krokiem ruszył w kierunku stołu zajętego przez Krasena i strażników. W tym momencie Marand i jego ludzie jak na komendę podnieśli się z ławy, a ich ręce bezbłędnie odnalazły rękojeści ciężkich, stalowych mieczy które mieli przytroczone do pasów. I z pewnością by ich dobyli, gdyby nie krótkie i tnące niczym bicz „nie”, które wyszło z ust Krasena. Ruchem ręki nakazał im usiąść, a gdy to zrobili, patrząc po sobie niepewnie, wstał i dłuższą chwilę mierzył wzrokiem Zeka, który zatrzymał się dziesięć kroków przed nim. W tym momencie karczmarz uświadomił sobie, że w izbie panuje niemal zupełna cisza – stan o tej porze nie do pomyślenia. Wszyscy obecni przerwali toczone rozmowy, odstawili kufle, półmiski i drewniane łyżki i z ciekawością przyglądali się dwóm mężczyznom, którzy stanęli niemal na środku izby. Pierwszy milczenie przerwał królewski najemnik. Mówił przeciągle, a jego głos ociekał jadem i tryskał przejaskrawioną ironią.
opowiadanie • 10 listopada 2011, 00:04
- Kogóż ja widzę. Wreszcie mogę na własne oczy ujrzeć osławionego Garolda i to w dodatku z jego całą, no powiedzmy prawie całą, bandą. Cóż za zaszczyt. Oczekiwałem tej chwili wiele lat, jednak jak już znaleźliśmy się w pobliżu w przerwach między kolejnymi zadaniami, nie było szans przebić się przez świtę otaczających cię przydupasów, wychwalających pod niebiosa twoje wielkie czyny w służbie naszego miłościwego króla Dagora… Tak na marginesie, to ty chyba już nie możesz żyć bez tej całej fanfaronady wokół twojej osoby – jak widzę, nawet teraz masz przy sobie swoich przychlastów. Ehhh, biedacy – to mówiąc zwrócił się do pozostałej trójki – pewnie co wieczór każe wam wysłuchiwać historii o swoich wielkich czynach. Szczerze mi was żal, bo niestety chcąc pomóc swojej karierze w tym trudnym fachu, niestety obstawiliście złego konia…
Po tych słowach ponownie przeniósł wzrok na Zeka i kontynuował.
- To się musiało tak skończyć. Ja to wiedziałem. Od tych wszystkich hołdów poprzewracało ci się w głowie, zachciało się być wyższym od króla co? Skoro ten nie oddał ci zamku, to postanowiłeś go zmienić? Wprowadzić na tron innego władcę, który się sowicie odwdzięczy i będzie do nóg padał? Pozostaje mi tylko cieszyć się, że w swej zadufanej pewności siebie uznałeś, że nikt nie jest w stanie przejrzeć twej podłej gry, odkryć tajnego porozumienia z królem Nahmesu, zdemaskować cię i powstrzymać? Że nikt nie będzie podejrzewał „największego bohatera naszych czasów”? Na całe szczęście myliłeś się. Mam dla ciebie złe wieści – twoja gra już skończona, a i twój czas dobiega końca…
Po tych słowach zapadła długa cisza. Slawon podejrzewał już, że nie usłyszą żadnej odpowiedzi, jednak Zak w końcu przemówił. Jego metaliczny głos był lodowaty – karczmarz mimochodem spojrzał w kierunku paleniska by sprawdzić, czy płonące tam węgle nie pozamarzały…
- Za dużo gadasz, Krasen. Za dużo i zbyt zuchwale. A ja nie cierpię ludzi, używających języka zamiast mózgu… Już od dawna mówiłem, że to cię zgubi, a dziś mam potwierdzenie. Możesz gadać, co chcesz i kupować tylu burmistrzów, grododzierżców i strażników ilu uznasz za stosowne. Zła wiadomość jest taka, że to co najwyżej opóźni twą śmierć – a ta czeka cię niechybnie, za zdradę, której się dopuściłeś.
- Zdradę? – na twarzy Krasena odmalowało się święte oburzenie – Ty masz czelność zarzucać mi zdradę? TY? Poświęciłem swe życie służbie królestwu i nie pozwolę, by taki psi syn mnie znieważał. Obiecuję ci, że…
Nikt nie miał się jednak dowiedzieć, jaką to obietnicę zamierzał złożyć królewski najemnik. Jego wypowiedź została bowiem przerwana przez strażnika, który pomagał Waldonowi w przeszukiwaniu pokoju na górze. Wpadł z impetem do izby i ciężko dysząc zaczął wrzeszczeć:
- Medyka! Szybko! Tam, grododzierżca, ranny, w worku, wyskoczył, prędko…
Marand i jego ludzie poderwali się z miejsc i wysypali zza stołu. W całej karczmie wybuchło poruszenie, każdy zaczął coś mówić, rozglądać się niespokojnie, wiercić w miejscu... Jednak gwar szybko umilkł.
