Czasem gdy człowiek upada (...)

Jeśli masz już konto w serwisie, zaloguj się.
Jeżeli nie, skorzystaj z rejestracji - dodanie nowego komentarza nie będzie wymagało ciągłego podpisywania się czy podawania adresu e-mail oraz będziesz mieć pewność, że komentarze podpisane Twoim pseudonimem są Twojego autorstwa...

Ilość komentarzy: 3

Popularni

Opinia:


podpis
— adres e-mail

Komentarze (3) | OCENA: 5 (2)

Czasem gdy człowiek upada na dno myśli "Nic już się nie da zrobić, nie ma do niczego wracać. To koniec". Żyjesz? Oddychasz? Czyli naprawdę jest jeszcze wiele do stracenia.

Krzysiekpl

 

Jasne,że jest dużo trudniej gdy problemy piętrzą się, gdy występuje ich "kumulacja"..Ja w to nie wątpię.."Dno" stanowi często właśnie taką kumulację, plątaninę problemów z których na pierwszy rzut oka nie widać wyjścia.. Depresja to złożony temat, jest wiele czynników warunkujących rozwój tej choroby i nawet będąc na dnie można nie mieć depresji, a jedynie przejść "epizod depresyjny", który wraz z poprawą sytuacji, ulega jakby "wchłonięciu" i nie musi już się powtórzyć w najbliższym czasie..

dopisał(a): Krajgi,
dn. 2008-03-14, o godz. 18:49:08

 

Krajgi...Czasem tracisz wszystko w jednym momencie. Przyjaźń, miłość, prace..... Są takie chwile, że depresja wydaje sie wprost naturalną konsekwencją. Kiedyś dałam tu wpis, że zniosę wiele przeciwności,ale, kumulacji nie. Ktoś mnie wysmiał komentarzem. Ale tak jest naprawdę. Mozesz tracić, dużo....ale, masz coś. Cokolwiek. A jeśli w jednej chwili wszystko????

dopisał(a): wiolka,
dn. 2008-03-14, o godz. 18:26:41

 

Zależy z jakiej przyczyny znalazł się na tym "dnie"..czy sam jest sobie winien, czy ktoś mu w tym skutecznie pomógł.. To, że ma takie myśli ("To koniec! itp), jest czymś "naturalnym" i to myślenie czasem może tak przytłoczyć, że już nie będzie sił na "odbicie się". Mało kto SAM w SOBIE jest w stanie znaleźć taką SIŁĘ (jeśli nikt z boku nie pomoże, to czasem jedyną osobą pozostaje Bóg, o ile ktoś nie jest zdeklarowanym ateistą , ale nawet oni w takich chwilach BYWA, że szukają Boga).
"Żyjesz, Oddychasz" - tak, to prawda ale w takich sytuacjach, to jakoś wcale nie cieszy, wręcz przeciwnie- oddechy są udręką, czymś nie do zniesienia..Przypominają ci, że nadal żyjesz = że musisz nadal borykać sie z tą beznadziejną sytuacją..Jeśli dołączy się do tego głęboka depresja (a często tak jest) szanse na "wyjście" z tej sytuacji bardzo maleją (choć o niczym to jeszcze nie przesądza). Czasem nie pozostaje nic innego, jak (widząc, że ktoś bliski jest w takim stanie) zaprowadzić go do psychiatry..Może nawet na siłę, wbrew woli (żeby ratować życie). Leki mogą powstrzymać chęć skończenia ze sobą, a w tym czasie trzeba działać na innym "polu" (szukać przyczyny takiego stanu, konsultować się z psychologiem, pedagogiem (jeśli to młoda osoba) itp). Jeśli taka osoba zobaczy, że ma wsparcie, że jest ktoś, komu zależy na tym, by żyła, powoli może z tego wyjdzie.. Najtrudniej jest osobom samotnym (dumnym), które nie mają rodziny/bliższych przyjaciół, mają nieciekawe relacje z otoczeniem, a czują, że problemy się "piętrzą" a wyjścia nie widać..

dopisał(a): Krajgi,
dn. 2008-03-14, o godz. 12:54:28