- Morda! – głos Krasena był władczy, okrutny – Uspokój się i gadaj składnie, o co chodzi!
Jednak strażnik nie zdążył dojść do głosu – nim zebrał myśli, w Sali dał się słyszeć cichy, metaliczny głos.
- Zbyteczne. Już stygną. Tak się kończy grzebanie w cudzym bagażu… Muszę pogratulować Krasen – właśnie wykończyłeś kolejnego grododzierżcę. Jeśli doliczyć Janyma i tego z Dontalas…imponujący wyczyn, jak na niecałe dwa miesiące…
- Ja wykończyłem? – głos Krasena emanował wściekłością. Jednak po chwili się uspokoił i już spokojnie spytał – Jak?
- Skorpiony.
-No tak… Trucizna – broń tchórzy. W sumie mogłem się tego spodziewać…
-Wysłać przodem innych, niech ryzykują, a samemu kryć się w cieniu – dokładnie tego się spodziewałem. Ale dość już gadania i tak za długo to trwa – w imieniu króla Dagora aresztuję cię!
W grobowej ciszy, która panowała w karczmie, śmiech Krasena zabrzmiał upiornie, wstrząsająco, złowieszczo.
- Aresztujesz mnie? Ty? W imieniu króla? Dobre sobie! Tu – to mówiąc sięgnął za pazuchę – jest pismo króla. Pismo, na mocy którego to ja mogę cię aresztować, co też niniejszym czynię. Mam nadzieję, że zaniechasz oporu? – a do Maranda krzyknął – Brać ich!
-Ty skurwysynu…
Zak (alias Garold) nie zdążył powiedzieć nic więcej. Nim wyraz zaskoczenia, spowodowanego widokiem dokumentu, znikł z jego twarzy, musiał odskoczyć przed jednym z ludzi Maranda, próbującym go pochwycić. Podczas uniku zahaczył jednak o kant stołu, co wytrąciło go z równowagi. Nim zdążył ją odzyskać, dwóch strażników doskoczyło do niego i przewróciło na ziemię. I wtedy się zaczęło.
Nim tamci dwaj zdążyli go unieruchomić, błyskawicznie rzucił się w bok i przetoczył pod stołem. Skoczyli za nim, lecz jeden z nich nagle zaklął, zatoczył się i stanął – z rozcięcia na szyi płynęła mu krew. Tylko gwałtowny ruch uratował go przed nożem, rzuconym przez jednego z ludzi Zeka. Bowiem także oni byli już w pełni gotowi do starcia – dwa miecze i topór straszyły obnażonymi ostrzami, informując jednoznacznie, że nie ma szans na pokojowe rozwiązanie sprawy. Przez moment panował spokój - obie strony musiały się porządnie zorganizować – lecz po chwili jak na komendę zamieszanie wybuchło z pełną mocą. Kilka kopniaków starczyło, by zrobić trochę miejsca pomiędzy stołami i walka rozgorzała na całego. Już na starcie jeden ze strażników z okropnym rykiem upadł na kolano, z toporem aż po stylisko wbitym w prawy obojczyk. Jednak sam topornik miał niewiele więcej szczęścia – nóż rzucony przez Krasena trafił bezbłędnie i groteskowo sterczał z oczodołu, z którego powoli wypływała gałka oczna, mieszając się na policzku z wypływającą z rany krwią. Nim jeszcze jednooki nieszczęśnik upadł na ziemię, przez izbę przetoczył się kolejny wrzask bólu – to Garold w błyskawicznym piruecie uniknął potężnego cięcia zadanego przez strażnika, który dopiero co był świadkiem śmierci grododzierżcy. Wirując obok niefortunnego napastnika, oszczędnym cięciem rozpłatał mu gardło i pół policzka – krew z rozerwanej aorty trysnęła na dobre sześć stóp w górę. Kolejny strażnik przez kilka sekund z powodzeniem parował wszystkie ataki mężczyzny w czerni, który stanął mu na drodze, a nawet zdołał raz trafić tamtego w ramię, lecz nie przebił się przez kolczugę przeciwnika. W końcu jednak uległ, gdy po sparowaniu szybkiego ciosu w udo próbował unieść ciężki miecz do kolejnej kontry. Nie zdążył i dwa cięcia tamtego dosięgły celu. Jeden ześliznął się po kolczudze, jednak drugi rozciął skórę na czole, tuż poniżej hełmu. Walczył jeszcze chwilę, jednak spływająca na oczy krew oślepiała go i po kolejnej spóźnionej kontrze odskoczył do tyłu szukając osłony za stołem, i przyciskając do boku lewą dłoń, pozbawioną trzech palców i połowy czwartego. W międzyczasie rozstrzygnęła się też czwarta potyczka – Marand, potężny chłop z kwadratową szczęką i wyraźnym zanikiem karku, wyprowadzał kolejne ciosy z coraz większą szybkością i niszczycielską siłą, zmuszając swego przeciwnika do ciągłej obrony. I właśnie konieczność cofania się przed ciosami okazała się dla tamtego zgubna – przy kolejnym kroku w tył potknął się o przewróconą ławę, przez co na chwilę utracił równowagę. To wystarczyło. Potężny cios w klatkę piersiową odrzucił go w tył i powalił na ziemie, niechybnie druzgocząc kilka żeber. Tylko mocnej kolczudze zawdzięczał, że jego korpus jest jeszcze w jednym kawałku. Marand od razu rzucił się, by dobić leżącego, jednak wszystkich wstrzymał potężny krzyk, który przebił się przez kakofonię histerycznych krzyków, wrzasków wzywających straż, tumult przewracanych ław i stołów, oraz brzęk tłuczonych naczyń, ucinając je momentalnie. Znów zapanowała cisza, przerywana tylko cichym szlochaniem i odgłosami towarzyszącymi zwracaniu zawartości żołądka.
-Stać! – to był Krasen, który korzystając z ogólnego zamieszania, szybko przebiegł w róg izby, do stołu zajmowanego przez samotnego podróżnego. Obecnie stał za nim, wykręcając mu ręce i trzymając nóż na gardle. – Odsuńcie się pod ściany, jak najdalej od drzwi i zróbcie mi przejście, albo ten człowiek zginie!
Karczmarz opanował torsje, wygramolił się zza kontuaru i zaskoczony spojrzał na zakładnika. Był to mężczyzna, który przybył do karczmy dziś rano, a którego majętność tak źle wycenił. Slawon nie mógł zrozumieć, jak niby groźba zabicia przypadkowego podróżnego miałaby powstrzymać Garolda. Ku swemu zdumieniu spostrzegł jednak, że twarz tamtego znów przybrała kamienny wyraz, a on sam stanął bez ruchu, wbijając wzrok w Krasena.
- Pod ścianę! Już! – to mówiąc, lekko naciął skórę na gardle zakładnika.
Krasen nie mógł tego dostrzec, ale widział to Slawon i z całą pewnością także Garold. Otóż twarz zakładnika pozostawał ciągle bez wyrazu. Rozcięcie skóry na szyi, jak i cała sytuacja, zdawały się nie robić na nim najmniejszego wrażenia. Nawet cień bólu czy strachu nie przebiegł po jego twarzy – pozostawała kamienna, a jej właściciel cały czas wpatrywał się w Garolda, jakby chciał przewiercić go wzrokiem. Albo może coś przekazać…? Karczmarz nie potrafił zgadnąć, niemniej niespecjalnie mu się to podobało.
Nie miał jednak czasu specjalnie się nad tym głowić, bo oto Garold razem ze swym towarzyszem ostrożnie przeszli między stołami, niespokojnie rozglądając się dookoła, podeszli do rannego towarzysza i ostrożnie zaczęli odciągać go pod ścianę, nie spuszczając oczu z Krasena, a także Maranda. Ten ostatni jednak zdążył się już rozejrzeć i również ruszył z pomocą swojemu kompanowi, broczącemu krwią z pociętej dłoni. Gdy trzej odziani na czarno mężczyźni dotarli już do ściany, w odległości około 10 kroków od drzwi wejściowych, Krasen szturchnięciem dał znak zakładnikowi, by ten powoli ruszył do przodu. Po czasie, który zdawał się być wiecznością, dotarli do pobojowiska. Tam zatrzymali się na chwilę, ponieważ podłoga była śliska od krwi, a Krasen nie zamierzał po niej tańcować, tylko w miarę możliwości ominąć największe kałuże, nie tracąc jednak z oczu Garolda. W tym celu musieli przecisnąć się pomiędzy dwoma przewróconymi stołami, którą to czynność po chwili rozpoczęli. I właśnie gdy dotarli do stołów, drzwi karczmy z impetem się otworzyły i z wielkim hałasem wpadli do izby czterej strażnicy, sprowadzeni przez któregoś z gości. Jako że Krasen był odwrócony tyłem do drzwi, na moment spojrzał za siebie, żeby zobaczyć, kogo tym razem przyniosło. Jak się okazało, popełnił błąd.
Ojeja...
Dzięki za taką pochlebną opinię!
Ale proszę jeszcze o słowa krytyki... ;-)
PS: Przepraszam, że nie odpisałem wcześniej, ale brak powiadomień o opiniach do opowiadań znów mi się dał we znaki...
Jak zwykle, bardzo udane, pisane świetnym stylem i wciągające. Ponadprzeciętnie dobre sceny walki, co bardzo mnie cieszy. Całość czyta się jednym tchem i bardzo wciąga.
Reklama
Partnerzy
Cytaty.eu - aforyzmy i sentencje Aforyzmy, Cytaty, aforyzmy, sennik Moje-Cytaty.com, Zamyslenie.pl - Aforyzmy dla Ciebie, Aforyzmy i cytaty